Matka Torpeda
Matka Torpeda

PMS czyli wściekłe krowy w akcji.

Definicji tego złożonego procesu, który przechodzi samica przed menstruacją, chyba nikomu nie trzeba opisywać – z pewnością powiedziała by Kryśka, a ja twierdzę, że jest to jeden z tych darów losu o którym ewidentnie zapomniał wspomnieć Rysiu Rynkoski w swojej kultowej piosence.

Pozostało kilka dni do godziny zero, a Ciebie rozsadza prze okrutna ochota na kabanosy. Chuja tam kabanosy, hamburgera byś zjadła. Ale nie, że Mak Dołnald, nie. Takiego swojskiego, spod budki na dworcu. Ociekającego majonezem, z tanim mięsem i przepięknym zapachem starego oleju.
Fuj, bez sensu jednak. Kebab, kebab to jest to, czego pragniesz właśnie teraz.

Tak naprawdę Ty sama nie wiesz czego chcesz, Twoje kubki smakowe wariują, a ochota na żarcie zmienia się z sekundy na sekundę. Masz żal i pretensje do losu, że Twój facet nie jest w stanie się domyślić co Ty chcesz zjeść. I co z tego, że Ty sama nie wiesz? Ale on powinien. W dodatku mruga za głośno i jakoś tak irytująco.

Proszę, rzuć we mnie jedzeniem.

Miesiąc w miesiąc, myślę o tym, że Igrek powinien wrócić do mieszkania z kebabem i piwem. Ewentualnie winem, ale piwo lepsze bo gazowane i mam wtedy to cudowne uczucie nażarcia się do syta. Takie uczucie, że nie zmieszczę już nic, no kompletnie nic poza paczką Toffiefiee. To jest uczucie kiedy bęben maszyny losującej masz już tak pełny, że nawet zwolnienie blokady Ci nie pomoże.

I wiecie co powoduje największe rozdrażnienie? Że on wszedł w progi mieszkania bez kebaba, alkoholu i słodyczy. Automatycznie mam do niego pretensje, że się nie domyślił. W dodatku to irytujące mruganie.

Ja wiem, że to jest chore, ale pragnę zaznaczyć, że to nie jest zależne od nas. Często bywa tak, że swoim zachowaniem wkurwiamy same siebie, serio.
Przykład: miałam ochotę na ryż z warzywami po czym w trakcie gotowania stwierdziłam, że jednak to nie to i pojechałam na hamburgera. No jak się tu nie wkurwić na samą siebie? Zachowuję się wtedy jak krowa z czterema żołądkami. Pochłonę obiad, za pół godziny resztę obiadu, po godzinie kanapki i dalej chodzę głodna. Jestem jak studnia bez dna, która miauczy o żarcie i drze ryja na każdego kogo spotka w drodze do lodówki.

Mężczyzno, zrozum to wreszcie.

Czy Wy mężczyźni myślicie, że nam jest łatwo? Że specjalnie chodzimy jak tykające bomby i żremy jak prosiaczki?
No błagam, oczywiście, że nie. Ale ja na ten przykład gdybym w trakcie PMS’u zjadła fit sałatkę i poprawiła koktajlem z zielonych warzyw to jak w banku mam, że kogoś zaraz zabiję. Latałabym wtedy jak świr po osiedlu i wyrywała ludziom żarcie z rąk.
Mruganie wkurwia, oddychanie wkurwia, źle odłożony widelec wkurwia, tylko żarcie jest nas w stanie zrozumieć i zaspokoić.

Tak więc mężczyzno, jeśli nastaje ten trudny czas dla Ciebie i Twojej kobiety, podaję instrukcję jak go przetrwać aby nikt nie ucierpiał:

Krok 1. Zaopatrz ją w żarcie. Tony i miliony żarcia albo jedno konkretne. Najlepiej tłuste i kaloryczne + coś czekoladowego i alkohol. To jest zestaw idealny. Najlepiej gdyby wszystko przywieźć wywrotką, wtedy jest pewność, że ilość jest perfekcyjna. I milcz. Milcz chłopie, ale nie za długo bo to też źle.

Krok 2. Jeśli nie spełniłeś punktu pierwszego, niestety masz zagwarantowane darcie ryja. I nie, że o coś konkretnego. Powodów znajdzie się milion, a Ty drogi mężczyzno, znalazłeś się po prostu w niewłaściwym miejscu i nie właściwym czasie.

Igrek notorycznie ma ochotę wyprowadzić się z domu kiedy zaczynam drzeć się jak stare prześcieradło. Jest wtedy zdezorientowany jak mały niedźwiadek we wnykach.
Obojętnie co nie powie: jest źle, milczy: jest źle, przełączy mi kanał w TV – jest źle.
Przepraszam go za pół godziny, on przytakuje i rozumie.
Po piętnastu minutach znowu drę ryja więc zapobiegawczo rzuca we mnie kotletem schabowym.

Ostatnio dzwoni do mnie jedna z Gabrysiek:

– Na kebaba ze mną pojedziesz? – pyta podminowana
– Pojedziesz.

Pochłonęła duży kebab-talerz, zapiła butelką gazowanej coli, a po wyjściu z Kebaba kupiła w sklepie dwa snickersy. Biorąc pod uwagę, że na co dzień jest osobą FIT, która majonez i cukier uważa za zło wcielone, zapytałam czy wszystko w porządku:

– Tak, wszystko okej – odpowiada, wydłubując orzeszki z batona i w ogóle na mnie nie patrząc.
– Mhm, masz PMS? – pytam ostrożnie i wycofuję się dwa kroki.
– Nie kurwa, mam bulimię z alzheimerem. Żrę jak świnia, ale zapominam się wyrzygać.

I wtedy zrozumiałam jak czują się faceci, rozmawiający z kobietą, która ma PMS.

okr

Udostępnij ten wpis...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn
PREVIOUS POST Święte krowy
NEWER POST Krótko.

23 Responses

  1. Matko bosko, czytam i czytam i szlocham. Moj-Ci-On w nerwach: Ty płaczesz?? Na co ja w ryk: ze śmiechu!!😄😄😄
    Pierwszy raz ktoś tak zajebiscie opisał jak to jest w te dni, uwielbiam Cię!!

  2. Jak w mordę strzelił czytałam o sobie….
    Psm to u mnie czas darcia ryja na wszystko i wszystkich szczególnie na męża
    Do tego pochlanianie tony czekolady jogurtów i ogólne żarcie wszystkiego. Nawet ta nietolerowana przeze mnie pizza jest wtedy w łsalach choć na co dzień nie jest za fast food owym jedzeniem
    Okres to już czas uspokajania się choć zdarzy sie kurwnac na brak czekolady bądź czegoś niezdrowego 😉

  3. Umarłem, ze śmiechu. Zrozumiałem, czemu „księgowa” mnie nie zabiła i jeszcze toleruje moją obecność. Handlowałem wszystkim z Wedla. W domu były tego tony.

  4. Czekolada !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Koniecznie z całymi orzechami. Tonami !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    I pozwolenie żeby móc bezkarnie zabić jedną osobę 🙂
    I nie byłby to ślubny.

  5. U mnie zawsze jest jedno hasło – dlaczego kurwa nie ma śledzi??? Co miesięczny zestaw – śledzik na raz,piwo,kinder bueno.

  6. A ja wczoraj wciągnęłam patelnię spaghetti z sosem serowo kukurydzianym,przy czym nie zapomniałam nakrzyczec na dziecko,ze nie chce jeść obiadu…
    A nieraz już wystosowywalam już postulat do męża,ze okres jakoś przebrnęłam, ale te tony żarcia to mógłby wziąć na siebie… To i tak kropla w udrekach Kobiet.

      • Inwencja twórcza osobista – na patelni podsmażyłam najpierw cebulkę,do niej dorzuciłam malutkie kulki z doprawionego jak na kotlety mięsa mielonego. Po tym jak się trochę zarumienilo dolałam wody,wzucilam kostkę rosołową i prawie całą puszkę kukurydzy. Przykryłam,potem dorzuciłam pół serka robionego podluznego,kurkume,pieprz i czosnek. Wszystko gotował się coś koło 10-15 min ( bo miało być na szybko). Pod koniec dodałam śmietany (30 i 18%- bo akurat takie miałam) i kilka łyżek wody z gotowanego makaronu,wszystko wymerdalam raz jeszcze pozadnie i na tym zakończyłam gotowanie. To była taka wersja dla „dzieci i mojego meza”, bo sama osobiście dozucilabym jeszcze jakieś warzywa,galke muszkatołowa i pietruche do oporu.
        Mam nadzieję, że pomogłam 🙂. Pozdrawiam

  7. Ale żem się uśmiała 🙂 Na pytanie mego węża dlaczego rechoczę do komórki, pokazałam mu Twój wpis. Przeczytał ze stiockim spokojem, po czym stwierdził iż ni cholery to się mnie nie tyczy bo ja mięsa nie jem więc nie ułatwiam mu zadania 😉 No cóż, nikt nie mówił że będzie łatwo 😉

  8. I jeszcze chipsy paprykowe z biedronki,brudzące ręce, nadymające, akurat to puste miejsce jest pod browara, ser żółty, kabanosa albo kiełbaskę z cielęciną podsuszaną. I ten moment kiedy biust twardy niczym skała Ci się podnosi bo brzuch nadęty go unosi 🙂 Dzień, dwa… I cisza, cisza, która się wzmaga, kołuje jękliwie…mężczyzna w okopach, dzieciaki ukryte siedzą cichutko w krzakach…Ufff… jest, znowu się udało:) I tak co jakiś czas…

  9. Mnie to zlowieszcze coś dopada dokładnie dobę przed godziną zero żre wszystko co jest w zasięgu wzroku i też zapijam piwem. Ostatnio przyjechała siostra wlochatego a my w tym samym czasie przechodzimy PMS kochana miałyśmy pod nos postawiona karkowke z sosami i alkoholem. A dla facetów zostały resztki. A co do humorkow to przynajmniej mogę spać cały dzień bo zabiera dzieci i po prostu wychodzi z domu. No raz w miesiącu chociaż należy mi się odpoczynek.

Odpowiedz na „AgniAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *