Matka Torpeda
Matka Torpeda

Co z tego, że nie możesz? Musisz mieć dziecko!

W dzisiejszych czasach mało jest tematów tabu. Ludzie pogubili gdzieś subtelność i takt, a w to miejsce wstawili bezpośredniość. Nie jestem wzorem etyki ani człowiekiem idealnym, ale są pewne granice, których uważam, że się nie przekracza.

Dla mnie tą granicą jest ‘robienie dziecka’ bo przecież większość tak to nazywa. Nie mówimy – prokreacja, nie mówimy – rozmnażanie, nie mówimy ‘staranie się o dzidziusia’. Kumacie tę różnicę? Ściągaj majtki, otwieraj warsztat i zaczynaj produkcję. Bo przecież o to chodzi w większości przypadków, a właściwie pytań.


Większość osób, które zadaje pytania o dziecko, oczekuje chyba bezpośredniej odpowiedzi. Tak samo chamskiej, jak chamskie są owe pytania. Nie biorę pod uwagę, że to są pytania zadawane z troską. Wątpię, że koleżanka, którą widzisz raz na pięć lat, a która ma dwójkę dzieci w wózku i trójkę pod pachą, kieruje się troską o Twoją ‘starość’ i przysłowiową szklankę wody. Nie wydaje mi się również, że wujek Zbyszek, którego widzisz tylko w święta przy stole, tak naprawdę w pytaniu: “A wy co? Nie możecie czy co, że tak bez dzieci?”, ukrył współczucie.


Z decyzją o dziecku, czekałam aż rozwinie się mój instynkt macierzyński. Musiałam być psychicznie gotowa, musiałam chcieć, musiałam pragnąć. Pamiętam do dziś i pamiętać będę zawsze, że odwlekałam. Jeszcze nie, jeszcze nie teraz, jeszcze nie chcę, aż w końcu kiedy kolejny raz widząc małego człowieka, popłakałam się ze smutku, stwierdziłam, że chyba jaśniejszych znaków, mój instynkt nie może mi dać.

Nie jestem typem człowieka, który przy rodzinnym stole lubi opowiadać o swojej owulacji, dniach płodnych, o tym kiedy ma dostać okres czy o tym, że zaczyna starać się o dziecko. Natomiast wiele osób, uwielbiało nam zadawać pytania: “Kiedy w końcu?”, “Kiedyś to w waszym wieku już się trójkę miało”, “Na co Wy czekacie?!”

… na jajco, drodzy Państwo.

Oczywiście NIE MOŻLIWYM jest, dla większości osób, że ktoś dzieci po prostu nie chce. W kobiecie nie obudził się instynkt czy tam para zdecydowała, że wolą żyć we dwójkę. Szczerze, współczuję im kiedy tłumaczą się rodzinie. Bo rodzina nie odpuści, ciotka z wujkiem również. Przecież każdy, musi dorzucić swoje pięć groszy, zwane mądrościami życia i pouczać innych o tym, jak mają żyć. Jak mają przeżyć swoje własne życie.

 Jak to bez dzieci?! Zwariowaliście?!

Mam znajomych, którzy nie chcą mieć dziecka i jest to ich świadoma decyzja. Nie wzruszają ich te małe stópki, nie kręci ich przebieranie pampersów. Kręci ich natomiast zwiedzanie świata i robienie kolejnych doktoratów, czy to jest zabronione? Moim zdaniem nie, natomiast zdaniem większości rodziny są smutnym i bezwartościowym małżeństwem.

Nikogo nie obchodzi, że im jest dobrze, że się kochają, że się rozwijają, że przeżywają życie tak, jak tego chcą. Liczy się tylko to, że kobieta nie wylądowała na porodówce, a facet nie dał rady zrobić dziecka. Bo przecież NIKT nie uwierzy, że sami tak wybrali.

“Byście w końcu powiedzieli, że będzie Was więcej”

… usłyszała od ojca, moja koleżanka, która miesiąc wcześniej u lekarza usłyszała słowa: “Nikłe szanse, proszę Panią. Właściwie to zerowe”.

Nie wpadnie na to żaden Einstein pytania o dzieci, żaden. Nie pomyśli taki pusty człowiek, że niektórzy ludzie starają się latami, a nie mogą. Lepiej zadać po raz kolejny pytanie: “Kiedy coś ustrzelicie?” niż ugryźć się w język i nie zaglądać komuś do łóżka.

Naprawdę jest masa kobiet, które tracą dzieci już na początku ciąży i raczej nie chcą o tym rozmawiać. Wolą przeżyć ból w ciszy, niż opowiadać na prawo i lewo, że to już kolejne poronienie. Jest ktoś, kto by chciał o tym rozmawiać przy wigilijnym karpiu?

Znam dość dużo par, które walczą już kilka lat, sięgając po kolejne metody, które mają pomóc im w posiadaniu dziecka. Znam również pary, które mają ogrom kredytów, żeby zapłacić za nowoczesne leczenia, a mimo to, wciąż muszą wysłuchiwać, że ‘latka lecą, a Wy wciąż sami, pamiętaj, że na starość to trudniej zrobić, a Tobie trudniej donosić’


Naprawdę, ciekawi mnie fakt, że tyle osób uwielbia się wtrącać. Zadawać pytania, namawiać i dorzucać swoje przysłowiowe trzy grosze, zamiast po ludzku, zająć się swoim własnym życiem. Nie sypialnią znajomych, nie seksem przyjaciół, a  swoim własnym?

Do wpisu popchnęła mnie wczorajsza sytuacja, kiedy to wpadliśmy w odwiedziny do znajomych, którym urodziło się dziecko. Ciocia Torpeda utuliła, nakarmiła, wycałowała. Wujek Igrek również ponosił, a najmłodszy nasz członek rodziny, bujał małego człowieka w nosidełku i przynosił mu klocki do zabawy.

Oczywiście cała ta scena, która pachnie sielanką, dała innym do zrozumienia, że to jest ten czas, kiedy należy cisnąć w nas pytaniem:

– Zobaczcie jak ładnie się Młody opiekuje mniejszym dzidziusiem. Byście pomyśleli w końcu nad bratem czy siostrą, hehe, a nie tak z jednym. Rodzeństwo musi być, zamiast się zastanawiać to odstawić kondony na bok – rzecze Pan, rechocząc rubasznie
– A tak z ciekawości, bo zawsze mnie to ciekawi, jak się ma czterdzieści parę lat to Panu staje tak normalnie czy na przykład w połowie musi pan zejść z małżonki, żeby postawić go ponownie? Bo jak idzie o wytrysk to pewnie strażakiem się już Pan nazwać nie może, co?

Jakoś mi nie odpowiedział.


Spodobał się wpis? Czekam więc na Twoją reakcję. Możesz go skomentować, polubić lub udostępnić o tutaj 👉 Matka Torpeda 

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

19 Responses

  1. Bardzo dobry post i dla mnie bardzo na czasie. Mam prawie 40 lat, ale swoja druga polowke spotkalam dopiero 3 lata temu. I teraz bedzie walka, a szanse z racji wieku niewielkie. Jak byl czas to nie bylo z kim, a teraz nie wiadomo czy sie uda.

  2. Skrajny debilizm.
    Jakoś inaczej nazwać się nie da.Wśród znajomych zdarzały się różne historie.
    I koleżanka co zaszła,donosiła ale z powodu nie wykrytych jakiś tam wad rodziców dzieci rodziły się poważnie upośledzone.Ile możesz razy chować swoje dzieci? Ona wytrzymała dwa pogrzeby-potem adoptowali.I dopiero wtedy ktoś im powiedział ,że rodzonych dzieci nie będą mieli.
    Druga,co nie mogła donosić ciąży.Ile poronień,łez i blizn na sercu,duszy i umyśle to tylko ona wie.Bo nie o każdej ciąży informowała nawet męża-żeby się nie łudził.
    I wspaniałe małżeństwo,którym “bozia poskąpiła”.
    I małżeństwo ,które nie udźwignęło tego że kobieta bezpłodna.
    I inne,gdzie była zdrada żeby był potomek bo pan nie mógł.A zdrada tylko dlatego,żeby teściowi udowodnić że ona może,że to jego syn nie stanął na wysokości.
    Przykładów,kiedy zostaje się rodzicem choć to powinno być prawnie zakazane wszystkie pewnie znacie po kilka albo i kilkanaście.

    Ja syna rodziłam mając 29 lat.Późno? Za wcześnie? Nie wiem,po prostu wtedy czułam że to teraz.Kiedy sobie zrobisz dzidziusia?- Jak znajdę w sklepie odpowiedniej wielkości formę.

    Robienie dzidziusia jest tak samo zajmujące jak i uprawianie seksu,tylko nigdzie nie znalazłam informacji na jakim toto podłożu,czy w doniczce czy pod folią trzeba.Jak i czym nawozić i kiedy zbiory.Czy to się uprawia jak pszenicę czy bardziej jak jabłka?

    Uważam,że jeśli główna zainteresowana( o ile nie jest mi przyjaciółką najbliższą że wiem że mogę pytać szczerze o każdej porze) sama nie porusza tematu to nie ma co drążyć.A i w rozmowie należy unikać zbyt głębokich pytań.

    • Trzy razy czytałam Twój komentarz i wciąż nie wiem jak na niego odpowiedzieć po tym, jak przeczytałam te wszystkie “sytuacje”. Nigdy nie pytam, nie komentuję wyborów, nie dociekam. Mam dziecko – ktoś nie musi. Nie miałam dziecka – nie uważałam, że muszę mieć bo wszyscy mają.
      Nigdy nie zapomnę jak koleżanka wylewała tony łez, że to trzecie poronienie, a koleżanki z pracy wciąż dopytywały “I jak i jak?!” MASAKRA.

      • Ja o tym,że koleżanka bez problemów zachodzi tylko nie może utrzymać dowiedziałam się od osób trzecich.Wiesz,takie spotkanie przypadkowe po latach,obowiązkowe pytanie “Co u Ciebie” i zaraz hit”a słyszałaś,że A. donosić nie może?”Nie słyszałam,słyszeć nie chciałam,potem głupio się czułam jak wspomnianą spotkałam.Nigdy jej osobiście nie zapytałam.Ja poroniłam raz-wiem jak to boli.
        O problemach genetycznych kumpela zaczęła rozmawiać przy kawie już po adopcji-widać dopiero wtedy poczuła potrzebę wygadania się.
        Nigdy nikogo nie wypytywałam-bo i sama bym nie chciała żeby mnie ktoś pytał.Jak ktoś chce to gada sam i z tym z kim chce.
        Jeden woli psy,inny koty a trzeci hoduje pająki.Tak samo z dziećmi-nie każdy musi je lubić i chcieć.Nie ma nic gorszego niż zaciążyć i rodzić bo “babcia tak chciała by wnuka”.
        Pierwsze jak wiesz miałam mając 29 lat,drugie -36. Od koleżanki (matki 4-ga),usłyszałam”powaliło cie? w tym wieku?”Wkurzyła mnie i jej odpowiedziałam,że nie każdy rozkładał nogi w podstawówce,zafundował każdemu innego ojca i koniec końców został z przychówkiem sam na zapomogach z mopsu.Nie odzywała się ponad rok.Potem przysłała list “Przepraszam.Należało mi się”. Ale znajomość już nie wróciła na stare tory.

  3. Dokładnie! Każdy musi znaleźć odpowiednia drogę. Za mnie.. Poniekąd zadecydował los, przypadek niepewność antykoncepcji. Całe życie będę powtarzać, że na mamę się nie nadaję, ale najwyraźniej miałam nią być. Kręci mnie podróżowanie i doktoraty, ale muszę godzić to z pieluchą. Jednak jak mu ktoś mówi, że na pewno za kilka lat przejdzie, że będę chciała drugie.. To mnie szlag trafia. 🙂

    Dobrze mu powiedziałaś!

    • Ja kiedyś nie chciałam mieć dzieci. I mimo upływu lat, moja decyzja nie ulegała zmianie. Dopiero jak poznałam Igreka to mi się odmieniło. Uważam, że każdy decyduje za siebie, a nie pod presją otoczenia 🙂 A w Twoim przypadku, los pewnie wiedział co robi :*

  4. Oo jak w punkt!
    Nie uwierzysz (a może i tak) ale ja, mając 22 lata jestem nękana ciągle właśnie takimi pytaniami. No ludzie! Dopiero co człowiek od rodziców się wyprowadził, ślubu też nie planuje z moim lubym jak na razie a i tak wszyscy dookola naciskają. “Bo Twoje koleżanki to już i po dwójce mają”, “Ale jak to dzieci koło 30? Za stara będziesz”, “To jest najlepszy czas na rodzenie. Do roboty!”, “Jak nie dzieci, to może chociaż weźcie ślub?”
    O dantejskie sceny! Co ja mam ochotę zrobić z tymi co te pytania rzucają w eter!

  5. Ciężki temat ruszylas Iksina, ale masz w 100% rację. U nas pomimo tego, że praktycznie cała rodzina już wie, iż dzieci mieć nie możemy, dalej padają pytania lub życzenia z tym związane. I o ile teraz już się z tym pogodzilam i odpowiadam ludziom tak, że im szczęki opadają, o tyle na początku było cholernie ciężko i za każdym razem kończyło się to dla mnie płaczem. A najgorsze z najgorszych jest hasło “przestańcie o tym myśleć, a zobaczysz że się uda”… Nie kurwa…. Nie uda się… Ludzie zwyczajnie nie mają wyczucia jeśli chodzi o tak delikatne sprawy.

    • Moja koleżanka mówiła to samo co Ty. Niestety, ale nie ma szans na dziecko, w ogóle. Mimo badań, kilku metod zapładniania – wciąż słucha “uda się zobaczysz” powiedziała, że nie ma nic gorszego niż te słowa. Ludziom się wydaje, że w każdym przypadku jeśli chodzi o dziecko to wszyscy mogą, a Ci co mówią, że nie mogą to są nie poważni. Idiotyczne podejście do życia :/

  6. Nic dodac, nic ujac. Trafilas w sedno!
    Historia mojego zycia. Ponad 6 lat staran o potomka (bezskutecznie), pytania rodziny i znajomych puszczalam mimo uszu. Ilez mozna wysluchiwac tego samego? W koncu zdecydowalismy sie na in vitro i dzieki niemu mamy sliczna coreczke 🙂 No ale jak juz mamy jedno dziecko to teraz trzeba przeciez (obowiazkowo) postarac sie o rodzenstwo, prawda? Jestem ciekawa jakby zareagowali gdybym im powiedziala ze i owszem staramy sie, ale poki co na koncie sa juz 2 poronienia 🙁 Naprawde jestem ciekawa reakcji osoby, ktora tak glupo rzecze.
    A Twoja riposta piekna! Brawo 🙂

    • Serio?! In vitro?! Nie spodziewałam się, że mam tutaj takich czytelników. Moje gratulacje, że się udało! Znajoma jest po kilku próbach in vitro oraz inseminacji i niestety zero efektów 🙁 Zawsze szuka osób, którym naprawdę się udało, szuka promyka w tych wszystkich zabiegach, ale go jakoś nie widzi 🙁

      • Dzieki 🙂 Szczerze mowiac bylam pewna ze za pierwszym razem sie nie uda. Nawet bylam gotowa na negatywny wynik testu. Pamietam jak wczoraj: test mialam zrobic 2 tygodnie po procedurze, mial to byc poniedzialek, ale moj niecierpliwy maz obudzil mnie w niedziele rano i kazal zrobic test. Wiec na spiocha poczlapalam do toalety (maz za mna), zrobilam test (maz mi go zabral i poszedl do pokoju obok) i wrocilam do lozka. Po 5 minutach przchodzi z bananem na twarzy, dzierzac wielkiego, bialego misia i test 🙂 Teraz ten mis jest ozdoba pokoju corci 🙂
        U siebie na blogu wszystko opisalam. O przygotowaniach, diecie itp. Jezeli Twoja znajoma chcialaby poczytac bloga lub sie ze mna skontaktowac to serdecznie zapraszam 🙂 Bede trzymac kciuki zeby i jej sie udalo!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *