Matka Torpeda
Matka Torpeda

To chyba będzie jeden z trudniejszych wpisów, na które się zdobyłam odkąd prowadzę bloga.

Kilka lat temu, musiałam zrobić sobie ogólne badanie krwi. Miałam zawroty głowy i złe samopoczucie. Tłumaczyłam sobie, że to przez jesień, brak słońca i ogólne zmęczenie organizmu, ale w końcu zostałam wypchnięta przez Igreka do lekarza. Po zrobieniu wszystkich badań, lekarz dość długo i wymownie milczał. Bardzo długo i bardzo wymownie. Do dziś pamiętam ciszę w gabinecie, tykający zegarek i mój umysł, który szeptał: „Coś jest nie tak” :

– Musi Pani powtórzyć badania – ciszę przerywa głos lekarza
– Dlaczego? Coś jest nie tak?
– Proszę powtórzyć całe badanie i wrócić ponownie
– Rozumiem, że wyniki są złe?
– Bardzo
– A o czym to świadczy? Co może być przyczyną?
– Pani wyniki są dość mocno zbliżone do wyników przy białaczce. Przy początkowym stadium, proszę powtórzyć badania.

Dwa dni płakałam. Oczyma wyobraźni już się pochowałam dwa metry pod ziemią, a na samą myśl, że nie zdążę mieć dziecka ogarniał mnie szloch. Snułam się jak cień, nie jadłam, nie spałam, płakałam. Zastanawiałam się tylko „dlaczego ja?” choć wiem, że prawdopodobnie każdy człowiek zadaje sobie to pytanie.
Po odbiór wyników szłam jak na ścięcie.

– Wyniki są w porządku. Krew jest ruchoma, prawdopodobnie badanie zostało zrobione, że tak powiem „w nie odpowiednim momencie przepływu” albo rozwija się jakaś infekcja.

DWA DNI PÓŹNIEJ miałam grypę. GRYPĘ.

__________________

www.Matkatorpeda.pl
Moje ostatnie milczenie teoretycznie było spowodowane zapracowaniem. Owszem, brakowało mi ostatnio czasu, ale nawet jeśli go znalazłam to w głowie miałam pustkę. Pustkę, która odbijała się od ściany do ściany. Pustkę, która gniotła mi serce i sprawiała, że zaczynałam płakać.

Człowiek (tutaj mam na myśli siebie) na co dzień nie myśli o złych rzeczach. O tym, że czasem może się potknąć. O tym, że czasem są informacje, które zwalają z nóg. Podcinają Ci nogi, a Ty upadasz na kolana i choć bardzo byś chciała to nie możesz wstać.

Mój syn był ostatnio przeziębiony. Przeziębienie trwało kilka dni więc poszłam do lekarza. Pediatra rutynowo wykonywała osłuchiwanie stetoskopem. Błahostka, jak zawsze. Siedzę z uśmiechem na ustach, a błękitne oczy mojego syna wpatrują się w stetoskop.

I znów ta cisza. Ta cisza, której ja bardzo nie lubię. Cisza w której wpatrujesz się w minę lekarza, a ona nie wyraża nic.

– Czy Pani syn miał kiedykolwiek problemy kardiologiczne? Zostało coś stwierdzone przy urodzeniu?

Czuję puls w uszach, robi mi się gorąco.

– Nie, nigdy – odpowiadam
– Czy syn szybko się męczy? Ma problemy z oddychaniem?
– Nie w ogóle. Jest wulkanem energii, Pani doktor o co chodzi?
– W badaniu stetoskopem, usłyszałam nieprawidłowość na sercu. Proszę przyjść za tydzień do kontroli, jeśli sytuacja się powtórzy, będzie trzeba skonsultować dziecko z kardiologiem.

Poszłam na wizytę z przeziębionym dzieckiem, które okazało się, że ma grypę bostońską i w dodatku może mieć chore serce. Moje dziecko może mieć chore serce. Moje dziecko. Moje serce.

Wyszłam zapłakana. Płakałam właściwie całą drogę – ku zdziwieniu syna, który spokojnie jadł paluszki.

Cały tydzień myślałam o tym, że on może mieć chore serce. Za każdym razem kiedy przypominałam sobie słowa pediatry, zaczynałam płakać. Nie potrafiłam odgonić od siebie tej myśli, która nie dawała mi spać po nocach.

Uwierzcie mi, że ten tydzień był dla mnie straszny, a wręcz okropny. Wczoraj idąc z Młodym na kontrolę, szłam jak na ścięcie. Na sam widok drzwi przychodni, czułam ścisk w gardle.

Znów to zasrane badanie, znów cisza, znów ten stetoskop. Czuję, że pieką mnie oczy.

– Serduszko jest czyste. Szum najpewniej był spowodowany infekcją. U małych dzieci jest to bardzo często spotykane. Albo po prostu trafiłam na moment w którym serce pracowało szybciej i stąd odgłos szumu.
– Czyli moje dziecko nie ma chorego serca?
– Ale ja w ogóle nie powiedziałam, że ma. Gdybym zauważyła coś mocno niepokojącego skierowałabym Panią do szpitala, a nie pozwoliłabym czekać cały tydzień. Szumy u dzieci to dość częsta przypadłość i to nie jest nic groźnego.

I znów wyszłam z płaczem, którego za cholerę nie mogłam powstrzymać. Do mnie chyba dopiero wczoraj doszło, że…

W życiu tak naprawdę najważniejsze jest zdrowie i rodzina. Wszystko inne jest kwestią chęci, siły i niekiedy szczęścia.

www.Matkatorpeda.pl
Całuję, Matka Torpeda.


Spodobał Ci się wpis? Czekam więc na Twoją reakcję, możesz go polubić lub udostępnić o tu 👉 Facebook

Udostępnij ten wpis...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

14 Responses

  1. O mój smutku, tak podejrzewałam, że cisza miała jakąś przyczynę! Dobrze, że wszystko w porządku, dobrze, że jesteście. Pozostaje doceniać to, co mamy – bo może zostać odebrane. [I widzę Amy Whinehouse, kończącą ‚Valery’ jakże optymistycznym „I’m still standin’!” 😉 ]

  2. Ja mam czasem wrażenie,że lekarze nie myślą.
    Nie zastanawiają się,że kilka nieopacznie wypowiedzianych słów może kogoś doprowadzić do zawału.
    Rozumiem,że trzeba czasem zrobić jakieś dodatkowe badania.Ale czy nie łatwiej Tobie by było,gdybyś usłyszała „Proszę za tydzień przyjść do kontroli,bo teraz przy infekcji słyszę jakieś szmery”.A nie od razu straszenie kardiologiem i chorym serduszkiem.

      • Można informować i informować 😀
        Mogła po prostu poprosić żeby przyjść na kontrole.Przyszłabyś i wtedy by sprawdziła.Inaczej byś zareagowała jakby powiedziała „Chciałam się tylko upewnić,bo ostatnio słyszałam jakieś szmery i nie byłam pewna czy to z infekcji czy coś czym mamy się martwić”.
        Wszystko zależy od podejścia do pacjenta.

  3. O cholerka… Miałam nadzieję, że to milczenie (nie lekarza, twoje) nie jest spowodowane żadnym problemem, a tu – proszę. Bo choć problemu ostatecznie nie ma, to jednak cała sytuacja odbiła się na tobie. Współczuję, ale przede wszystkim bardzo się cieszę, że wszystko jest w porządku.
    Takie sytuacje wartościują życie i dają do myślenia.
    Ściskam mocno:)

  4. U nas szmery na serduszku Pani doktor wysłuchała zaraz po porodzie, ale wszyscy mowili ze to normalne i ze to zanika po pewnym czasie. 3 tygodnie po wyjściu ze szpitala kontrola i Pani Doktor dalej słyszy szmery i daje skierowanie do poradni kardiologicznej… czas sie zatrzymuje- w poradni terminy na listopad (coreczka z kwietnia). Na wizyte w końcu udaje sie umówić prywatnie. Pani kardiolog pod stetoskopem nic nie słyszy- zupelnie zdrowe dziecko- tak usłyszeliśmy. Ale pani doktor radzi wizyte kontrolną. My juz spokojni miesiac pozniej jedziemy na kontrolę, wykonuja badanie ekg- wychodzi fatalne- kardiolog mowi ze wyglada na wade serca, widac po niej ze przestraszona no bo przeciez mialo byc zupełnie zdrowe dziecko, na szybko organizuje echo serca i na tym badaniu nic nie wychodzi… wszystko prawidłowo. Za miesiac znowu kontrola, robia ekg-fatalne. Dowiedzielismy sie ze czasem tak jest ze badanie wychodzi zle a jest wszystko w porzadku. O nieprzespanych nocach i wylanych łzach z tego powodu szkoda mowic, stres caly czas czy faktycznie jest w porzadku skoro ekg wychodzi zle. Na prawde Ci wspolczuje i wiem co czułaś. Ja tak czuje caly czas- nieustanny strach. Najwazniejsza jest rodzina. Trzymajcie sie pozdrawiam.

  5. Miałam podobnie. Siostra męża – internistka – nastraszyła nas gdy córka miała 3 miesiące że może być przygłucha albo w ogóle nie słyszeć. I oczywiście lekarze, badania itd. Okazało się, że okaz zdrowia tylko olewa od małego co się do niej mówi 😉 😛
    Z synem podobnie, na wizycie pediatra kazała nam zrobić jakieś dodatkowe usg którego z córką nie robiliśmy, choć powiedziała „Tak profilaktycznie, dla pewności”. Głupie gadanie, bo nie powinno się tak straszyć ludzi. I na szczęście wszystko jest ok. Ale co się człowiek nadenerwował to jego.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *