Matka Torpeda
Matka Torpeda

Wyścig o złote majtki.

Raczej nie wbiliśmy się z Igrekiem w widełki wzorowego rodzicielstwa. Kiedy syn wyjechał z fabryki, potocznie zwanej Matką, sraliśmy po gaciach, że nie damy rady.
Przez pierwsze tygodnie, strach było to dziecko umyć, strach zmienić płyn do płukania bo może być wysypka i strach było obciąć te małe paznokcie, które ledwo były widoczne. Kiedy rozszerzaliśmy mu dietę to już w ogóle miałam ciarki na plecach, no bo co ja zrobię jak on będzie miał uczulenie na marchewkę?!

W końcu przyszedł taki moment, że odpuściliśmy. Gdzieś tam na pograniczu kolki, a wychodzeniem pierwszych zębów, doszliśmy do wniosków, że jeśli będziemy wszystko dokładnie analizować to zejdziemy na zawał za miesiąc, a jesteśmy temu dziecku jakby potrzebni.

www.matkatorpeda.pl

_______

Wychowanie człowieka to nie jest tak trudna sprawa, jeśli wsłuchujesz się w siebie i dziecko, zamiast wsłuchiwać się w złote rady, których każdy ma od groma. Złotych rad nigdy nie braknie bo każdy wie lepiej: jak wychowuje się cudze dziecko, jak z tym dzieckiem się obchodzić i co TY robisz źle.

NIC NIE ROBISZ ŹLE. Robisz to co czujesz, to co wewnętrznie podpowiada Ci intuicja. Robisz to, co uważasz za słuszne. Poza tym jesteś tylko człowiekiem, a nie idealną postacią z bajek.

Podziwiam kobiety, które wszem i wobec muszą oznajmić, że jesteś złą matką. Matką nieodpowiedzialną, bo wiecie, one…

1. Codziennie gotują dla dziecka warzywa na parze, pieką chleb i nie karmią dziecka parówkami.

Twoje dziecko wie jak smakuje parówka, frytki i kawałek czekolady więc jesteś chora psychicznie z automatu i powinnaś zdać jakiś test IQ, zanim powiłaś na świat dziecko, Ty chora wariatko. Zapieprzaj szybciutko do młyna po mąkę, sama zacznij piec chleb i ubieraj szybko dziecko w pieluchę tetrową, a potem wypierz ją na tarze przy rzece.

2. Ich dzieci nigdy nie oglądają telewizora.

Telewizor został wyniesiony z domu i sprzedany na allegro, zaraz po tym jak na teście ciążowym pojawiły się dwie kreski. Routera z internetów też w domu nie trzymają bo przewodzi złą energię i generalnie jest szkodliwy. Ona internet ciągnie z powietrza, choć w razie deszczu zamyka okna żeby jakaś kropla na dziecko nie spadła. Twoje dziecko zna smoka Edzia i całą ekipę z dziecięcych piosenek więc wniosek nasuwa się sam: Jesteś chorym człowiekiem i powinnaś zdać test IQ, zanim powiłaś na świat dziecko, wiadomo.

3. One są pierdząco idealne, że nawet kucyki Ponny nie były tak idealne, ze swoją tęczową grzywą.

Ty czasami odpalasz dziecku bajkę, dajesz parówkę i pijesz kawę, delektując się spokojem? Przecież Ty jesteś nie odpowiedzialnym człowiekiem. Powinnaś siedzieć 24h i uczyć dziecka wierszyków, śpiewać mu odpowiednie do wieku piosenki i wertować wujka google w poszukiwaniu zajęć i zabaw, ADEKWATNYCH do wieku dziecka. Jeśli nie – wniosek jest ten sam, co w punktach wyżej.

4. Zrezygnowały ze swojego życia, żeby oddać się najważniejszej misji w życiu.

Ale jak to Ty wychodzisz z domu? Jak to masz swoje życie? Ta mała istota Cię potrzebuje! Nie potrzebuje kontaktu z babcią, tatą, wujkiem, ciotką i innymi dziećmi. Ona do 18 roku potrzebuje TYLKO CIEBIE i zrezygnuj w tej chwili ze swojego życia bo inaczej jesteś tak kurewnie okropną matką, że aż żal na Ciebie patrzeć.

5. Absolutnie nigdy, nie denerwują się na swoje dziecko.

ALE JAK TO KIEDYKOLWIEK KRZYKNĘŁAŚ NA DZIECKO?! Masz Ty świnio rozum?!
Uwielbiam to. Absolutnie uwielbiam kiedy ktoś, mówi mi, że NIGDY nie stracił nad sobą kontroli. Nie wkurwił się i nie miał ochoty wyjść z siebie. Uwielbiam jak ktoś mi łże w żywe oczy, że NIGDY nie denerwuje się na swoje dziecko, a potem pojawia się to osądzające pytanie: „No Ty mi nie mów, że On Cię czasem denerwuje?”.

(I ja tutaj nie mam na myśli wychowania w którym ktoś drze ryja na dziecko 24h, absolutnie. Mam na myśli sytuację, gdzie Twoje dziecko testuje Twoją cierpliwość, a Ty w kółko nawijasz: „Nie wolno, nie wolno, nie rób, nie wolno”, aż w końcu podnosisz głos)
No właśnie PODNOSISZ GŁOS, jak możesz? Co z Ciebie za matka? Co z Ciebie za rodzic? Mam nadzieję, że chociaż już zdajesz sobie sprawę, że zawiodłaś. W widełkach „idealnego rodzicielstwa” jesteś na zajebistym tyle i aż dziw, że Ci opieka do drzwi nie puka.
www.matkatorpeda.pl
____________

Kiedyś strasznie przejmowałam się tym, co ktoś może powiedzieć na mój temat. Może nie tyle przejmowałam, co starałam się analizować. Odkąd urodził nam się syn, stwierdziłam, że ludzie, którzy w kółko muszą coś powiedzieć na czyjś temat, mają strasznie nudne życie albo niską samoocenę, którą muszą odbić sobie właśnie na Tobie.

Mnie na ten przykład, w ogóle nie interesuje czym karmisz swoje dziecko. Serio. Przecież to TWOJE dziecko.
Nie interesuje mnie też, czy pozwalasz mu oglądać bajki, bo TY jesteś jego matką, nie ja.
Mam w nosie, czy Twoje dziecko chodzi po domu w kapciach czy na boso.
Absolutnie nie mam pojęcia czy Twoje dziecko ma zapalenie oskrzeli wynikające z chodzenia na boso po mieszkaniu czy dlatego, że bawiło się z chorym dzieckiem? Jakie to ma znaczenie? Co to w ogóle zmieni, że będziesz siedzieć i nad tym rozmyślać?

TO TWOJE DZIECKO i to TY jesteś jego matką.

____________

Każdy wytknie Ci fakt, że Twoje dziecko jadło czekoladę. Nikt nie zauważy, że gotujesz zupę po 22 byleby dziecko zjadło ją z samego rana.
Każdy wytknie Ci fakt, że Twoje dziecko ogląda bajki przez pięć minut. Nikt nie zauważy, że bawisz się z nim pół dnia, drugie pół czytasz mu książki i starasz się wpoić mu jakieś nowe umiejętności.
Każdy wytknie Ci fakt, że raz podniosłaś głos na dziecko. Nikt nie zauważy, że za moment masz wyrzuty sumienia i to dziecko przepraszasz.

TY jesteś matką. TY wiesz, co jest dla niego dobre. TY, pierwsza widzisz, kiedy choruje. TY, go przytulasz kiedy zaczyna płakać. TY, zanim pójdziesz spać, okrywasz je kołdrą bo się rozkopało. TY, nie śpisz po nocach, kiedy gorączkuje. TY, udajesz konia/psa/owcę, żeby to dziecko rozbawić. TY, wiesz czego najbardziej potrzebuje. TY, jesteś dla tego dziecka najważniejszą osobą na świecie – nawet jeśli mu czegoś zabraniasz, nawet jeśli czasem dasz mu frytka, nawet jeśli podniesiesz głos, nawet jeśli czasami chcesz rzucić tym wszystkim.

Dlaczego więc, tak bardzo przejmujesz się tym, co powiedzą inni? Prawo do oceny tego, jakim jesteś rodzicem, ma tylko Twoje dziecko. A ono kocha Cię bez względu na wszystko. Bez względu na to, czy się na nie denerwujesz i bez względu na to, czy dasz mu parówkę na kolację czy mix warzyw.

Prawo do osądu tego, jakim jesteś rodzicem – ma tylko Twoje dziecko. Więc spuść z tonu, nie przejmuj się, że Grażyna piecze właśnie zajebiście bez glutenowy chleb dla swojego dziecka – to nie jest wyścig o złote majtki. To są najpiękniejsze chwile, jakie przytrafiają się w życiu. Ciesz się nimi bo one bardzo szybko uciekną.

www.Matkatorpeda.pl


Spodobał Ci się wpis? Czekam więc na Twoją reakcję, możesz go polubić lub udostępnić o tu 👉 Facebook

Udostępnij ten wpis...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn
PREVIOUS POST
NEWER POST #Grobbing

25 Responses

  1. A ja znam takie mamusie co mówia dookoła że nigdy i przenigdy nie pozwalam na to dziecku a w domku robia to samo co wszystkie „Złe Matki”

  2. Czasami mam ochotę zakrzyknąć „Szlachcic na zagrodzie…” albo inne „Wolnoć Tomku” i zabarykadować się w mieszkaniu, nie wpuszczając jadu – bo to jad jest, nie opinie! – i tylko do salonu na robienie paznokci wypełzać, by jeszcze człowieka przypominać czasami. Szkoda, że się nie da. W sensie barykady, nie paznokci. I zazdroszczę teściowej, bo jak moja rozrzuci opowieści „Kiedyś to…” – mam ochotę strzelać bez ostrzeżenia. Tymczasem meliskę piję. Polecam 😉

  3. Ja jak tylko zobaczylam 2 kreski na tescie to powiedzialam ze idealna matka to ja nie bede i tego sie trzymam. Cora ma wcina parowki, uwielbia frytki, czekolady akurat nie lubi ale od czasu do czasu sprobuje. Bajki oglada (Moana to jej ulubiona 🙂 ), obiadki ze sloiczkow pochlania i ma sie dobrze. A wieczorem gdy spi u siebie w lozeczu (w swoim pokoju!) i patrze na to pobojowisko, ktore po sobie zostawila to wydaje mi sie ze calkiem niezle musiala sie bawic 🙂 Czasami to male stworzenie testuje moja cierpliwosc. Tak podnosze na nia glos jak za tysiecznym razem ‚Nie wolno, nie rusz, zostaw, odejdz’ nie reaguje, a ja zaczynam brzmiec jak zdarta plyta. Po mimo tego zawsze przyjdze do mnie sie potulac, pobawic, powyglupiac 🙂 Gdy sie krzywda dzieje lub jest po prostu zly dzien to mama jest lekarstwem 🙂

  4. Nie, no ja to jestem w ogóle pomiot szatana, bo czasami wyskoczę na dymka przed budynek. Nie dosyc, że papieros (!) to jeszcze dzidzia sama przez dwie i pół minuty!!! Wyobrażasz sobie taką niegodziwośc?! A na dymka czasami naprawdę muszę, żeby nie doprowadzic do punktu piątego 😀
    Gdy moje pierwsze dziecko (obecnie 19 letnia córka) miała jakieś dwa tygodnie, po raz pierwszy opuściłam mieszkanie SAMA. Udałam się do punktu lotto, mieszczącego się dosłownie, za budynkiem. Dotarcie tam zajęło mi jakieś 15 sekund. Wracając, minęłam sąsiadkę, a ta ręce załamuje: „Pani tutaj???!!! A tam dziecko płacze i płacze!!!”
    Noszkurwa! Pomijam fakt, że dziecko zostało z jego ojcem i moją mamą, a gdy wróciłam nadal spało… Takich ludzi wszędzie pełno.
    Haha, jeszcze coś mi się przypomniało. Kiedyś znajoma na widok mojej Tamalugi przed tv, stwierdziła, że to „niedobrze” i że „jej dziecko nigdy…” Na to ja „A wiesz co Tamaluga właśnie ogląda? To bajka edukacyjna ucząca dzieci zdrowego stylu życia!” „Ale jak to? – pyta ona – przecież twoja córka ma dopiero rok, jak może to zrozumiec?” „Bo oni tam, wiesz, działają na dzieci podprogowo…” odpowiadam. 😀 😀

  5. 1. Kilka ładnych lat mi to zajęło, ale aktualnie biorę pod uwagę opinie ludzi, których lubię albo szanuję (to nie zawsze idzie w parze), resztę olewam. Jak nie mam czasu/ochoty itd olewam wszystkie.
    2. Wychowuję swoje dziecko, tak jak uważam za stosowne w myśl zasady „dzieci wychowujemy dla innych, nie dla siebie, tak, żeby jej było w życiu dobrze ale i innym z nią też. Od małego socjalizowanie dziecka (zachowanie w miejscach publicznych typu sklep, przychodnia, przystanek, autobus itd). Przynajmniej nie musiałam świecić oczami, że mam małpę a nie dziecko.
    3. Wyznaje zasadę, że 3 szybkie w dupsko jeszcze nikomu nie zaszkodziły w sytuacji zagrożenia zdrowia albo nawet życia. Dziecko jest baaardzo zdziwione, ale wie, że tej granicy za nic więcej nie wolno przekroczyć (wrzątek, piekarnik, wybieganie na ulicę, wpychanie przedmiotów do kontaktu, nawet chamskie odzywki do dziadków). Zawsze zadziałało, może dlatego, że było znienacka, rzadko stosowane i tylko w ww ekstremalnych przypadkach.
    4. W przypadku tv miałam „farta”. Przez pół roku po przeprowadzce do nowego mieszkania nie miałyśmy tv. Młoda z nudów nauczyła się płynnie czytać zanim poszła do szkoły. Czytanie w wc, po nocach, albo wszystkiego zamiast podręcznika z którego jest nazajutrz sprawdzian jest naturalnym skutkiem ubocznym, który muszę teraz akceptować. Jakoś akceptuję dopóki nie podbiera mi tego, co akurat czytam 🙂
    5. W kwestii jedzenia się nie wypowiadam (podobno jestem niewiarygodna), moje dziecko od urodzenia nie je mięsa (taka szajba, ja się przyzwyczaiłam, że je na drugie danie ziemniaki z ogórkiem kiszonym, zielonym, mizerią od 18 lat). Okazuje się, że można. Zdrowa, ponad 165 cm, fajna laska 🙂 Od ładnych paru lat bez antybiotyków (w razie czego bańki stawiam, nogi moczę, nacieram, wygrzewam prawie jak Rozalkę w piecu). Efekt uboczny- chodzi do szkoły, kiedy inni ciągle chorują, co jej się nie podoba.
    6. Od małego ponosi konsekwencje swoich zachowań. Nie zwalniam się z pracy, żeby zawieźć zapomniany zeszyt z zadaniem, jak ma kasę a nie opłaci obiadów, z kieszonkowego musi zapłacić za zakupy w sklepiku, jak uparcie nie ubierała bluzy albo czapki ze skarbonki płaciła za leki.
    6. Sama wielokrotnie mówiła, że wychowuję ją „średniowiecznymi zasadami”. Kompletnie nie żałuję 🙂

    • No i to jest piękne: każdy ma swoje metody, których się trzyma, a co reszta ma do powiedzenia to już mniej istotna sprawa. No chyba, że tak jak wspomniałaś – jest to ktoś, kto jest dla nas ważny 🙂

  6. Szczerze? Dziwny tekst… najpierw próbujesz obronić się przed krytyka „matek idealnych” a potem z dozą cynizmu i wulgarności robisz dokładnie to samo: krytykujesz ich zachowania, sarkastycznie zakwalifikowane przez Ciebie do idealnych. Na koniec mówisz ze i jedna i druga opcja jest Ok. Wiec po co cała ta dyskusja? Tez uważam ze każdy rodzic ma prawo do swojego wychowania, ale jako nieposiadająca tv wegetarianka, lubiąca domowy chleb i warzywa na parze dużo częściej spotykam się z krytyka niż typowe mamy, które dają dzieciom parówki i puszczają bajki. Pewnie dlatego ze jestem w mniejszości. Nie wiem czy rzeczywiście tak Was wszyscy krytykują czy po prostu nie spełniacie swoich własnych ambicji i chcecie zagłuszyć wyrzuty sumienia? Mi naprawdę wszystko jedno czym karmisz swoje dziecko, ale czy aż tak przeszkadzają Ci moje warzywa z parowaru ze aż musisz pisać o tym artykuł? Notabene gotowanie w parowarze jest zwyczajnie prostsze i nie wymaga poświęcania uwagi wiec przy dziecku dużo wygodniejsze niż gotowanie w garnku. Ale jak widać zasłużyło na krytykę choć zapewne nigdy nie próbowałaś. Mam nadzieje ze tak jak piszesz, uwolnisz się od tego porównywania i bedziesz po prostu szczęśliwa mama.

    • Tekst miał na celu ukazanie, że OBOJĘTNIE jaką matką będziesz – czy tą, która gotuje na parze, czy tą, która karmi dziecko parówkami to i tak znajdzie się matka, która musi Ci dogryźć 😉
      Na jakąkolwiek stronę czy fanpage nie zajrzę to wszędzie jedna z drugą matką walczy. Wylewa się na siebie gównoburza bo jedna karmi słoiczkami, a druga gotuje na parze. To, że rusza mnie fakt iż kobiety zamiast się wspierać – walczą ze sobą, to wcale nie znaczy, że próbuję zagłuszyć swoje wyrzuty sumienia czy nie spełniam swoich ambicji.

  7. I cóż tu dodać ,kiedy zajebiście wyczerpałaś temat ? 😀
    Ja należę do matek ewidentnie z minusowym IQ. Moje dzieci-oboje- jedzą i lubią frytki,czekoladę,czipsy,colę a nawet o zgrozo zupki „chińskie”.
    Co nie znaczy że opychają się tym codziennie 24/24.Uważam jednak,że raz na dłuuuuuuugi czas nawet takie jedzenie ma swoje atuty.
    Dzieci oglądają bajki,filmy a nawet reklamy.Przy tych ostatnich tłumaczę co to,po co i dlaczego jeszcze nie mam na nogach wrotek i nie zapierniczam po jakiegoś śmiecioludka czy inny badziew.
    Jestem totalnie bezmóg bo kiedy wczoraj mijałam matkę z dzieckiem(tak na oko wiekowo blisko mojej Młodej)opatulone szalikami,czapkami na oczach i zapiętych pod samą brodę-moje dziecko miało „przewiew” pod szyją i gołą głowę.
    Nie mam pewności(musiałabyś popytać moich koleżanek i poczytać archiwum mailowe) ale wydaje mi się,że nie należę do matek „wiem najlepiej”.
    Owszem,czasem coś podpowiem,opowiem ale chyba w formie lekkostrawnej 😀 Znaczy staram się powiedzieć jak to było u mnie o ile jakaś sytuacja był.Albo co ja bym zrobiła.Ale ja to ja i ktoś inny zrobi całkiem inaczej i to nie znaczy że gorzej.Wręcz przeciwnie.
    Napisałaś ,że prawo osądu mają dzieci.
    Mój Starszy kiedyś mi powiedział-Wiem,że nawet kiedy na mnie nakrzyczysz to robisz to żebym wyrósł na mądrego człowieka i porządnego.
    Bo owszem,zdarza mi się nakrzyczeć.Bo jestem tylko człowiekiem i też mam jakieś granice.
    Ale nakrzyczeć też trzeba umieć.Bo jak słyszę „matkę” ,która do 2-letniego dziecka rzuca „kurwa bo jak ci przyjecie to cie huj trafi” to mam ochotę pożyczyć walec i sobie pojeździć.

          • Uwaga,ironia——
            Bo się dowiesz jak będziesz miała duże dziecko 😀
            Najlepsza wczoraj była moja Młoda-wieczór,powieki na sztracheclach,ogólny odlot ale Młoda stanowcze „nie” dla spania.I proszę,i błagam,i szlag mnie trafia po godzinnym powtarzaniu „ale skończ już gadać i idź spać”.W końcu ojciec rodziny też do niej „Spać już!”Na to Młoda oczy jak katowicki Spodek ,wyrzut w kierunku ojca „Nie krzycz na Myszkę mamy bo pójdziesz do więźnia”.
            I posprzątane 😀

  8. Jestem pokolenie wyżej (albo niżej, zależy z której strony patrzysz) i mogę z całym przekonaniem graniczącym z … itd powiedzieć: za MOICH czasów tego nie było (albo miałam to w …. usiądliwej). Współczuję. I polecam w dalszym ciągu stosować wzmiankowaną wyżej usiądliwą. Nieźle Ci idzie, nawiasem mówiąc. Powodzenia.
    PS. Twojego fejsbooka też czytam, ale własnego „ni mom” i nie zamierzam mieć, więc tego…. jakby mnie nie było. Zapomniałam do której kategorii należę, ale czytam i świetnie się bawię jakby co. Uściski dla Was z Uszatym włącznie (jakby co).

    • Bardzo często to słyszę od teściowej: „Za moich czasów tego nie było, nikt nikomu w talerz nie zaglądał. Kobiety raczej sobie pomagały niż dowalały do pieca”. Moim zdaniem, to jest trochę tak, że jedna drugiej chce pokazać, że jest lepsza. Kompletnie nie mam pojęcia po co. Co to zmienia? Co to wnosi?

  9. Ja przestałam się przejmować tym co kto mówi po porodzie drugiego syna. W momencie jak wróciłam z nim ze szpitala i dosłownie moja była teściowa wystawilam za drzwi żeby wracała do siebie. Ja gotuję bezglutenowo ze względu na syna z AZS ale ostatnio usłyszałam ze to moja winą ze jest chory więc kulturalnie osobie powiedziałam ze niech zaglebi się w temat tej choroby a później dopiero pieprzy głupoty. O zgrozo to my wyrodni jesteśmy z wlochatym bo dzisiaj idziemy na firmową imprezę i trójca święta z dziadkiem. Te idealne mamusie przeważnie pod osłoną idealnosci chowają swoje własne problemy w domu inaczej przed innymi też. I szczerze trochę żal mi tych dzieci bo chore ambicje matek pozbawiaja ich w jakiś sposób poznawania świata wszystkimi zmysłami. Boże my za dzieciaka latalismy w błocie wracaliśmy na obiad i kolacje bawiliśmy się w podchody po całej dzielnicy i żyjemy. Też Noe jestem idealna mam czasami ochotę poerdalnac wszystko i uciec nie raz mam w domu bałagan bo mi się nie chce po kolanach wszystkiego myć. Przez ostatnie dwa dni obiadów nie robiłam była pizza parówki i to co ktoś chciał. Zlinczujcie mnie za to. Ale mam to gdzieś ważne ze młodzi szczesliwi

    • Dokładnie tak! Najważniejsze, że wszyscy są szczęśliwi. Wszystko jest wyłącznie w naszej głowie 😉
      Zawsze mówię to samo: ja za dziecka biegałam po placu, piłam oranżadę na miejscu i miałam koniec świata jak mama nie pozwoliła mi z kanapką wyjść na dwór, a wszyscy na mnie czekali. Zajebiste czasy 🙂

  10. Kocham Cie za ten wpis 😀 ja to jesten zła matka… Musiałam posłać dziecko do żłobka.. Tylko nie wielu stara sie zrozumieć mnie i myśli że zrobiłam to dla swojej przyjemności. Nikt nie widzi jak płacze nad łozeczkirm kiedy śpi myśląc że rano będę musiała ją budzić i zanosić do żłobka, jak płacze w aucir po oddaniu i jej i jak płacze z nią w domu po jej powrocie…czuje sie okropnie z tym ale takie jest życie… A i tak każdy powie co za matka… Oddala dziecko obcym..a sama poszła na kredyt i życie zarabiać…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *