Matka Torpeda
Matka Torpeda

Jeśli za zdradę się płaci, to ja zapłaciłem największą cenę.

„Tak właściwie to nie wiem dlaczego chcę Ci to napisać, ale wydaje mi się, że powód jest jeden – życie. Piszesz o życiu, codzienności, problemach i kłótniach. Czytam wszystkie Twoje komentarze choć jestem facetem. Czytam wpisy tych kobiet, które idą do Ciebie, odpłacając Ci tym samym – szczerością. Szczerą codziennością, która jest w domach.

(…) Miałem żonę i dziecko. Wiodłem spokojne, wręcz nudne życie, które polegało na pracy i byciu w domu. Czy narzekam? Absolutnie. Czy się bronię? Absolutnie. Moja była żona, jest lekarką. Poważaną lekarką, która często miała dyżury. Często w środku nocy budził nas telefon, że musi przyjechać.

Ona była inna. Przyjęła się do mojej pracy. Nie była natrętna, nie flirtowała. Po prostu była. Zawsze grzecznie pytała co słychać, jak dziecko, jak żona, jak remont. Nie widziałem z jej strony nic, prócz koleżeńskiej relacji.

Czas mijał, a ja zacząłem patrzeć na nią zupełnie inaczej. Była seksowna, pociągająca i szalenie inteligentna. Potrafiła wiele problemów rozwiązać głową, a nie biustem. Doszła do awansu wiedzą, a nie łóżkiem.

Zakochałem się, choć jako dorosły facet, a przede wszystkim mąż i ojciec, próbowałem z tym walczyć. Biłem się sam ze sobą, odpychałem to uczucie, odrzucałem. Mam żonę, mam dziecko, nie mogę.

Aż któregoś razu, żona znów dostała wezwanie na nocny dyżur, a ja? A ja znałem numer telefonu do niej. Przyjechała.

Pech chciał, że kilka dni później na klatce schodowej, sąsiadka zwróciła żonie uwagę, żebyśmy byli ciszej w „sytuacjach intymnych” bo ich dzieci mają pokój pod naszą sypialnią. To nie była złośliwa uwaga, były najlepszymi koleżankami więc miała prawo tak powiedzieć i wiedziała, że żona się nie obrazi. Problem tkwił w tym, że nie wiedziała o nocnym dyżurze żony.

Rozwód był szybki. Przyznałem się do winy, oddałem wszystko co miałem, z dzieckiem utrzymuję kontakt do dnia dzisiejszego. Płakała, krzyczała, ale wiedziałem, że nie mogę walczyć z uczuciem.

 Urodziło nam się dziecko, które dziś jest dorastającym nastolatkiem (z drugą żoną). Wzięliśmy ślub, a dziecko z pierwszego małżeństwa, kocha swoje przybrane rodzeństwo. Była żona nigdy nie weszła ze mną w „przyjazne relacje”. Nie oczekiwałem tego, wiedziałem, że wbiłem jej nóż w plecy. Nigdy już nie ułożyła sobie życia z innym facetem, a z tego co wiem, robi ciąg dalszy lekarskiej kariery.

A my? My wiedliśmy spokojne życie. Ona pracowała, ja pracowałem. Wyjeżdżaliśmy, kochaliśmy się, potrafiliśmy rozmawiać godzinami. Nie raz, żałowałem, że musiałem skrzywdzić kogoś, żeby teraz być w miejscu, które jest moim miejscem na ziemi. Po piętnastu wspólnie spędzonych latach, zasłabła na balkonie. Opalała się po pracy, chciała złapać trochę słońca.

Cztery miesiące od jej zasłabnięcia, płakałem nad jej trumną. To była białaczka o której nie wiedzieliśmy, a która zabrała mi ją bardzo szybko.  Dziś samotnie wychowuję naszego syna i wracam do mieszkania w którym nie ma jej uśmiechu i włosów w łazience. Nie ma jej głosu, jej śpiewania i dźwięku suszarki w łazience. NIE MA JEJ.

Nie ma też wieczoru w którym bym nie myślał, czy dlatego, że moja miłość przyszła w małżeństwie – dlatego, tak słono zapłaciłem? Czy dlatego, że zbudowałem swoje szczęście na cudzym nieszczęściu? Wiem, że za zdradę się płaci. Rozumiem to. Wolałbym jednak, żeby mnie zostawiła, odeszła do kogoś innego niż odeszła z tego świata tak szybko.

Mijają dwa lata odkąd jej nie ma, a dla mnie nie ma dnia, żebym o niej nie myślał. Nigdy nie przestanę jej kochać”

PS: List opublikowany za zgodą autora.


Spodobał się wpis? Czekam więc na Twoją reakcję. Możesz go skomentować, polubić lub udostępnić o tutaj 👉Matka Torpeda 

Udostępnij ten wpis...Share on FacebookShare on Google+Tweet about this on TwitterShare on LinkedIn

6 Responses

  1. Gdyby za bycie szczęśliwym,kochanym,zrozumianym taka miałaby być cena to cóż warte by było prawdziwe uczucie?
    Czy lepiej żyć jałowo obok coraz bardziej obcego człowieka?

    Popatrz na to z innej strony- a może miały się Wasze drogi przeciąć i połączyć aby mogła umrzeć spełniona.Zostawiła po sobie coś wspaniałego-dziecko będące owocem miłości a nie wpadki oraz faceta,któremu oddała serce i dusze.
    Może gdyby nie Ty to choroba by Ją zabrała wcześniej-pełną nadziei ale samotną.

  2. Miłość to najpiękniejsze uczucie jakiego człowiek może i powinien doświadczyć. I zgadzam się z powiedzeniem, że nie buduje się szczęścia na cudzym nieszczęściu. Ale gdyby w Twoim pierwszym małżeństwie wszystko było w porządku, gdybyś nie czuł się samotny… Myślę, że wtedy mógłbyś się ewentualnie zauroczyć, a nie zakochać.
    I zgadzam się z Weroniką. Choroby nas spotykają, to nie jest cena za miłość która Was spotkała. Nie ponosisz odpowiedzialności za Jej chorobę i śmierć!
    I teraz się wymądrzę na całego ale tak sobie myślę, że powinieneś pójść na terapię, bo wyrzuty sumienia zniszczą Cię. Chyba że jesteś typem cierpiętnika…

  3. To, że Twoja ukochana zmarła z powodu niewykrytej choroby, nie oznacza, że to była cena za przykrości które od Ciebie otrzymała Twoja była żona. Takie rzeczy się zdarzają. Życzę Ci abyś odnalazł spokój ducha. Musisz być teraz oparciem dla swojego syna.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *