Matka Torpeda
Matka Torpeda

5 rzeczy przez które doszczętnie rujnuję dzieciństwo swojego dziecka.

Jak z główki do naszego życia wjeżdża noworodek, to razem z nim, nie wiadomo skąd, nadchodzą dobre rady. I Ty nawet nie wiesz gdzie je upchnąć bo wszędzie masz pełno prasowania w rozmiarze 56, ale skutecznie próbujesz je od siebie odpychać.

Pamiętam, że tym ‘dobrym radom’ poświęciłam kilka wpisów na blogu bo dla mnie, młodej, początkującej matki – one były jak strzał w kolano. Cokolwiek nie zrobisz przy swoim dziecku, zawsze się znajdzie ktoś, kto Ci powie, że jednak powinnaś inaczej. Ja akurat należałam do tego grona osób, które dość szybko uwolniło się ze szpon ‘Nie chcę się wtrącać, ale..’ bo kończyłam rozmowę mówiąc ‘to się nie wtrącaj’.

Okres noworodkowy to już prehistoria więc teraz na tapetę wjeżdża zupełnie coś innego, co jest kierowane TROSKĄ o dzieciństwo mojego syna, które My notorycznie niszczymy.

cof

1. Ale czemu nie mogę mu dać tej czekolady?

Moje podejście do słodyczy jest dość proste. Ja rzadko jem, Igrek jeszcze rzadziej, a nasz syn… nie lubi. Od małego wolał zjeść banana czy jabłko, zamiast kinderka. Nie wynikało to z faktu, że siedzieliśmy i go hipnotyzowaliśmy, nie biliśmy go kablem z żelazka, grożąc, że jak zje Kinderka to go oddamy do okna życia. ON PO PROSTU NIE PRZEPADA. To jest oczywiście strzał w serce dla całej rodziny bo jak taki maluszek może nie zjeść batonika? No jak? Aż szkoda jak tak człowiek na niego patrzy. Biedny chłopczyk je owoce, zamiast słodyczy. I to jest takie nasze never ending story bo mimo, że Młody ma już 2,5 roku to wciąż każdy próbuje w niego te słodycze wciskać. Dla nich to jest nie istotne, że dziecko nie lubi. Przecież to się aż serce kraje jak się patrzy na takiego maluszka z jabłkiem w ręce, zamiast czekolady. Żywieniowa patologia.

2. Dałabyś mu jakiś soczek do picia, a nie ciągle wodę!

Tu jest dość podobna sytuacja jak ze słodyczami. My z Igrekiem pijemy wodę od zawsze. Raz z imbirem, raz z cytryną, raz z miętą. Woda jest w naszym życiu obecna od zawsze, nie kupujemy gotowych soków bo ich po prostu nie lubimy. Na nieszczęście naszego syna, widząc co piją rodzice – sam gasi pragnienie wodą z miętą. Mimo, że napije się soczku jak ktoś go poczęstuje to i tak zawsze słuchamy tego samego: “Tobie mama znów dała do picia wodę, zamiast soczku? Biedactwo.” Skrzywdzone małe dziecko, pije wodę z miętą, zamiast soczku za dwa złote, który z soczkiem to ma tyle wspólnego, co ja z baletnicą. Biedne, poszkodowane maleństwo, które notorycznie przechodzi przy nas tortury żywieniowe. Myślę, że gdyby ktoś to zgłosił do MOPSu, razem z tymi słodyczami to na bank mamy kuratora na chacie, który wbija w nasze progi z kartonem soków z biedronki i zapasem czekolady dla Młodego. Trzeba jakoś zrekompensować temu dziecku dzieciństwo, którego przy nas nie ma.

3. Rzuć mu jeszcze koc na tę kołdrę, zimno mu będzie!

To, mimo upływu lat w ogóle się nie zmienia. Mojemu dziecku na bank jest zawsze zimno. A teraz, kiedy zmieniliśmy mieszkanie na większe to już w ogóle wiatr i ziąb hula po pokojach. Normalnie to byśmy z Igrekiem poubierali kożuchy, ale nikomu się nie chce iść do piwnicy to raz, a dwa nie mamy żadnego kożucha. Młody ma zawsze uchylone okno u siebie w pokoju, co przyprawia wszystkich o zawał bo przecież jemu z pewnością jest zimno. Śpi taki biedaczek pod kołdrą, w piżamie, jak jakieś zaniedbane, zziębnięte dziecko na dworcu. A powinniśmy przecież jako rodzice, k upić mu kołdrę grubości jego łóżka i narzucić na niego ze cztery koce, a pod poduszkę włożyć mu kawałek czekoladki – bo może jednak zje?

4. Ja Ci mówię, że On jest chory.

KICHNĄŁ! Do jasnej cholery kichnął. Konkretnie i z rozbryzgiem. Znaczy, dzwonić do lekarza trzeba, kiecę zadzierać i biec ile sił w płucach. DZIECI NIE MOGĄ KICHAĆ, nigdy!!!! Nie mogą sobie kichnąć od tak sobie, nie nie. Jeśli dziecko kichnie, znaczy będzie chore. Znaczy trzeba ubierać i pakować się między chore dzieci do przychodni, żeby jeszcze załapał w poczekalni jakąś anginę albo rotawirusa. Będzie antybiotyk z pewnością, a to wszystko przez to, że mu ciągle wietrzymy pokój no i przez to, że nie narzucamy na niego koca jak śpi.  Z drugiej strony, jeśli nie lubi słodyczy to na bank jest na coś chory i tutaj są potrzebne czekoladowymazy z krwi.

5. Ale On chce!

Jako dorośli, zdajemy sobie sprawę, że nasz syn nie ogarnia swoich emocji. Jedni nazywają to ‘buntem dwulatka’, inni ‘wymuszeniem’, a jeszcze inni ‘nie panowaniem nad emocjami’. Jedni z drugimi, a drudzy z trzecimi się kłócą o nazewnictwo. Ja po prostu to nazywam jego charakterem, modląc się żeby to był okres przejściowy. Histeria, krzyki, płacze, wywijanie się na podłodze i cała reszta przyjemności to już jakby nasza codzienność. O tyle o ile z początku próbowaliśmy go uspokajać, teraz spokojnie czekamy aż jego histeria minie. Pytasz raz, drugi, trzeci, a ten wchodzi na coraz głośniejszy decybel. Poczekasz, zaraz przejdzie.
I tutaj nagle pojawiają się adwokaci diabła czyli dziadkowie – Oj pozwólcie mu, a co się stanie jak się chwilę pobawi telefonem? No już nie przesadzajcie, że nie może. Chodź, chodź, babcia Ci da.
Że dziecko jest małe i nie kuma to rozumiesz, ale żeby dorośli ludzie nie rozumieli słowa ‘NIE’? Bo przecież My tego nie robimy dla jego dobra, My to robimy po to, żeby mu uprzykrzyć dzieciństwo, wiadomo. Normalni, fajni rodzice to pozwalają na wszystko i dziecko się cieszy, a My jako wyrodni musimy zawsze czegoś zakazać.

A teraz największy ból, największa trauma rodziny, która sprawia, że nocą na bank lecą zdrowaśki, żeby mój syn wyszedł na ludzi. Otóż, zamiast serków typu Danone czy cała reszta, On je JOGURTY NATURALNE i to potrafi zjeść jeden po drugim.  Księdza jeszcze nie wzywaliśmy, ale na swoją obronę mam tyle, że herbatę pije z cukrem.


Spodobał Ci się wpis? Czekam więc na Twoją reakcję, możesz go polubić lub udostępnić o tu 👉 Facebook

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Share on Google+
Google+
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

14 Responses

  1. Dobrze, że chociaż ta herbata z cukrem, bo inaczej to egzorcyzmy 😀 ale tak poważnie… żeby wszyscy rodzice byli tacy fajni jak wy 🙂

  2. Moje dziecię też za czekoladą nie przepada, woli zjeść suszone owoce i w rodzinie jest olaboga dajcie jej czekolady. Jak zobaczy że telefon leży w zasięgu jej ręki to oczywiście że złapie i będzie robiła halo halo 🙂 Lecz gdy powiem żeby oddała to przyniesie.

  3. Jaka Ty wyrodna Matka jesteś,kobieto normalnie worek pokutny załóż,bicz w rękę weź i na kolanach do ……Cholera nie wiem,niekościelna jestem. 😀 😀
    Ja się tak dobrze nie mam,u mnie słodycze żrą.Ale nie tak że non stop.Non stop nie kontrolowane i nielimitowane to mają owoce na stole w kuchni i nabiał w lodówce. O cukierka trzeba zapytać i to najlepiej po obiedzie.
    Soczki mamy-ale soczki a nie napoje.Choć i tak króluje w domu herbata- z miodem,cytrynom,owocowa,ziołowa.W upały woda- tylko. Bo nie wyobrażam sobie gasić pragnienia colą-no sorki.
    Co do adwokatów-zagryzłabym tych wszystkich “no ale co ci szkodzi”. No chyba szkodzi skoro nie pozwalam.To tak jak z malutkim psem u mnie było. “Oooooo,jaki słodki” i z łapami. A ja wtedy psa za siebie i spokojnie “Ale proszę nie głaskać”.I oburzenie na mnie “A niby dlaczego nie?????”. “Bo to kurwa jest po pierwsze MÓJ pies i sobie nie życzę,a po drugie wystaw własną dupę na przystanku i niech każdy głaska”. Po dwóch tygodniach na dzielnicy byłam Ta Co Psa Nie Daje Głaskać.
    To samo z dzieckiem-MOJE. I ja decyduję. Babcia,ciocia czy sąsiadka miały własne i jeśli im to pasowało to niech sobie pozwalały,ale ich czas minął . Moja teściowa jak nas nawiedzi,to obowiązkowo za każdym razem do “Młodej”- to co,idziesz z babcią? Babcia cie zabierze.To pakuj rzeczy i chodź z babcią. A potem głupi śmiech i że babcia żartowała. Wię któregoś pięknego razu po pytaniu”jedziesz z babcią” powiedziałam żeby przestała dziecko stresować bo wiadomo że nią nie pojedzie i pora skończyć z głupią gadką.Finał? Teściowa ze mną nie gada już 4 miesiące 😀 😀

      • No i dodatkowo jest pluszową maskotką,musi obowiązkowo uwielbiać głaskanie i kochać wszystkich obcych.
        Tak samo jak małe dzieci obowiązkowo muszą wszystkich lubić,uśmiechać się do każdego i wszystkim ciociom i babciom dawać buzi.Moja własna babcia miała takie dwa zęby żywcem od baby Jagi pożyczone.Płakać mi się chciało jak słyszałam od matki “no daj babci buzi”.Jak pojechaliśmy kiedyś do niej już moim pierworodnym to jeszcze na klatce moja matka go upominała że “babci buzi trzeba dać”.Poprosiłam żeby przestała dziecko molestować bo on ma prawo nie chcieć.
        U mnie to ogólnie robiłam za dziwoląga bo uważam że nawet małe dziecko ma prawo do własnego zdania,uczuć i nie powinno się go zmuszać,o ile nie jest to sytuacja ratująca zdrowie bądź życie.A w rodzinie wiesz-“dzieci i ryby……..”.

  4. Nooo jakbym pierdolnęła za ten epitet biedactwo… 😡 Generalnie to u nas jest podobnie jak u Was, tylko że już nikt się nie wtrąca bo Młoda ma już prawie 7 lat. Takie porady są mega wkurwiające.

  5. Serio? Nie potrafię zrozumieć takich ‘cioć dobra rada’. Sama jeszcze nie mam dzieci, ale już na samą myśl o takich ludziach dostaję alergii i wścieklizny – to chyba od tych jogurtów, bo też jem. Nigdy nie zrozumiem wtrącania się do czyjegoś życia, czy to w kwestii wychowania dziecka, czy każdej innej. Każdy żyje według swoich zasad i na swoich warunkach, oczywiście jeżeli nikogo tym nie krzywdzi. Rozumiem, jeżeli ktoś prosi o radę, ale w innych przypadkach nie ogarniam. Pozdrawiam Cię Matko Torpedo i idę zjeść jogurt naturalny. Popiję go sobie wodą. A co! 😉

    • No właśnie słuchaj to nie jest tak, że Twoje życie to TWOJE życie. Powinnaś żyć tak, jak mówią Ci wszyscy dookoła 😀 A jak Ci coś nie wyjdzie to absolutnie do nich nie przychodź bo przecież to TWOJE życie więc oni Ci nie mogą pomóc 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *