Matka Torpeda
Matka Torpeda

Stwórz mnie od nowa.

Związek działa w obie strony. Zawsze. Nigdy nie jest tak, że jeśli pojawia się kryzys to winna jest tylko jedna osoba (chyba, że w grę wchodzi zdrada i podobne patologiczne sytuacje, ale biorę dziś pod lupę standardowe kryzysy). Związek od początku do końca tworzą dwie osoby. Więc TYLKO od nich zależy czy będą próbować go wyciągnąć w górę, kiedy spada na dno.

Narzekanie na partnera jest czymś, co w przyrodzie uznajemy za naturalne. Bo mąż nie wrzuca skarpetek do kosza na pranie, a żona zbyt długo siedzi w łazience. Dopóki to narzekanie jest na miarę codzienności, raczej nikt nie bierze tego pod kategorię wielkiego problemu czy kryzysu. Problem pojawia się w momencie, kiedy przestajemy o sobie pamiętać.

Rozmawialiśmy tydzień temu, o co Ci chodzi?

Kobiety są tak skonstruowane, że dzięki rozmowie, budujemy z drugim człowiekiem bliskość i zaufanie. I obojętnie czy w grę wchodzi mąż czy przyjaciółka – rozmowa zbliża, daje nam możliwość upustu wewnętrznego i wylania swoich emocji, które na co dzień kumulują się w środku. Jeśli w związku dzieje się źle, wkracza rutyna, znudzenie i niechęć do partnera – kobieta najczęściej biegnie do przyjaciółki, zastanawialiście się kiedyś dlaczego?

A no dlatego, że mąż najpewniej jej mówi, że przesadza. Słowo “przesadzasz” jest uniwersalną odpowiedzią mężczyzn, zaraz po “Okres masz czy co?”.
Jest również na pierwszym miejscu do “odpalenia wkurwienia” u kobiet. Bo jeśli najważniejsza osoba w Twoim życiu (a taką domniemam jest żona, którą wybrałeś na towarzyszkę swojej drogi), mówi Ci o tym czego się boi i co ją martwi, a Ty kwitujesz to słowem “przesadzasz” to jak Ona może być szczęśliwa i uśmiechnięta?

Przesadzasz.

To jest jak pisemne “AHA.” z kropką nienawiści na końcu. Ktoś coś mówi, coś opowiada, chce pomocy i wskazówki, podczas kiedy druga osoba rzuca AHA. No nie wkurwiłbyś się? Kobiety też się wkurwiają. Stają się zgorzkniałe, smutne i nie do wytrzymania.

Kiedyś ktoś pięknie powiedział, że to mężczyzna tworzy własną żonę. Bo żeni się z kobietą uśmiechniętą i wesołą, a po czasie mieszka ze zgorzkniałym babskiem, któremu wszystko przeszkadza.

Mamy tak poplątane osobowości, że co na sercu i  duszy to odbija się na zachowaniu. Mogę być wesoła, piękna i promienna, ale wystarczy, że najbliższa mi osoba zacznie mieć mnie w nosie to gasnę jak latarnia o zmierzchu. Człowiek jako siły napędowej w związku, potrzebuje zainteresowania, potrzebuje być chcianym, kochanym i docenianym przez drugą połówkę. Jeśli zamiast tego wkracza brak rozmowy, słowo “przesadzasz” i pytanie: “co na obiad” oraz ‘seks na szybko’ – naprawdę, nie ma się co dziwić, że z fajnej żony robi się zmierzła kobieta.

A kiedy kobieta jest zmierzła, działa to również na męża. Nie wiem, doprawdy nie wiem, dlaczego wciąż nie potrafimy skumać tego zazębienia. Humor żony, zależy od męża, a humor męża – zależy od żony. Jesteśmy swoim odzwierciedleniem. Jeśli obie strony są sfrustrowane i nerwowe, nie pomagając sobie wzajemnie, wpadają w coraz większe gówno z którego ciężko później wyjść. Finalnie mówią sobie “nie wyszło, nara” i kończą związek lub co gorsza, tkwią przez lata będąc nieszczęśliwymi ludźmi.

Kobieta płacze, facet się wkurwia i wychodzi. “Bo kobieta to się tylko potrafi popłakać” – owszem, ale warto się też czasem zastanowić dlaczego łzy przychodzą jej tak szybko. Kobieta przez płacz, wyraża w pewien sposób siebie. Kiedy chce coś powiedzieć, ale już ma dość i słowa więzną w gardle. Kiedy wszystkiego w głowie jest za dużo, a głos zaczyna się łamać – wybucha płacz. Można sobie wmawiać, że byłoby lepiej gdyby żona była taka jak kiedyś, gdyby schudła, gdyby zaczęła się inaczej ubierać, gdyby wyglądała jak Ania, co pracuje u Ciebie w biurze – wtedy byłbyś inny. Można sobie wmawiać, że byłabyś lepsza gdyby mąż był inny, lepszy, fajniejszy, śmieszniejszy, zupełnie jak Krzysiek, który robi u Was w pracy dostawy – ale to wciąż wymówki.

Okazywać zainteresowanie i troskę drugim człowiekiem, możemy naprawdę na wiele sposobów, ale do tego potrzeba chęci. KOCHAM CIĘ można powiedzieć na setki sposobów. Nawet jeśli nie jesteśmy osobami wylewnymi. KOCHAM CIĘ to również: “zrobię Ci herbaty”“jedź ostrożnie”, “załóż czapkę” czy “chodź, pomasuję Ci plecy”. Miliony związków, żyje obok siebie, ale nie razem. W milionach mieszkań, mieszka cisza zamiast miłosnych uniesień i szczerego, głośnego śmiechu. A przecież nie o to w życiu chodzi, żeby związek nas unieszczęśliwiał. Życie jest za krótkie na nieszczęśliwe związki i kiepski seks, serio.

Tworzycie siebie nawzajem.

Najczęściej winę zwala jedno na drugie, nie biorąc pod uwagę, że oboje powinni dawać coś z siebie. Kryzys czy rutyna, jest naturalnym zjawiskiem w większości związków. To nie trafia się tylko nam. Sztuką jest podejście do takiej sprawy: podnosisz rękawice czy oddajesz walkę, a właściwie związek, walkowerem?

Masz płynąć ku górze, a nie na dno. ZAWSZE.

Naprawdę warto tworzyć coś na całe życie, zamiast rozstawać się i biec do nowo poznanego człowieka. Można zmienić partnera czy partnerkę – w dzisiejszych czasach to najmniejszy problem. Z tym, że ta maszyna działa tak samo: fascynacja trwa, ale w końcu mija. Znów przychodzi rutyna, ale na rutynę potrzeba czasu. Wciąż wracamy do punktu wyjścia.

BO TO W NAS tkwi to, jak wygląda nasz związek. W dużej mierze od nas samych zależy czy coś budujemy czy kruszymy cegła po cegle, przeżywając wciąż ciche dni lub krzycząc.

Żeby uszczęśliwić drugiego człowieka, nie potrzeba nam prezentów i niespodzianek. Potrzeba nam rozmowy, zainteresowania i czułości – proste, prawda? Rzadko ktoś reaguje na swoją połówkę równie ekscytująco, co na samym początku, ale warto po tych wszystkich latach, spróbować przymrużyć oczy i dojrzeć choć jeden szczegół, który przypomina nam, czym urzekła nas druga połówka, kiedy się poznawaliśmy. Bo to jest wciąż ta sama osoba, wystarczy tylko to dojrzeć.

Warto wciąż wracać do tego, co sprawiało nam taką radość. Warto walczyć o drugiego człowieka. Warto walczyć o wspólny  uśmiech i szczęście. Warto się nawzajem uzupełniać i czerpać radość z bycia razem.  Nie rozumiem dlaczego wolimy czasem tkwić w czymś, co nas unieszczęśliwia zamiast pozwolić sobie po prostu na szczęście i uśmiech? Naprawdę nie lepiej przeżywać życie śmiejąc się?

Bo jeśli masz w życiu kogoś, kto MIMO WSZYSTKO, mimo upływu lat, wciąż potrafi odpalić w Tobie wszystkie zgaszone światła – nie warto wypuszczać go z rąk.

Kochajcie się! HOUK 


Spodobał Ci się wpis? Czekam więc na Twoją reakcję, możesz go polubić lub udostępnić o tu👉 Facebook

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

14 Responses

  1. Tekst torpeda… Nawet nie wiem, co napisać, a chcę zostawić ślad, że przeczytałam.
    Życiowe do bólu. Najgorsze, że to często codzienność…

  2. Sprawy nie przegadane lubią wracać,i to nie zawsze zawiązane z aktualną sprawą.
    Jak słyszę “ale już to gadałaś” to mnie trafia.Bo co z tego że gadałam,a nawet wywrzeszczałam skoro adresat nie przyjął? Ja się produkuję i normalnie widzę jak odbijam się od ściany.A apogeum mam ,jeśli za dwa dni słyszę pytanie dotyczące tego,na czym się mściłam werbalnie.
    np. robiłam badania,czekam na wyniki parę tygodni,po czym kiedy zbliża się termin to słyszę “a do jakiego lekarza ty idziesz i po co?”I tłumaczenie “jak mam to wszystko zapamiętać?”
    No nie wiem,zeszycik sobie kup? Ale pretensje że ja czegoś zapomniałam,klasyka.

    Choć z drugiej strony,wolę czasem ten wkurw,i pretensje pod sufitem niż mieszkać z obcą osobą.Bo powiedz ,jak można “szczycić” się 45 letnim pożyciem skoro 35 lat osobna kasa,osobne łóżka,potem osobne pokoje,osobne wyjazdy.Nawet je każdy w innym pokoju.

    • I to jest właśnie to, że ktoś czasem żyje razem, ale osobno. Dla mnie to jest straszne. I często się zastanawiam czy tylko ja jestem taka dziwna, że NIE MOGŁABYM żyć z człowiekiem do którego nic nie czuję. No nie mogłabym, ja bym zwariowała!

  3. Siedzę i płacze bo właśnie rozeszłam się przez podobne sytuacje z facetem, ogólnie ja tego nie chciałam a on się spakował…

  4. rozłożyłaś mnie na łopatki… jestem na zakręcie i myślę nad zmianą w moim życiu… masz rację, związek bez pasji, sexu, miłości jest uj wart 🙂

    • Bo nie o to chodzi, żeby być ciągle nieszczęśliwym, prawda? Życie jest na to za krótkie. Zdecydowanie za krótkie. Co innego, kiedy obie strony chcą walczyć i próbują to naprawić – wtedy inna bajka 🙂

  5. Trafiłaś w punkt… Sama często słyszę, że przesadzam albo że będzie dobrze… To już lepiej żeby nic nie mówił, na co on strzela fochem, bo przecież chce pomóc a ja mam to gdzieś… Błędne koło, które powoduje że zamiast pogadać każde siedzi w innym pokoju i robi coś swojego… Gdy emocje opadną wracamy do codzienności jakby nigdy nic, jednak to co w mamy w środku wisi w przestrzeni… Choć powoli takie sytuacje zanikają to jeszcze czasem się zdarzą… Ale pracujemy nad tym, bo jesteśmy ze sobą dopiero 8 lat, a małżeństwem 2 lata, także wszystko przed nami…

    • O dokładnie takie sytuacje mi chodzi. Sprawa mija, nie przegadana i jest powrót do codzienności. Ale powrót jest tylko prozaiczny bo czasem coś w człowieku tkwi bardzo długo, chce to przegadać, tak po prostu. Nagle się okazuje, że Twoje wszystkie obawy i strach o utratę drugiego człowieka, jest kwitowane słowem “przesadzasz”. Smutne to jest bo naprawdę nie każdy dochodzi do momentu, że próbuje później to przepracować. W efekcie jest rozstanie i żałowanie, że się czegoś nie zrobiło wcześniej…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *