Matka Torpeda
Matka Torpeda

Facet to nie bankomat.

Zdaję sobie sprawę z tego, że żyjemy w czasach, gdzie pieniądze są w pierwszej trójce jeśli chodzi o rzeczy najważniejsze. Wszystkie ceny i opłaty skaczą do góry, a pensje są daleko idące od słowa “wystarczająco”. Bo wystarczająco nie ma nigdy i to nie chodzi tutaj o życie ponad stan, a o zwyczajne zrobienie opłat i zaoszczędzenie kasy.

Wydatki nie chodzą parami, one chodzą stadami.

Większość z Was pewnie zna ten moment kiedy wyskakuje jakiś nagły wydatek. Zepsuje się auto/pralka/lodówka i trzeba wytasować kasę na naprawę bądź zamianę sprzętu na nowy. To są wydatki, które sprawiają, że budżet domowy zostaje srogo nadszarpnięty.

Do napisania tego postu, skłoniła mnie propozycja, którą Igrek dostał w pracy. Przyjął On zasadę, że weekendy są dla nas. Nigdy nie zgadza się na chodzenie do pracy w sobotę i niedzielę bo wychodzi z założenia, że cały tydzień pracuje to wolny weekend mu się należy. Oczywiście nie spotyka się to z entuzjazmem wyższej kadry, która uparcie w każdą środę pyta czy przypadkiem nie zmienił zdania i nie wpadłby do pracy na weekend.

Nie wpadnie. Nie wpadnie w tym tygodniu ani przyszłym ani za miesiąc. Bo weekend jest od rana do nocy dla rodziny. Po to, żeby wypić ze mną rano kawę, żeby robić dziecku ‘samoloty’ w powietrzu i po to, żeby odwiedzić rodziców na dłużej niż szybkie pół godziny.

Tacierzyńskie.

To był moment kiedy Młody z główki wjechał w nasze życie, więc z tej okazji Igrekowi przysługiwało tzw. tacierzyńskie czyli dwa tygodnie wolnego. Dziękowałam Bogu za ten przepis bo nie wyobrażałam sobie zostać sama z małym dzieckiem, które znam od trzech dni. Potrzebowałam wsparcia. Potrzebowałam kogoś, kto mnie przytuli, kto weźmie to dziecko choć na chwilę żebym poszła do łazienki i potrzebowałam kogoś, z kim będę się uczyła obsługi nad noworodkiem. Potrzebowałam Igreka.

Nigdy nie zapomnę, że po tygodniu, Igreka telefon uparcie brzęczał. Zupełnie jakby komuś palił się tyłek, a Igrek był jedyną osobą, która posiada wiadro wody. Kiedy przyszedł i kazał mi usiąść, wiedziałam, że znów chcą żeby wpadł choć na chwilę do pracy. Pamiętam, że zaczęłam płakać, mówiąc, że mam dość wiecznych telefonów. Został ojcem, urodziło mu się dziecko, a dla nich i tak nie stanowiło problemu żeby prosić go o przyjście do pracy.

Wiedzieli, że się nie zgodzi więc przyjęli inną strategię. Miał przyjść na jeden dzień, teoretycznie na osiem godzin, ale jeśli się wyrobi szybciej to wraca do domu. Za ten jeden dzień, zaproponowali mu 85% jego wypłaty. Tylko idiota by odmówił i oni to doskonale wiedzieli.

‘Ja to robię dla Was!’

Jest taki człowiek jak Tomek. Tomek jest kolegą Igreka, który bierze wszystkie możliwe nadgodziny i weekendy. Pracuje siedem dni w tygodniu i jeśli pada pytanie: “Kto chce przyjść w weekend?”, on pierwszy wyciąga rękę. Kiedyś myślałam, że może jest samotny i dlatego woli siedzieć w pracy. Nic bardziej mylnego. Ma żonę i dwójkę dzieci.

Czas mijał, a Tomek nie zmienił podejścia i wciąż klepał takie nadgodziny, że jego wypłata wzbudzała zazdrość u innych pracowników. Sęk w tym, że każdy z nich wie, że coś za coś. Rodzina i czas wolny idą na bok, ale dobry pieniądz wjeżdża na konto.

Ilekroć Igrek mi o nim opowiadał, dodawał swoje trzy grosze, że ja nie rozumiem jego nadgodzin. To nie jest tak, że nie rozumiem. Chcę mieć w domu partnera i ojca mojego dziecka, a nie bankomat, który tyra świątki piątki. Chcę się do niego przytulać, kłócić się z nim i śmiać, a nie ciągle rozmawiać przez telefon bo pracuje. Oczywiście, że pieniądze są ważne, ale dla mnie wciąż nie są najważniejsze.

Miesiąc temu Tomek rzucił L4 i nie przyszedł do pracy. Później L4 się przedłużyło aż któryś z kierowników się zaniepokoił. Przepracowanie? Zawał? Nic bardziej mylnego.

Żona stwierdziła, że dalsze wspólne życie nie ma sensu. Szczęśliwsza była kiedy pieniądz był na trzecim miejscu, a nie na drugim. Oczywiście Tomek żadnych wniosków nie wyciągnął, nie przestał pracować, nie próbował ratować rodziny, stwierdził, że skoro taką decyzję podjęła to muszą się rozstać. Zaczął pracować jeszcze dłużej, żeby nie siedzieć samotnie w domu. Podobno sprawa była na tyle poważna, że sam szef wszystkich szefów w firmie, wziął go na dywanik i stwierdził, że nie pokoją go przepracowane godziny, które wybiegają daleko ponad normę. Kazał iść na wolne. Tomek wziął wolne i przychodził do pracy, popatrzeć co inni robią i co dzieje się w firmie.

Czas to pieniądz.

Ale rodzina to nie jest pieniądz.
Za pieniądze kupisz łóżko, ale nie kupisz spokojnego snu.
Kupisz budynek, ale nie dom tętniący życiem.
Kupisz leki, ale nie zdrowie.
Kupisz również znajomości, ale nigdy nie kupisz prawdziwej przyjaźni.
Możesz kupić za nie nawet posłuszeństwo innych, ale nigdy nie kupisz lojalności.
Za pieniądze kupisz również seks, ale nigdy nie kupisz miłości.
I za pieniądze NIGDY nie kupisz rodziny i uśmiechu własnego dziecka.

Każdy chce dążyć do jak najlepszego statusu materialnego, ale czasami, gdzieś po drodze gubimy sens tego wszystkiego. Nagle pieniądze stają się jedynym celem o który chodzi Ci w życiu. Nie istotne, że żona tęskni, że wciąż czeka, że dzieci tęsknią. Starasz się przecież o to, żeby im w życiu niczego nie zabrakło i nie ma w tym nic złego.

Owszem, nie ma. Nie ma dopóki w tym życiu nie zaczyna im brakować właśnie Ciebie.

Musimy poważnie porozmawiać…

Rzucił któregoś dnia Igrek, wprawiając mnie w lekki mini zawał. Z jego ust rzadko wychodzą takie słowa więc ja na wszelki wypadek sobie usiadłam i policzyłam do dziesięciu, ale już przy siedmiu trzepotało mi serce.

Dość szybko okazało się, że jest bardzo potrzebny firmie przez jakiś czas. Doskonale zdają sobie sprawę z tego, że od dwóch lat nie przychodzi na nadgodziny:

– Nie, nie, nie, ja nie chcę tego słuchać – rzucam, kręcąc głową
– Ale posłuchaj, to nie jest na długo to jest na miesiąc… – próbuje wtrącić
– Bierzesz urlop to dzwonią, żebyś jednak urlop razem z rezerwacją naszych wakacji przełożył. Wybierasz jeden dzień wolnego to proszą żebyś po prostu przyszedł później do pracy, ale przyszedł, a nie znikał na cały dzień. Nawet kurwa kiedy brałeś tacierzyńskie to się o mało nie zesrali! Może już dość, co? Masz rodzinę, przede wszystkim! – rzucam ostro
– Powinnaś się cieszyć, że jestem cenionym pracownikiem – dodaje smutno, a mi robi się głupio
– Cieszę się, bardzo się cieszę i kibicuję Ci z całego serca, ale nigdy zaakceptuję tego, żeby praca zabierała nam czas.

Okazało się, że doskonale znali podejście Igreka więc zaproponowali taką stawkę, że aż usiadłam. Sprawa zaczynała mi śmierdzieć jak stara ryba w lodówce więc pytam gdzie jest haczyk. Haczyk musi być bo ja rozumiem, że chcieli mu nadpłacić żeby się zgodził, ale nie AŻ TYLE:

– No haczyk jest. Przychodzę w sobotę i niedzielę i pracuje po 12 godzin…

Twoje NIE po prostu musi kosztować trochę więcej.

Taką zasadę wyznają firmy. To nie jest tak, że twoje NIE jest ostateczne. Ono po prostu jest droższe, a jeśli jesteś dobrym pracownikiem to z Ciebie nie zrezygnują. Po prostu zapłacą Ci tyle, że w końcu na szali: Weekend z rodziną vs Pieniądz, postawisz na to drugie.

Rodzina poczeka bo kocha. Bo nikt nie rozwodzi się z powodu nadgodzin, przecież to idiotyczne. Problem pojawia się w momencie, kiedy praca zaczyna rządzić wszystkim. W dzisiejszych czasach jest taki wyścig szczurów, że ludzie biegną jak konie z klapkami na oczach byle by ich stan konta był zadowalający, czy jest w tym coś złego ?

Oczywiście, że nie. Chcemy żyć godnie, chcemy, żeby nam wystarczało. Chcemy zapewnić dzieciom i swojej rodzinie godny byt. Tylko, że gdzieś po drodze, kiedy będziesz sprawdzać stan konta, możesz zauważyć, że w transakcjach nie ma już: – 200 złotych zakupy w Biedronce, – 150 złotych ubrania dla dziecka, – 80 złotych kino. Możesz też zauważyć, że nikt poza Twoim biurkiem i stanem konta na Ciebie nie czeka.

Nie masz się do kogo przytulić, a w progu nie czeka na Ciebie okrzyk dziecka. Nie ma żony, która pytała co słychać w pracy, ale możesz się tym nie przejąć bo szef obiecał Ci to wszystko nadpłacić.


Spodobał Ci się wpis? Czekam więc na Twoją reakcję, możesz go polubić lub udostępnić o tu👉 Facebook

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

9 Responses

  1. Wyznaję dokładnie takie samo podejście, Torpedo. Nie wiem czy to ja nie rozumiem świata, czy on mnie. Nie ma we mnie dążenia do robienia kariery, kolejnych podyplomówek, kursów, sama nie wiem czego jeszcze. Praca ma mi zapewnić miskę i dach nad głową, ale po pracy ja chcę widzieć własne dziecko i je znać, mieć czas z nim porozmawiać, pokłócić się z mężem.
    Na szczęście mój mąż ma podobnie. I choć jest pracoholikiem, to nadgodziny bierze tylko z konieczności, unika wszelkich delegacji kilkudniowych i woli przynieść pracę do domu, ale przynajmniej być z nami

    • No ja myślę identycznie! Ja wiem, że są osoby, które stawiają na mega karierę i nie ma w tym nic złego, ale czasem warto znaleźć gdzieś tę równowagę, która pozwala zarówno na rozwój jak i na czas dla rodziny. Kurczę, nie da się inaczej…

  2. To ostatnio u mojego w pracy. Urlop planowany,termin zaklepany już 2 stycznia-bo tak kazałam żeby potem nie było. I tydzień przed godziną “w” pytanie “A Pan to musi iść na ten urlop?”Noż kurwa nie,nie musi,zaplanował sobie bo mu się nudziło w sylwestra i chciał zobaczyć minę jaśnie szefa. Jak ktoś ma L4 to pytają ” a musiałeś brać? naprawdę nie możesz pracować? Jak złamałeś rękę to dam ci takie coś co zrobisz jedną”. No chyba walenie konia-za przeproszeniem.
    Absurd totalny-Dżapan Panie,jebaj aż umrzesz a i tak przyjdź jeszcze na 3 godzinki nim cie z trumną zasypią.
    Ja po urodzeniu młodej miałam w domu do pomocy….Młodego bo pan i władca był na drugim końcu kraju,umowa zlecenie i w dupie mieli że dziecko się urodziło.I gdyby nie syn to chyba bym nawet się nie myła przez pierwszy miesiąc. Pamiętam jak raz przyjechała moja matka,poprosiłam ją żeby i zrobiła herbatę bo panie więcej picia na pustyni było.I usłyszałam ” nie ma szans,ja nie umiem obsługiwać kuchenki z podłączeniem do butli a nie sieci”.
    jakiś czas temu w domu przeleciał pomysł”poszukam pracy za granicą”. Owszem,szukaj,pod warunkiem że jedziemy wszyscy. Sam- ni huja.

    • Pamiętam okres kiedy byliśmy we dwójkę i pracowaliśmy. Ja ze względu na państwówkę – ciągle na rano, On na zmiany. I tak ja wracałam z pracy to jego nie było, ja wychodziłam do pracy – on spał. W weekend On w domu, ja w szkole. To było ‘życie’, a nie życie…

      • Też pamiętam takie czasy. Ja na zmiany-i to ruchome,czasem od 9 -18,czasem 12-21.czasem od 19-21,tak,to nie pomyłka,to była rzeczywistość kasjera hipermarketu na umowie zleceniu.
        Mąż pracował poza domem,czyli wychodził rano w poniedziałek i wracał w piątek popołudniu- jak to budowlanka. I on weekend spędzał z telewizorem bo ja byłam cały dzień w pracy- pracownik etatowy miał wolne,zlecenia siedziały do bólu dupy.
        Szczerze wytrzymałam pół roku i powiedziałam tej pracy “spindalaj”.

  3. Wszystko to oczywiście racja, ale nie każdy jest Igrekiem i nie każdy ma taką pracę. Jeśli jesteś jakimś podrzędnym pracownikiem fabryki i setny raz odmówisz pracy w sobotę czy nadgodzin, to szef raczej przyjdzie z wypowiedzeniem a nie ekstra premią…Bywa też tak, że dopiero pensja powiększona o weekendowe dodatki pozwala zapłacić wszystkie rachunki… Ale oczywiście nawet w takich sytuacjach trzeba dbać o “work-life balance” i nie dać się bezmyślnie zakuć w firmowe dyby. Dla rodziny i dla własnego zdrowia (psychicznego i fizycznego). Jak to mówią, nikt jeszcze na łożu śmierci nie rozpaczał, że za mało czasu spędzał w pracy…

    • Nikt też nie jest drzewem i może zmienić swoje miejsce. Często nie rozumiem dlaczego ludzie się na wszystko godzą. Rozumiem, że nie chcą stracić pracy, ale ta konkretna praca nigdy nie musi być ostatnią. Po to się rozwijamy, żeby sobie polepszać, prawda? Zdaję sobie sprawę z tego, że wiele ludzi tkwi w pracy, której nie lubi, za pieniądze które są śmieszne i które nie pozwalają wyżyć do końca miesiąca, ale nigdy nie zrozumiem czemu takie osoby nie chcą nic zmienić? Akurat na myśl przychodzi mi mój znajomy, który wciąż narzekał na swoją pracę. Zarabiał najniższą krajową z jednym weekendem, który był przymusowy. Nigdy nie zapomnę jego narzekania. A kiedy zaproponowałam mu szkolenie, wiesz co usłyszałam? “Nie chce mi się” 🙂

  4. Też uważam że weekendy są dla rodziny. Człowiek pracuje od poniedziałku do piątku, dziecko widzi może że 3-4 godziny dziennie to w weekend trzeba to nadrobić. Pobyć razem, a nie koło siebie. Pobawić się z dzieckiem, pójść na spacer, na plac zabaw, pojechać gdzieś razem. Sprzątanie może zejść na dalszy plan, ono nie ucieknie a czas spędzony z rodziną jest bezcenny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *