Matka Torpeda
Matka Torpeda

Internetowy ekshibicjonizm w pigułce.

Na wstępie, żeby nie było nie domówień, uprzedzam: Post nie ma na celu obrażania ludzi, którzy uwielbiają social media. Nie każdy lubi zupę pomidorową, nie każdy lubi mój styl pisania, nie każdy więc musi kochać instagrama czy snapa.

Od czego się zaczęło?

Swoją przygodę z ekshibicjonizmem zaczęłam od słynnego „epulsa”. Nie wiem czy ktoś się orientuje i czy posiadał konto, ale był na to szał nieziemski. Ludzie wykupywali jakieś śmieszne pieniążki, żeby mieć różowy kolor na prezentacji. Owa prezentacja, polegała na pisaniu, że: ma się czternaście lat, kocha siatkówkę i „pewnego chłopaka o zielonych oczach”, a w tle przygrywała jakaś smętno-romantyczna muzyczka. Na całe szczęście usunęłam to, zanim zapomniałam hasła.

Potem królowała nasza klasa, na której konto mieli wszyscy starzy. Noszkurwa wszyscy! Mój ojciec to się tak wkręcił, że nawet obiad przed komputerem jadł, a był człowiekiem, który zapoczątkował hasło: „Byś obiad jak człowiek zjadła, a nie przy komputerze wiecznie!”. Generalnie każda porządna, osiedlowa Halinka i Grażynka były tam zapisane do swoich klas i wspominały akcję picia tanich win w ’89 we wsi pod Szczyrkiem, na które klepały sześć osiemdziesiąt przez pół dnia. Wszyscy ojcowie nagle pragnęli zrobić sobie porządne fotki na których nie widać brzucha, żeby pokazać się starym znajomym. W co drugim domu szło hasło: „Nie, te nie. Weź to usuń bo mi brzuch widać, wciągnę i zrobimy jeszcze raz”

Portale społecznościowe dość szybko były w stanie zawładnąć ludzkim czasem, no bo umówmy się: to było coś nowego. Coś, dzięki czemu można było odnaleźć ludzi niewidzianych dziesięć lat. Z całkiem fajnej inicjatywy nagle zrobiła się cisza bo wkroczył…

FACEBOOK.

I może teraz polecę taką mentalną Grażynką, co to uwielbia swój beret z antenką, ale…

Cieszę się, że w wieku mojej „zacnej młodości” dane mi było nawalić się jak PKS do Lichenia i nikt o tym nie wiedział. Nie było żadnych snapów, srapów, instagramów i wszechobecnego chwalenia się tym, że się jest zajebiście zajebistym.
Nie było oznaczania: Je – hotdog – z – Janusz – czuje się – nawalona jak autobus – w miejscu: dyskoteka wsi polskiej”. Jakby to, nie daj Bóg, mój ojciec zobaczył to za chwilę musiałabym dodać post: Ma – karę – na – najbliższe trzydzieści lat – w miejscu – swój pokój”

Cieszę się, że jak piłam piwsko w plenerze z przyjaciółką, to nikt tego nie upubliczniał i nikt nie słyszał naszych beknięć.
Cieszę się, że paląc fajki w krzakach nikt tego nie nagrywał i nie puszczał w eter żeby pokazać jakie jesteśmy zajebiste.

dziewczynySwoją drogą, nie wiem jak dzisiejsze nastolatki ukrywają się z fajkami czy alkoholem, skoro wszystko wrzucają do neta? Kiedyś się kombinowało, żarło batony czekoladowe żeby rodzice nie wyczuli. Żeby zapalić pół fajki, człowiek przeszedł trzy ary i hektary żeby żaden sąsiad ani nikt znajomy nie szedł.
I obowiązkowo składało na papierosy i „zagrychę” żeby nie było czuć.
Wypicie piwa w plenerze było tak skrupulatnie planowane, że nawet Rutkoski z ekipą by nas nie znalazł.

Niezmiernie się cieszę, że otaczałam się ludźmi, którzy po wspólnym „wyskoku” kiedy to rodzic do rodzica dzwonił, mówili, że absolutnie nic nie wiedzą: „Nic takiego miejsca nie miało. Paaaaanie, poszliśmy bazie zbierać, jakie piwo? Jakie papierosy? A skąd!”

Cieszę się, że po „pasterce” wszyscy wspólnie sprzedawali wersję, który był ksiądz i co mówił. Nikt nic nie nagrywał, nie wrzucał do neta i nie podpisywał pod wspólnymi zdjęciami, że „yolo”, „carpe diem” i cała reszta tych „kozackich” opisów zdjęć.

Nikt nie zostawiał nawalonych znajomych na pastwę losu. Nie robił im wtedy zdjęć i nie wrzucał do neta. Kulturalnie się delikwenta czyściło i odprowadzało do domu. Trzymało się pion i fason oraz grzecznie mówiło: „Dobry wieczór, syna przyprowadziliśmy. Tutaj jest jego portfel, klucze i telefon”.

A dzisiaj? Jak się Grażynka nawali to najpierw trza ją nagrać, wrzucić do neta, oznaczyć, a potem dopiero jej pomóc.
Dzisiaj nie opowiada się wspomnień bo wszyscy widzą każdy wypad na fejsie. Ludzie nie zdążą dojechać na dyskotekę, a już pół wsi wie gdzie jadą.

„Shat the fakap, hejteru”

Dzisiaj w necie jest wszystko. Dupy nastolatek w stringach, cycki sąsiadki z bloku obok. Wszyscy są tak zajebiście fajni na tych fotkach, że jeśli ich nie polubisz to masz „bul dupy” i potrzebujesz maści. Zazdrościsz jej, innego wytłumaczenia nie ma. Ona jest taka „bicz”, że tylko jej korony z lateksu brakuje, a Ty jesteś szarakiem, który nawet porządnej fotki nie potrafi zrobić i wyglądasz tak samo w rzeczywistości jak na fejsie. Nuda.

ynstagramBozia dała nam dwie ręce, dwie nogi i multum filtrów do zdjęć więc trzeba to wykorzystać. Czasami siedząc i skrollując prywatnego fejsa, mam minimum sześć zawałów. Oglądam zdjęcia dziewczyn, które znam, ale problem polega na tym, że te zdjęcia pokazują ZUPEŁNIE inną osobę. Wiem, że mamy modę na idealne pośladki, ombre i sombre na włosach oraz rzęsy „na mietłe”, ale na litość boską nie róbmy z siebie kogoś, kim w ogóle nie jesteśmy.

Nawet biednego schabowego już się nie żre tylko się mu zdjęcia robi. Chociaż nie, schabowy to wstyd. Dzisiaj jest moda na „sushi i jagody akai”.

Lubię facebook bo dzięki niemu mam szybki dostęp do czytelników, ale jednocześnie cieszę się, że nikt w rodzinie nie mówi mi: „Wiesz, Twoje zdjęcie na nocniczku miało pięćdziesiąt lajków i trzy komentarze. A na Twoją pierwszą kupkę, ciocia Halinka kliknęła ‚super’

 

babcia1

                     Spodobał Ci się wpis? Zareaguj! Możesz go polubić lub udostępnić o tu 👉 Facebook

Udostępnij ten wpis...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

20 Responses

  1. Siedzieliśmy z kumplami męża w knajpie, zeszło na czasy akademika i „A pamiętacie, jak ruda wariatka…” albo „A pamiętacie, kto właściwie wypił/wylał” i historie płynęły wartkim strumieniem… zanim obróciły się w ocean młode ‚narzeczone’ kumpli zjawiły się, by ich odholować do domu, bo rano do pracy trzeba. „Wiecie, to że tak wspominamy historie, zamiast je tworzyć, znaczy, że już jesteśmy na emeryturze” ktoś skwitował. I powiało grozą. Obawiam się, że to coraz bardziej aktualne – możemy stawać na głowach, by uchronić dzieci przed internetem, ale to już nie nasz świat. Tylko gdzie ta emerytura ja się pytam?

  2. A mi się wydaje, że wszystko jest dla ludzi, tylko nie wszyscy mają pojęcie jak tego używać z głową. I tu niestety dochodzimy do sedna, bo nie ma testów na inteligencję, przed możliwością zalogowania na którymkolwiek portalu, a być dla wielu powinny. Bo te wszystkie możliwości „samopromocji’ jakie obecnie mamy, to tylko od naszej wyobraźni zależy jak jej użyjemy. Bo można być na każdym portalu, i nadal pozostać ” w miarę” anonimowym. Jak się rodzic dwa razy zastanowi, jak jego własny dzieć będzie reagował kiedykolwiek w wieku późniejszym na swoje zdjęcia z nocniczkiem, to ich po prostu nie wrzuci. Ci, którzy idąc za krzykliwą modą lansowaną w mediach na pokazanie „swej wspaniałości” będą chcieli za wszelką cenę to zrobić, to i tak się nigdy nei zastanowią nad konsekwencją, ale nad tym, na jak dużej liczbie znajomych ich zdjęcie/wpis/ czy co tam jeszcze zrobiło wrażenie.
    A tak naprawdę mimo, że słowa „a pamiętasz…” raczej ukazują zaawansowanie wiekowe, to są i piękne, bo przecież to co przeszliśmy na placu, trzepaku, drzewach w parku, składowisku rur na pacu budowy to ogromny skarb nas samych. Ja mimo, iż posiadam swe jakieś tam miejsce na FB to będąc staromodną – wolę kontaktować się i przebywać w realu ze znajomymi i bliskimi…..

    • Rury i trzepak! <3

      Identycznie do tego podchodzę. Social media są dla ludzi, internet jest dla ludzi, ale wiele osób nie ma w tym ani granic, ani jakiegokolwiek umiaru. Tak jak piszesz: ludzie publikują, ale w ogóle się nie zastanowią jakie mogą być tego konsekwencje ;/

  3. Matko z corka! Ja dalej jestem w posiadaniu „Zlotych Mysli” 🙂 Leza gleboko schowane w moim rodzinnym domu 🙂 Nasza klase dalej posiadam, choc nie wchodze od paru dobrych lat! Chyba czas by ja usunac 😉 Konto na FB i Insta tyz mam 🙂 I nawet skomentuje twoj post na FB bo niedawno cie znalazlam 😀
    A co do naszych czasow to jest co wspominac 🙂 Mialo sie rozne ‚madre’ pomysly na zabawy 😉 Od rana do wieczora na dworze i gdyby rodzice nas nie zawolali na posilek badz do domu to pewnie i noc bysmy spedzili pod chmurka 😉 Pamietam jak poszlam do kolegi i tatko moj wolal na obiad, a kolegi mama odkrzyknela mu z kuchni, ze jestem u nich i obiad juz jadlam 🙂 Ach to byly czasy…
    P.s ombre to ja mam tak naturalnie, to znaczy mam taki odrost na lbie i czasu brak na pojscie do fryzjera. No ale coz, modnie prawda? 😉

  4. Główną zaletą tamtych czasów było to, że nawet jak ktoś strzelił przypał stulecia to zwyczajnie mógł się wyprzeć. Twardych dowodów nie było. Wada? Czasem mama musiała mnie do 23.oo z pasem straszakiem szukać po osiedlu. Dzisiaj jak młoda uporczywie nie odbiera telefonu, wbijam się na jej fejsa z tekstem „Misiunia oddzwoń w ciągu 2 minut albo wrzucam Twoje kompromitujące zdjęcia z dzieciństwa”. Oddzwania w max 1,5 minuty „Mamooo wyloguj mnie natychmiast z laptopa!!! Co chciałaś???” Kontakt z bazą jest i ja taka spokojniejsza… 🙂 Ale faktem jest, że chyba z braku kulturalnych rozrywek mieliśmy takie durne pomysły i zabawy, które na szczęście naszym dzieciom nie przyszłyby do głowy. Np trzymanie pustego/głupiego łba na torach i sprawdzanie czy czerwonoskórzy atakują (szał na Karola Maya). Biedny maszynista mający przed pociągiem bandę kretynów z głowami na torach..

    • Boże, jaka to piękna metoda na fejsa! <3 Jestem zachwycona, że rodzice wciąż dorównują sprytem, swoim dzieciom!
      Ostatnio gdzieś widziałam jak krążyło po facebooku: "Hasło do wi-fi zmienione, aby odblokować synku, musisz: posprzątać pokój, wyjść z psem, odrobić lekcje i zjeść kolację. Całuję mama" 😉

      Co do pomysłów: ja to się naprawdę cieszę, że nikt nie dokumentował naszych bo byłoby kiepsko 😀

  5. FB nie mam (ani żadnego z powyższych), więc właściwie nie istnieję. Gdy się nad tym głębiej zastanowić to przerażające. Czasami muszę czytać własne wpisy na blogu, żeby sprawdzić czy żyję i co u mnie.
    Naszą klasę miałam przez moment, założoną (nawet nie przeze mnie!) w celu spotkania klasowego, na którym przygoda się skończyła.
    Złote Myśli, o których już ktoś wspomniał, też miałam w posiadaniu: „Czy masz sympatię?” „Podaj jej inicjały.” 😀
    Fakt: nawalonych znajomych odprowadzało się do domu. Gdy nawalony znajomy upadł nie robiło mu się zdjęć przed udzieleniem pomocy. Przed udzieleniem pomocy zbierało się drobne wysypane z jego kieszeni. Zresztą kto wtedy miał aparat?! Chyba, że mu ciocia przywiozła z Erefenu:D Potem stawiało się delikwenta pod drzwiami, naciskało dzwonek i spierdzielało:DDD

    • Matkobosko, nie istniejesz! 😛 Znam dużo osób, które wedle internetu nie istnieją więc spoko 😉
      Co do inicjałów: Boże, jaki to dla mnie był dreszcz emocji napisać. Zawsze myślałam, że ta osoba to przeczyta i będzie wiedziała, że to o nią chodzi. Jakie to było ważne dla mnie wtedy. Byłam święcie przekonana, że TYLKO z nim będę mogła stworzyć prawdziwą rodzinę 😛

      • Hahaha! No, ten strach, że on przeczyta – niezapomniana adrenalinka:D Co odważniejsze bazgrały sobie inicjały długopisem na bieluśkich adidaskach. Ja byłam wtedy na etapie M. H. więc jakby co, to mówiłam, że to Morten Harket z „A-ha”. Zresztą w nim też się kochałam, więc daleka od prawdy nie byłam 😛

  6. O zgrozo ja się tylko boję jak to będzie kiedy moje dzieci dorosna i będzie jeszcze wiecej główna w sieci nie mówię ze tylko główną bo są też dobre strony. Kiedyś to się wychodziło mama wolała na obiad i leciało się dalej. Przy przeprowadzce znalazłam kasety vhs a moje dzieci stwierdzily ze to nieznany obiekt więc jak już na nowym się rozoakowalismy to mieli wykład o latach 80 i 90 😊 i pytanie najstarszego syna do mnie i mojego czy pamiętamy erę dinozaurów .padlismy

    • To Was młodzieży podsumowała 😂😂
      Ja mam nadzieję, że do czasu aż mój syn będzie dorosły to coś się zmieni. Jak na razie mnie to przeraża co się dzieje w internecie mimo, że jestem człowiekiem otwartym. Gdzieś przez internet zniknęło człowieczeństwo, niestety…

  7. Ja nie mam fb i bardzo dobrze mi z tym nie odczuwam potrzeby udostępnia swego życia prywatnego pizgania samojebek z ustami a’la odbyt mam swój mały azyl w domu z dzieciakami świetnie spędzony czas poza nim i nie muszę się tym nikomu chwalić bo to jest tylko dla mnie.

  8. Co to to różowe z muzyczką nie wiem,jak bum cykcyk.
    Za moich czasów był zeszyt podpisany „ZŁOTE MYŚLI” i gdzie sie pisało jakie imię,klasa,kolor oczu,ulubiona muzyka,film,aktor,kogo lubisz,kogo nie.Kiedyś znalazłam swój zapomniany-łezka się zakręciła w oku 😀
    Nk miałam,a nawet mam.Ale ekshibicjonizmu nie uprawiałam.Parę fotek jak wygląda moja morda aktualnie i tyle.Przez nk mawiałyśmy się na jakieś spotkanko dopóki jedna z „koleżanek” nie zaczęła nam tam zatruwać życia.
    Książki na twarzy nie mam.Na twoją wchodzę na dziko-poczytać.Nie mam twita,snapa,czapa,insta,ani nic innego.
    Przez jakiś czas moim żywiołem był czat.Po pracy,wieczorkiem się siadało z piwem i fajkami przy kompie i „spotykało” z ludem.Nie powiem,trafiłam wtedy na fajny pokój,ludzie z jajem,nie jedną noc zarwałam,nie raz brzuch mnie bolał ze śmiechu.Niby głupie klikanie a emotami szło wyrazić wszystko i więcej.Ile było radości jak człowiek blu dostał.Dawno nie zaglądałam,ale na moim nicku nawet stałe było 😀
    Jednak tęskni człowiek do czasów bez kompa,internetu,komórki.Gdzie żeby pogadać z kumpelą trzeba było się ubrać,wyjść z domu,przejść kilkanaście metrów.Nie przeszkadzał deszcz,mróz ani upał.
    Tęsknię za czasami gdzie koleżankom i kolegom hajtającym się robiło się bramy a nie dawało lajki.Gdzie znajomym składało się gratulacje czy kondolencje osobiście a nie wirtualnie.
    Moje pokolenie ma co opowiadać,wspominać.Co będą opowiadać nasze dzieci? Strach pomyśleć.

    • I najlepsze jest to, że nie było komórek ani internetu, a i tak każdy schodził się na plac i na siebie trafiał <3
      Nie mam nic do postępu, social mediów ani internetu, ale wydaje mi się, że czasami nie ma w tym umiaru.
      O ironio, piszę to na blogu. Wirtualnej stronie 😀

      • Ja ostatnio wspominałam spacer z kumpelą,który zakończył się na przedwojskowym pożegnaniu kumpla z sieni.Do dziś pamiętam jaki miał dobry spirol rozrobiony,nawet jego tata do nas przyszedł „przepić ” z synem idącym w kamasze.
        Jak fajnie jest wspominać i to ” Ty ,a pamiętasz……”.I zaczyna się gadka,przegadywnie,dogadywanie szczegółów.A teraz ? Klikasz login,hasło i pamiętać nie trzeba bo masz fotorelację.
        I właśnie,nikt nie klikał,nie dzwonił a i tak każdy wiedział gdzie i o której.

        Kiedyś otwierało się okno,żeby sprawdzić pogodę.Teraz włącza się kompa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *