Matka Torpeda
Matka Torpeda

Selekcja naturalna, tym się nie martw.

Kiedy sięgam pamięcią wstecz, widzę siebie w gronie znajomych. Ze znajomymi na imprezie, na grillu, na wagarach. Ze znajomymi przed ważnymi sprawdzianami, przed maturą, w momencie składania papierów na studia.

Każdy weekend z kimś, ciągle ktoś dzwoni, ktoś puka, ktoś pisze. Zawsze był ktoś obok. Kiedy zerwałam z chłopakiem, kiedy miałam kiepsko z matematyką przed maturą, kiedy miałam podły nastrój i potrzebowałam towarzystwa, słuchacza i alkoholu. Nie miałam miejsca na pustkę bo jej w moim życiu nie było. Było za to grono osób, które były zawsze. Bez względu na czas, sytuację i okoliczności.

Nie znaliśmy się miesiąc czy tydzień. Większość tych znajomości, trwała grube lata, po których zgodnie stwierdzaliśmy, że tak będzie zawsze. Musi być. Nie ma prawa być inaczej.

________

A potem stojąc w łazience, zobaczyłam trzy pozytywne testy ciążowe i wiedziałam, że nic nie będzie takie samo. Koniec starego życia. Oto wchodzi nowe życie, czysta kartka papieru, niewinny człowiek. Wiedziałam, że już w tej sekundzie, moje życie zmienia się o sto osiemdziesiąt.

Były gratulacje, były łzy radości, łzy wzruszenia. Były również westchnięcia, mówiące „fajnie, fajnie, ale gówno mnie to obchodzi”. Widziałam niezadowolone miny znajomych, wzruszenia ramion, mówiące ‚Tej Pani już za znajomość podziękujemy”.

Czy się wtedy przejęłam?

W ogóle. Byłam jak spłoszony ptak. Nie wiedziałam co mnie czeka, nie wiedziałam co się dzieje, co będzie za chwile i co mam zrobić. W głowie, od ściany do ściany, odbijała mi się myśl: „Mam w sobie człowieka, jestem za niego odpowiedzialna”. Kiedy emocje opadły, myślałam, że znajomi wrócą. Wrócą, kiedy dostrzegą, że jestem tą samą osobą, co wcześniej. Że nie mam pieluszki tetrowej zamiast mózgu i dalej mogę pożartować, wyjść na zakupy czy na dobre jedzenie. To dalej jestem ja! Tylko podwójna…

Przestałam być zapraszana na imprezy i na spotkania. Czy się przejmowałam? Nie.
Moim priorytetem były badania, kolejne wizyty i kontrolowanie stanu zdrowia dziecka. Ostatnią rzeczą, która mnie interesowała to nowo otwarta dyskoteka i promocja w Żabce na browar.

Czy tęskniłam za imprezami?

Wtedy człowiek o tym nie myśli, nie zastanawia się. Skupiałam się na jego ruchach. Czy kopie czy jest, czy ma się dobrze. Nie myślałam o znajomych, imprezach i różowym winie, które wcześniej uwielbiałam. Po prostu, przekierowałam myślenie, na zupełnie inne tory.

________

Aż w końcu się pojawił. Pomarszczony, z kwaśną miną, krzyczący ile sił w płucach. A my z Igrekiem oszaleliśmy na jego punkcie. Nie w głowie nam byli znajomi, domówki i cała reszta bo w łóżeczku leżał człowiek, który płaczem domagał się czegoś, o czym my nie mieliśmy zielonego pojęcia.

Dziś, ten człowiek ma prawie dwa lata. Możemy wyjść na imprezę, zrobić imprezę, spotkać się ze znajomymi, ale wiecie co? Znajomych nie ma. Została garść, która akceptuje i rozumie. Która, dalej widzi w nas tych samych ludzi, którzy byli przed erą syna.

Ci ludzie są prawdziwi. Stali. Mimo wszystko i bez względu na wszystko. Dzięki temu, że zostaliśmy rodzicami, nauczyliśmy się jednego – Ci, którzy mają zostać w Twoim życiu, zostaną na zawsze. Bez względu na to, co dzieje się dookoła. Oni cieszą się Twoim szczęściem, podają pomocną dłoń, kiedy spadasz na dno. Odbierają telefon w momencie, kiedy nikt inny nie odbiera. Ci ludzie zawsze są, mimo wszystko.

I wolę ich policzyć na palcach jednej dłoni, ale móc na nich liczyć. Niż mieć ich tysiące, a nie móc do nich zadzwonić.


Spodobał Ci się wpis? Czekam więc na Twoją reakcję, możesz go polubić lub udostępnić o tu 👉 Facebook

Udostępnij ten wpis...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

16 Responses

  1. To chyba też czasem działa w dwie strony, czasami osoby pary które nie mają dzieci a częściej osoby samotne bywają wykluczane z towarzystwa przez małżeństwa, par które dzieci mają i uważają tylko dzieciatych albo widzą zagrożenie. Albo niektóre mamuśki i tatuśki tak szaleją za dziećmi, że już o niczym z nimi nie pogadasz albo zorganizowanie z nimi spotkania ze względu na dzieci bywa prawie niemożliwe(mam koleżankę, którą zawsze zapraszałyśmy na kawę, dopasowywałyśmy do niej terminy, chciałyśmy się spotkać zaraz obok jej domu na kawę ale rzadko dochodziło to do skutku i trochę zrezygnowałyśmy) Ale pomijając to u mnie jakoś udało się utrzymać grono mimo iż najpierw to ja błam tą samotną i inni zakładali rodziny a obecnie ja zakładam niektórzy mają już odchowane dzieciaki a my zaczynamy ale znajdujemy czas dla znajomych. Tak samo w ciąży starałam spotykać się z koleżankami, w siódmym miesiącu byłam na balu andrzejkowym i dałam radę tańczyć całą noc. Myśle, że te osoby które „odchodzą” to nie są prawdziwi przyjaciele bądź oddani znajomi tylko samolubne osoby bo im nie pasuje, że już nie są w centrum, ze takie spotkanie czy pogaduchy to wiadomo fajnie ale zaraz my wracamy do swojego życia. Może czasami to też zazdrość, że im się nie układa tak jak nam. I wolą żeby im po oczach nie walić tym poukładanym życiem. Ja myślę, że jak komuś zależy na znajomości to ją utrzyma bez względu czy koleżanka musi wygadać się o dziecku to my posłuchamy z cierpliwością i posłuchamy też o kłopotach sercowych.

  2. Ja do tej pory sądziłam, że bliskich mam jak na lekarstwo, a znajomych niej, ewentualnie tylko na „cześć – cześć”…. Dlatego jestem ciekawa, kogo mój mąż zaprosił na poniedziałkową moją urodzinową imprezę niespodziankę (o której udaję że nic nie wiem)… Tak czy siak, lepiej z nikim niż z byle kim…

  3. Prawdziwa prawda.
    Jakoś tak się dzieje że jak nie możesz/nie chcesz iść na jakąś bibę to chwilę później znajomi nikną jak kamfora.
    Skończyłam szkołę-jakoś poszła selekcja naturalna że nie z każdym utrzymuje się kontakt.Po iluś latach zbiegiem okoliczności odnowienie znajomości.Na chwilę,na moment- bo okazałam się za nudna,za mało rozrywkowa,nie pijąca. Bo wolałam weekend z mężem i potomstwem na spacerze w parku niż z koleżankami na górskim wypadzie z bimbrem.
    Widać nie każdy z wiekiem dorośleje i nie każde zmiany są powodem do dojrzewania.

    • Ja pamiętam jak pojechaliśmy z Igrekiem na pierwszą imprezę od momentu kiedy zostaliśmy rodzicami. Pierwsza myśl rano? NIGDY więcej nie wrócimy o piątej rano. Kac może i ma litość, ale dziecko nie 😀

  4. Pani kochana jak bym czytała jeden rozdział mojego życia .(tylko ja zrobiłam dwa testy :p) Identyko mówię Ci 🙂
    Pozdrawiam 🙂

  5. Jakże prawdziwe…
    Miałam podobnie.. i mimo że trochę mi żal tych znajomości, to widać, że chyba tak jest lepiej, kiedy wiem, na kogo mogę liczyć. 😉

      • U mnie jest odwrotnie o tyle ze to większość znajomych i przyjaciół ma dzieci a my jeszcze nie. I też wyszła selekcja naturalna ale na dwa kierunki:
        1. że znajomi tak sie skupili na dziecku ze o nas zupełnie zapomnieli – ja rozumiem ze dziecko absorbuje ale chyba 1 sms na kwartał da sie napisać? Albo zapraszam do mnie – proponuje zoo (przecież nie pójdziemy do knajpy z dwulatką), ze wyjedziemy na dworzec bo wiadomo wózek i milion toreb, że jedzenie to niech powiedza to bedzie takie co je dwulatka. I dostaje odpowiedź ze to dla nich za duży kłopot.
        2. znajomi i przyjaciele zostali a zmieniły sie miejsca i zasady spotkań – teraz wszystko jest pod dzieci – przecież nie każe rodzicom wybierać albo zmuszac ich by zostawili dziecko u dziadków. Wiec teraz większość spotkań obejmuje zoo, place zabaw, figloraje, etc.
        Mi to nie przeszkadza. Owszem tematy rozmów sie zmieniły, czasem trudno jest pogadać bo co chwile „piciu”, „siku” i milion innych, ale skoro ktoś jest moim przyjacielem to jego syn czy córka są dla mnie tez ważni i ich też akceptuje. Nie wyrzucę ze swojego życia bo mają dziecko.
        Ale tak jak napisałaś to mocno weryfikuje i może własnie dobrze, wtedy wiemy kto jest bo jest w naszym życiu a kogo naprawde warto w nim trzymać.

        • Ale fajnie jest poznać to z drugiej strony. Ja jak nie mieliśmy dziecka to spotykaliśmy się, że tak napiszę „z dzieciatymi znajomymi” i nikt nie widział w tym problemu. Teraz jak sama mam dziecko, widzę jak życie weryfikuje spotkania i większość znajomości 😉

          I znów wychodzi na to, że wszystko zależy od ludzi. Bo jeśli ktoś chce utrzymywać kontakt (bez względu czy ma dzieci czy nie) to będzie się starał. Jeśli dziś nie ma czasu to jutro, tak jak piszesz – napisze chociaż jednego smsa na kwartał 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *