Matka Torpeda
Matka Torpeda

Jak byłam w nieświadomej ciąży z nie latem, jadłam czosnek.
Na ciążę się nie czułam, w ciąży (według mnie) nie byłam, każdy miał się stuknąć w głowę.


Wstawałam rano – jadłam pieczywo czosnkowe z serkiem czosnkowym.
Na obiad jadłam bagietki czosnkowe z serkiem czosnkowym.
Kolacja chyba trudną zagadką nie jest bo jadłam to samo co na obiad i śniadanie, ale poprawiałam to serkiem czekoladowym przy którym płakałam bo on nie był czosnkowy.

Dopiero nie-mąż dźgnął we mnie pytaniem „Słuchaj, a nie pomyślałaś może, że jesteś w ciąży?”. Oczywiście wytoczyłam całe stado argumentów, że „na pewno nie bo ja się na ciążę nie czuje!” – zupełnie jakbym wcześniej urodziła całe stado, mini nie mężów.

Byłam kobietą, która szczerze wierzyła we wszystkie ‚prawdy’ z magazynów leżących na kioskowych półkach więc dla mnie ciąża (oprócz testu) objawiała się mdłościami, wrażliwością na zapachy i całą tą resztą, a ja czułam się świetnie więc – jako specjalista wyedukowany przez Google – podbiłam sobie pieczątkę, że ciąży brak.

Suprajs, jestem!

Pamiętam do dziś, że na totalnym luzie kupiłam test ciążowy. Bo ja wiedziałam, że nie jestem, rozumiecie?
To mój organizm, znam go jak własną kieszeń przecież. Na całkowitym luzie położyłam testowy plastik na pralce. Zrobiłam co miałam zrobić, spoglądam: jedna kreska. No, mówiłam?! Mówiłam?! Przecież znam siebie na wylot!
Zostawiając test na pralce, odpaliłam sobie fajkę i poszłam sprzątać mieszkanie. Mam taki ‚wewnętrzny harmonogram sprzątania’, że łazienkę zawsze sprzątam na końcu.
I teraz wyobraźcie sobie moją minę, kiedy zamierzam wyrzucić test do kosza, a tam dwie ciemne kreski, które biją mnie po oczach.
I nie, że jedna blada czy coś. Dwie, wyraźne kreski uśmiechają się do mnie z pralki.

Na wszelki wypadek, zrobiłam jeszcze cztery inne testy. Spoglądało na mnie więc pięć testów i dziesięć wyraźnych kresek.

Majonez.

Wiecie ile strachu może napędzić taki majonez? Nie wiecie, ale ja Wam zaraz powiem.
Wyobraźcie więc sobie, że w ostatnich dwóch tygodniach – słoik majonezu starcza mi na trzy dni. DUŻY słoik majonezu, zarezerwowany tylko dla mnie.
Pierwsze co robiłam po otwarciu oczu to szłam do lodówki i jadłam trzy łyżki majonezu. Potrafiłam wstać w środku nocy i iść po majonez.
Dzień w dzień na kolację musiałam mieć jajka w majonezie bo inaczej dostawałam przysłowiowego pypcia. Obojętnie co robiłam na obiad, musiałam to maczać w majonezie.
Kanapka? No przecież z majonezem.

I ja zero przeczucia, że ‚heloooł tak już kiedyś było!’ – zero, nic. Więc pewnego pięknego poranka, kiedy Igrek z politowaniem spoglądał na to jak wpycham w siebie parówki z majonezem, znów to powiedział: „Słuchaj, ja nie chcę nic mówić, ale może byś sobie test zrobiła?”

Kapciem w pysk…

Dostałam tym pytaniem. Zrobiło mi się gorąco, ale zaraz postawiłam siebie do pionu.
Ja nie mam szesnaście lat, wiem czym jest antykoncepcja i jak się jej używa. Znam swój organizm więc na litość boską jeśli byłabym w ciąży to chyba przez pylenie traw, a we mnie kiełkuje mała trawka, traweczka, trawuniuniuniunia. I nagle gdzieś tam w środku, w jakiejś mózgowej przekładko-zapadce, pojawiło się hasło, które widnieje na każdym środku antykoncepcyjnym: ŻADNA ANTYKONCEPCJA NIE DAJE 100% PEWNOŚCI. Jedynie 98%.

Ja przepraszam bardzo, ale gdzie jest te dwa procent? Ja się pytam co się dzieje z tymi dwoma procentami, które brakują do osiągnięcia 100? Że co? Że biegają gdzieś po świecie, tak? Albo na przykład jedno teraz wydaje swój pierwszy krzyk na porodówce?


Dobra tam, o czym ja myślę w ogóle? Jestem dorosła, a sram ogniem jakbym miała piętnaście lat, mieszkała u rodziców i powtarzała gimnazjum, bez przesady.
Igrekowi wytoczyłam stos argumentów, że ma się stuknąć w głowę i wrócić na biologię, a konkretnie na lekcję o tym jak powstaje człowiek.

Ziarnko…

… zostało zasiane, kiedy Igrek wypalił od niechcenia: „Kiedyś też szłaś w zaparte, wszystkim kazałaś się stukać w głowę. Dla pewności robiłaś trylion testów ciążowych bo pierwszy raz w życiu NIE miałaś racji. Historia lubi się powtarzać pamiętaj…”


– Daj spokój, wkręca mi jakieś dziwne sytuacje. Po prostu lubię majonez, czy to takie dziwne ? – rzucam pytanie w stronę Grażynki
– Wiesz, wtedy też byłaś przeziębiona, pamiętasz? – pyta Grażynka, nie patrząc mi w oczy
– Weźcie Wy się wszyscy stuknijcie w głowę. Jestem przeziębiona bo mnie przewiało, co żeście się tak uczepili jak rzep psiego ogona – odpowiadam oburzona
– Ten sam okres jest teraz, tylko, że wtedy dowiedziałaś się w sierpniu, że jesteś w ciąży – mówi rozanielona
– Milcz
– Boże, może teraz to będzie mała Torpeda? I urodzi się tak samo jak mały Igrek? Ciocia by tak tuliła, mogę być chrzestną. Ciocia by chciała Wasze drugie, ja wam kibicuję – szczebiocze, składając ręce i cmokając w powietrze
– Jesteś chora psychicznie. Nie jestem gotowa na drugie dziecko, na pewno nie teraz. I ja nie jestem w ciąży na litość boską – mówię rozdrażniona
– Oj tam, fajnie byś miała dwóch takich urwisów. Albo urwisa i córeczkę grzeczniutką – kontynuuje
– Tak i od razu załatwiam sobie wczasy w domu bez klamek – kończę temat

Oczywiście ziarenko, które gdzieś siedziało w głowie, tłukąc od skroni do skroni: „… pamiętaj, dwa procent, dwa procent gdzieś chodzi po świecie” sprawiło, że skręciłam do apteki.


Wiecie ile to jest minuta? Ta minuta, która mogła zmienić całe moje życie tak samo, jak ‚minuta’ dwa lata temu. Cholerny majonez. Jak tylko zobaczę wynik wyrzucam cały zapas majonezu w cholerę. To się znów dzieje. Znów wszystkim zaprzeczam, znów się denerwuję, znów wmawiam wszystkim, że mam rację. Znów stoję w tej łazience i czekam wieczność. Znów. Po raz kolejny, z bijącym sercem wpatruję się w obszar testowy.

Zapieram się rękami i nogami, nie jestem psychicznie gotowa, jeszcze nie teraz. Boże kochany, nie teraz. Jeszcze nie, jeszcze nie – powtarzam jak mantrę. Ale nawet jeśli tam jesteś, będę Cię kochać od pierwszego grama. Czekam, czuję suchość w ustach, otwieram Tymbark:

www.matkatorpeda.pl

Spoglądam na płytkę testową. Mnie dwa procent nie dotyczy, jednak ładnie i grzecznie słuchałam na fakultecie z biologii kiedy to rozmawialiśmy na temat prokreacji.
Mała Torpeda jeszcze ma czas, jeszcze nie teraz.

            Spodobał Ci się wpis? Zareaguj! Możesz go polubić lub udostępnić o tu 👉 Facebook

Udostępnij ten wpis...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

30 Responses

  1. Tak, wspomnień czar.
    Dzisiaj aż się wzdrygam na myśl jak ja mogłam to pożerać, matjasy, takie zwykłe, w foliowym opakowaniu, już przy kasie miałam ślinotok, i rozrywałam zębami opakowanie i zanim doszłam do pracy paluchami wcinalam te słone śledzie, pomijam zapach i tłuste paluchy, ale to miało taką moc i potrzebę już teraz natychmiast…nie ważne, czy ktoś widział, kobita z wielkim cycem, że śledziem w paluchach!
    Nie testy, właśnie moje piersi były sygnałem, że coś jest na rzeczy, tak jakby w nich było to jajeczko z dodatkiem. Dwa razy, chyba już od momentu zapłodnienia, pierwsze zareagowały cyce. Piszę cyce, bo przestawały być piersiami…W obu ciążach mi pokazały co potrafią. I nie mogę powiedzieć, że byłam gotowa na drugie dziecko,nie planowałam, nie chciałam wręcz,ale Młodszy był bardzo speszyl, był jak motyl, kiedy się we mnie ruszał, jak by mnie motyl skrzydełkami miział, to było piękne, nigdy tego nie zapomnę.
    Pozdrawiam i dziękuję, że przypomnialaś..

  2. A podobno majonez moze byc szkodliwy dla plodu. Tatar tez a jednak jadlam go bo to byl moj namber 1. Mam cudownego synka w wieku Twojego szkraba. Buziak.

  3. Czemu jak mi się jakiś smak włącza to nigdy nic? Ehh… a to już dwa lata od kiedy mnie antykoncepcja nie dotyczy 🙁

  4. No emocje niezłe 🙂 Jak przez kilka dni budziłam się na plecach z ręką na brzuchu (wymowny gest) to udawałam, że nic się nie stało. Dopiero jak wracaliśmy z uczelni i jakiś kretyn wyjechał zza górki na trzeciego a my go minęliśmy poboczem i w sekundzie zwinęłam się w kłębek na siedzeniu a rękoma zakryłam brzuch, to wiedziałam, że instynkt mocniejszy od rozumu. Antykoncepcja sobie a natura i tak robi z nami co chce 🙂

  5. Kobieto, wyrzuć majonez, błagam! Ile ja się nadenerwowałam, czytając 😉 …no co. Swojej ciąży byłam pewna. Test zrobiłam, by mężowi pokazać. Bo co miałam chłopu rzec? Że już, bo ja tak mówię? 😉 ? Więc ten tego, że się powtórzę – wyrzuć majonez. Zdrowsza będziesz.

  6. A idź pan w ch.. z takim wpisem!!! Ale emocje! Gdy doczytałam do końca zdałam sobie sprawę, że cały czas wstrzymywałam oddech! Boszszsze to co by było, gdyby to dotyczyło mnie?! Czwarty raz? Czwartemu razowi mówię stanowcze: raczej nie 😀
    Ja za każdym razem czułam, że jestem w ciąży (chociaż przy ostatniej przez pierwsze dni w samochodzie, upierałam się, że wróciła do mnie choroba lokomocyjna z dzieciństwa:) O zachciankach to mogłam sobie pomarzyć, bo przy cukrzycy ciążowej ostra dieta. Przy moim rosnącym apetycie to był koszmar, horror i tortura.
    Ze „stada mini nie-mężów” posmarkałam się ze śmiechu, także podwójne dzięki 😀

    • Słuchaj to było dozowanie napięcia – tak jak w MjakM zostawili widzów w niepewności czy Andrzej umrze czy nie – dowiemy się po wakacjach. Na szczęście ja w końcówce wpisu daję odpowiedź, a Pudelek przemyca informacje z planów serialowych 😀

  7. Czy Ty wiesz,il stresu może narobić JEDNA MATKA TORPEDA???????????????????????????????:) 🙂 🙂
    Aś mnie wyrolowała,ja już chciałam biegać i różowe szmatki zbierać 😀
    Zachcianek nie miałam.
    Z młodym – wstałam rano i jak co dzień odpaliłam fajkę nim otwarłam oczy.Pierwszy mach i pokonałam rekord świata w sprincie do kibla.Padłam na kolana i…… nic.Przeszło.Ale fajki zaczęły mi jechać jak stare skarpety.
    Pożaliłam się koleżance-„a nie jesteś w ciąży?”.Pożyczyłam jej wszystkiego najlepszego.
    Pożaliłam się matce -” może w ciąży jesteś ?” Pożyczyłam jej też.Ale poszłam do apteki.Zrobiłam.
    Jedna kreska.
    Gadam z koleżanką a ona mi „zrób jeszcze jeden to często pierwszy negatywny jest”,zrobiłam dwa.
    Kreski dwie.
    Poszłam do lekarza,potwierdził stan błogosławiony.Od pierwszej sekundy czułam że to chłopak.I się nie myliłam.
    Przy młodej.
    Planowaliśmy.Ale wiadomo-plany chodzą swoją drogą.Po nocy mąż gada-” no to jesteś w ciąży,będę miał córeczkę”.Gadam głąbowi-„bo Ty myślisz że to tak wejść na krowe będzie ciele?Człowieku,to nie tak od razu”.Popatrzył na mnie z politowaniem i powiedział „zobaczymy za dwa tygodnie”.Za dwa tyg.robię test(zmusił mnie) a tam dwie czerwone kreski.Ale jeszcze idę w zaparte,że jaka córa,może syn.Znowu ten wzrok-rozumiesz,taki „ja wiem coś o czym Ty nie wiesz”.
    USG,i hasło „Jaka piękna dziewczynka”.
    Ale numerów do totka to wykreślić na szóstkę nie umie :/ :/ :/

    Ale majonez? Łyżkami? I czosnek ???? Fuuuuuuuuujjjjjjjjj.
    Ale się pilnuj 😀 Bo wiesz,antykoncepcja nie jest w 100% pewna 😀
    Ja wybrałam krążki- nie da się odkleić jak plastra ( a podobno czasem brzegi odchodzą i wtedy już nie ma 98%) i są skuteczniejsze od tabletek ( nie wyrzygasz,nie wchodzą w interakcje z lekami).

    • Kara, ja wiem, że powtarzam to do znudzenia, ale jestem w szoku jak wiele nas łączy.
      Jak zrobiłam test, Igrek powiedział, że będzie miał syna. Kazałam przybić baranka w ścianę i zadzwonić na Radio Piekary bot tam jest koncert życzeń, a nie przy wyborze płci. „A Ja Ci mówię, że będziemy mieli syna”.

      USG – „o proszę tutaj jaki siusiaczek sobie dynda” – mina Igreka, bezcenna! 😀 (moja tym bardziej)

      Ja Cię przepraszam, ale z hasłem „pierwszy test wychodzi negatywny” – to czy Ty wiesz kobieto ile stresu może narobić jeden komentarz KARY?!

  8. Ja do jajek musze miec majonez, a do kanapki z serem sos czosnkowy i pomidor obowiazkowo 🙂 Choc ostatnio moj maz robi domowy sos czosnkowy z jednej duzej glowki czosnku(!) i ja uwazam ze przydaloby sie wiecej bo jest malo wyrazisty, a wszyscy do okola zieja ogniem 😉
    My powoli zaczynamy myslec o rodzenstwie dla naszej Kluski, bo takie maluchy sa najfajniejsze 🙂

  9. Ależ się uśmiałam…….
    I powiem, że znam ten stres…. Choć ja nie miałam żadnych zachcianek, ani w pierwszej, a ni w drugiej ciąży. Ale z pierwszą było tak, że zrobiłam 6 różnych testów, począwszy od tych za 5 zeta na tych za 50 skończywszy i na każdym widziałam jedna kreskę, gdzie ewidentnie czułam co innego. Nawet ma BYŁA pani ginekolog potwierdziła mi to słowami, że mam cystę, a nie ciążę i po wybraniu kilku sztuk antybiotyków wylądowałam w szpitalu, gdzie jednak ewidentnie potwierdzono stan odmienny. Drugi raz jednak zaszłam do apteki i poprosiłam od razu o NEGATYWNY test ciążowy. Pan się tylko uśmiechnął, ja niestety z mężem, długo patrzyłam na dwie kreski leżące na pralce i próbowałam dojść do siebie i chociaż zatrzymać wściekłe myśli w głowie, już nawet ich nie musząc układać….
    Z perspektywy czasu mogę jednak powiedzieć, że ten drugi szok, wyszedł pozytywnie. Ani nie planowaliśmy, ani nie chcieliśmy, ani nie byliśmy na to przygotowania, ale teraz widząc dwa huragany wojujące w domu i niosące spustoszenie na swej drodze tak naprawdę cieszę się, ze jest jak jest. I czytając ostatnio tekst „najlepsze co możesz podarować swojemu dziecku, to rodzeństwo” – tylko się uśmiechnęłam i fakt, to prawda.
    Jednak jak wielką skazą psychiczną jest dla meni ciąża, przekonałam się ponownie dziś, będąc u lekarza i widząc tylko te kolejne „przyszłe matki” i czując jak nie wyrabiam psychicznie na tylko samą myśl, że znów mogłabym to samo przechodzić. Więc jeśli ktoś zna metodę jak namówić mężczyznę na wazektomie, to ja bym bardzo poprosiła….. bo to jest te jedyne pewne 100 %.

    • Cieszę się, że mnie rozumiesz. Naprawdę cieszy mnie fakt, że są kobiety, które myślą rozsądnie.
      Dzieci są kochane, cudowne i wspaniałe, ale jednak decydując się na pierwsze – nie wiedziałam co mnie czeka. Myślałam o cukrowej wacie, tonie uśmiechów i całusów. Gdzieś tam zapomniałam, że dziecko to też wychowanie, odrębna istota i masa nerwów.
      Decydując się na drugie dziecko – muszę się czuć choć w 60% gotowa psychicznie. Wiem, że czasami życie może zadecydować za nas, ale ja jeszcze nie wzięłam głębokiego oddechu po pierwszym 😉

      ‚Poproszę NEGATYWNY test ciążowy’ – umarłam 😂 😂

  10. O matko z napięciem czytałam wpis. Hehe. Ja w każdej ciąży na samym początku wiedziałam ze jest mała fasolka bo po pierwsze wyobraź sobie ze ja mam chyba prorocze sny za każdym razem śniło mi się ze mam syna i co? No i mam trzech chłopców. Przy każdej ciąży zapas lodu w zamrażalniku przez 9 miesięcy wygladalam jak chomik z morda wypchana lodem. Kawa lód herbata lód. A i domownicy mogli zapomnieć o mięsie mielonym bo na samą myśl bieglam do łazienki. A i jestem tego zdania ze nic nie dzieje się bez przyczyny najlepsza antykoncepcja zawiedzie jeśli ma być to i tak się pojawi na świecie ja przed ostatnią ciążą brałam tabletki 7 dni przerwy ciocia nie przyjechała i teraz biega mały dwu letni terrorysta Pan i prezes domu.

    • Ja nie jadłam mięsa przez cały pierwszy trymestr. Odrzuciło mnie całkowicie. Nawet Igrekowi nie byłam w stanie zrobić kanapek z szynką do pracy bo myślałam, że na nie zwymiotuje. Żyłam na warzywach, dopiero w II trymestrze nadrabiałam 😀

      Tak, zgadzam się – jeśli ma być to będzie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *