Matka Torpeda
Matka Torpeda

Dlaczego nie cieszy nas ciastko czekoladowe?

Ostatni weekend spędziłam w towarzystwie psychologów. Psychologów, którzy kozetki zostawili daleko w tle, telefony komórkowe zakopali głęboko w torbie, a skupiali się na krowich plackach, kiełbasie z grilla i otwieraniu piwa.

I wiecie co? Nikt nie potrzebuje wiejskiego resetu bardziej niż oni. Ci, którzy zbierają ludzkie problemy. Ci, którzy wysłuchują miliona osób. Ci, którzy pomagają wyjść na prostą choć nie jednej osobie wydaje się, że nie ma już ratunku.

Nie, nie chodzi mi tutaj o depresję. Nie chodzi o bulimię i nie chodzi o anoreksję. Chodzi mi o coś, co atakuje jak zaraza i staje się co raz popularniejsze choć nie zdajemy sobie z tego sprawy.

Co raz częściej przestajemy się cieszyć. Tak po prostu cieszyć: z czekoladowego ciastka, z dobrej kawy, z tego, że w sklepie nie ma kolejek, z tego, że zjedliśmy dobry obiad, z ulubionej piosenki w drodze do pracy. To przestaje mieć już jakiekolwiek znaczenie. Bardziej skupiamy się na tym, co minęło, co zrobiliśmy źle, czego nie zrobiliśmy, a co powinniśmy. Ciągle myślimy, ciągle coś rozpatrujemy – PO CO?

„Przychodzą ludzie wypaleni. Zapominają, że mają rodzinę, dzieci, schorowanych rodziców. Liczy się dyrektorski szczebel, najlepsze firmowe auto i te siedemdziesiąt tysięcy miesięcznie na koncie. Do nich nie dociera, że to nie jest sukces o którym marzyli. Wiesz, jeśli jesteś na początku tej drogi cieszysz się z rodziny, która Cię wspiera i do której wracasz, a celem staje się pieniądz. Kiedy to osiągasz liczy się już tylko pieniądz”

Nie skupiamy się na tym, co jest TU i TERAZ. Nie żyjemy chwilą, która trwa. Nie cieszymy się z tego co mamy bo pragniemy co raz więcej. Gonimy za czymś, co tak naprawdę nie jest w życiu najważniejsze. Najgorsze jest to, że rzeczy, które w życiu są najważniejsze – przestają mieć jakiekolwiek znaczenie i jakiekolwiek wartości.
Nie cieszymy się z sukcesów bo pragniemy co raz więcej i więcej i więcej.

Jak każdy, chciałabym móc podcierać się banknotami o nominale sto, oczywiście. Jak każdy chciałabym na weekend skoczyć sobie do Portugalii żeby skosztować dobrego jedzenia i podziwiać piękne widoki, wiadomo.
Będąc przeciętnym Kowalskim, trudno nie marzyć o czymś lepszym, ale warto czasami pozostawić sobie trochę zdrowego rozsądku. Tego nie da się kupić za pieniądze.

„Oni nie widzą, że rodzina jest najważniejsza. Ślepo tłumaczą sobie, że robią to dla dzieci, dla żony czy męża. To jest tak ciężkie do przepracowania, że sobie tego nie wyobrażasz. Wiesz, to ja powinnam pilnować czasu sesji psychologicznej, a robią to oni. Z zegarkiem w ręku mówią, że już czas minął bo muszą biec na konferencję”

Za mało w nas życzliwości, za dużo gonitwy za pieniądzem.
Za mało człowieka w człowieku.
Za mało troski, empatii i miłości. Za dużo chęci walki o swoje.

Zacznijmy cieszyć się z tego co mamy, zamiast ślepo wpatrywać się w bogatych ludzi, którzy uśmiechają się do nas z okładek czasopism.
Wiem, że niektórzy kupują sobie torebki za cenę mojego mieszkania, ale co z tego?

Kimkolwiek jesteś, życzę Ci dobrze. Życzę Ci żebyś spojrzał na to, kto Cię otacza. Jakich ludzi masz przy sobie, kto na Ciebie czeka, kto zawsze jest ramię w ramię, cokolwiek by się nie działo.
Wyłącz internet na ten weekend, olej pracę i telefon.
Pojedź do swoich rodziców, zrób niespodziankę dawno nie widzianym znajomym albo zafunduj swojej rodzinie CZAS.

Wiesz dlaczego? Bo miłości i rodziny, za żadne pieniądze świata nie kupisz.


Spodobał Ci się wpis? Czekam więc na Twoją reakcję, możesz go polubić lub udostępnić o tu 👉 Facebook

Udostępnij ten wpis...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

12 Responses

  1. Wiesz, co mi przyszło do głowy? Ludzie płacą krocie na leżance psychologa, by odkryć piękno życia, a matki dostają to w gratisie. Oboko nieprzespanych nocy, nagłych panik, przeraźliwego strachu o potomstwo itd, itp – szczęście, że żyję, że dziecko mnie widzi i zna – taka sztuczka hormonów podejrzewam, ale działa 😉 pozdrówka

  2. To wszystko prawda. Sama jestem w życiu totalnie nie hepi, ale własnie to takie drobiazgi pomagają człowiekowi trzymać się przy życiu i jakoś nie utonąć. Własnie takie cieszenie się wręcz pierdołami, drobiazgami, małe przyjemnostki. To że ciasto dobre, do tego kawa, to że wieczorem leci fajny film, to że dziś nie pada, że zbudowałam fajny dom w Simsach (gram i się tego nie wstydzę), że przyszła dziś paczka z kosmetykami, że wieczorem pogadam na fejsie z cudowną osobą. Czasem nawet tylko takie rzeczy zostają. To że niektórzy nie umieją spojrzeć ponad czubek własnego nosa sprawia, że szerzy się brak empatii i dostrzegania drugiego człowieka. Strasznie to smutne.

    • Jasne, że to jest smutne. To jest bardzo smutne.
      Przestajemy co raz częściej zwracać uwagę na to, co jest w życiu najważniejsze. A to właśnie takie detale sprawiają, że dzień jest lepszy 🙂

  3. Piszę tu, anonimowo, zamiast na fb, żeby przypadkiem ktoś tego nie przeczytał 😉

    Mój były pracodawca jest chirurgiem, ma własną przychodnię i etat w szpitalu, generuje przychody rzędu 80 tysięcy miesięcznie (koszty utrzymania biznesu to maks. 20tys., wiem, bo faktury przechodziły przez moje ręce 😉 ). Ciągle zapieprza jak dziki osioł, na rano jeździ do szpitala, popołudnia spędza w swojej przychodni. Nie ma, za przeproszeniem, czasu, żeby się porządnie wysrać, bo ciągle tylko pacjenci-kasa-pacjenci-kasa. Zero wolnych weekendów, co najmniej raz w tygodniu dyżur 24h. Ciągle pod telefonem, bo może się zdarzyć konieczność przyjechania na przeszczep.

    I, owszem, ma bardzo ważny zawód, ale jakim kosztem??

    Zawsze to powtarzałam i powtarzam nadal (teraz mam gorzej płatną, ale dużo ciekawszą pracę), że wolę zarabiać minimalną krajową, ale móc sobie pójść na spacer po pracy albo ugotować coś smacznego, niż się tak niszczyć dla pieniędzy. Co mu z tego, że tyle zarobi, skoro nie ma jak się z tego cieszyć?

    Owszem, czasem sobie myślę, że fajnie by było zwiedzać świat, ale z drugiej strony wiem, że równie dobrze można to robić za grosze, jak wielu ludzi: jeździć po świecie, zmywać, sprzątać, w zamian za nocleg i coś do jedzenia. Więc nie jest to kwestia pieniędzy, tylko podejścia do życia 🙂

    I może się to wydawać przechwałką czy czymś, ale ja naprawdę cieszę się z małych rzeczy. W tej chwili choćby z tego, że czuję się bezpieczna, mam dach nad głową, pełną lodówkę, ciekawą pracę, partnera, kota, dużą brzozę za oknem… 🙂

    Pozdrawiam i polecam ten sposób podejścia do życia 😀

    E.

    • Boże, jak pięknie to napisałaś. Właśnie całe sedno tkwi w podejściu do życia. Wraz z ilością gotówki wszystko się zmienia, najgorsze jest to, że zmieniamy się My sami.
      Ci ludzie najczęściej mają super stanowiska i super prosperują, ale najczęściej jest właśnie tak jak piszesz: nie mają czasu nawet się wysrać.

      Moja ginekolog, świetny lekarz, kiedy ją spytałam dlaczego przychodzi tylko na trzygodzinny dyżur, odpowiedziała: „Jestem mamą i żoną przede wszystkim, dopiero później lekarzem”

  4. Ja już nie raz gadałam że jestem inna.
    Wiadomo,szóstką z totka bym nie pogardziła.A najlepiej z fajną kumulacją.
    Tylko sama nie wiem po co,skoro mężowi gadam,że gdyby człek trafił to przecież kasą szastać nie zamierzam.
    Kupiłabym jakieś autko- ale wcale nie najnowsze pod tyłek robione masseratti. Po cholerę mi stres że ktoś walnie,ukradnie,porysuje?
    Kupiłabym mieszkanko- bo jakoś willa z basenem mnie nie podnieca.
    Założyłabym dzieciom jakieś oszczędnościowe coś,żeby miały na start a nie tylko na starter.

    Jakoś mnie nie podnosi endorfin metka z ceną.Równie dobrze mogę kupić tańsze a radość dzieciom sprawić domową pizzą.
    Pieniądz dziś jest a jutro może go nie być.Mogę wszystkim wkoło zazdrościć wszystkiego.Tylko po co?Żeby wrzodów szybciej dostać? Żeby być wrednym i zgorzkniałym? Nie chcę.

    A po namyślę-tej szóstki też nie chcę-zaczęły by się pielgrzymki „rodzinki” co to mnie nie poznają od stu lat,jakiś „przyjaciół”.Nie spałabym że mnie okradną,pobiją,zęby wybiją. Same kłopoty 😀
    Kiedy mam się zgłosić po to ciastko z czekoladą? 😀

    • Właśnie o to chodzi, nikt nie pogardziłby szóstką w totka, ale prawda taka, że najlepiej wydaje się pieniądze, których nie ma. Te teoretyczne bo często w praktyce okazuje się, że one szczęścia nie dają. Choć jak to ktoś, kiedyś powiedział: „… ale lepiej płacze się w Ferrari”

      Pieniądz jak alkohol – strasznie mami.

      • Wiesz,u mojej koleżanki-jak mąż miał urlop to ona już po dwóch dniach wzdychała,że po co mu ten urlop,że niech już idzie do roboty,że jej przeszkadza,wywraca dom do góry nogami.
        Jakoś tak 12 lat po ślubie się rozwiedli.
        A mnie się zawsze wydaje że mąż urlop ma za krótki,weekend za krótki.On jak wraca do pracy po wolnym to mnie się chce płakać,czuję się jakby za granicę wyjeżdżał na co najmniej pół roku. Ja lubię spędzać czas z mężem,dzieciakami.Lubię przy nich pomilczeć,książkę poczytać jak film oglądają.
        Szlag trafia mnie i moje plecy ale kleje te miliony pierogów z mięsem bo wolą jak ja robię.Usycham z pragnienia ale czekam aż męża zrobi herbatę bo lepiej smakuje.
        Ludzie mający dużo kasy tak naprawdę są bardzo samotni.

        • Ja mam podobnie. Wiem, że czasem przesadzam, ale naprawdę ciągle mi mało. Mało mi weekendu, mało mi wspólnych wieczorów.
          Wiem, że praca jest potrzebna, ale ciągle czuję niedosyt.

  5. Wiesz tez sie czasem nad tym zastanawiam. Moze ja jestem inna, ale potrafie sie cieszyc nawet z kostki czekolady 🙂 Ciesze sie gdy widze moje dziecko usmiechniete lub jak bawi sie ze swoim tata przyprawiajac mnie o zawal serca, ale jej sie to podoba 😉 Ciesze sie, ze moja rodzina jest zdrowa, mam dach nad glowa, mam co jesc i mam dwa futra, ktore potrafia obudzic mnie o nieprzyzwoitej godzinie bo zachcialo im sie mizianka 😉 Tak jak piszesz, fajnie by bylo miec wiecej banknotow w portfelu i na koncie, ale zdrowia, milosci i rodziny za nie nie kupisz. Takze tego, zycze ci duzo czasu bys mogla go spedzac z najblizszymi 🙂

    • Ja jestem człowiekiem, który zawsze ma za mało czasu. Weekend rodzinny zawsze jest zbyt krótki, dni po pracy z Igrekiem i Młodym – zawsze za krótkie. Także życzenie jak najbardziej trafione, wzajemnie 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *