Matka Torpeda
Matka Torpeda

Lepiej późno niż później.

Miłości często nijak nie ogarniesz rozumem. Ale to nie problem, bo ogarniać ją powinniśmy jedynie sercem. Problem polega na tym, że wszyscy dookoła krzyczą, że po 50-tce miłość nie istnieje.  

Jeśli nie teraz to później, a lepiej późno niż później.

Nie wiem kto sobie ustala jakieś wytyczne, dotyczące tego jaki wiek jest odpowiedni aby się zakochać. Co gorsza, większość osób próbuje wpoić nam zasady moralne, które nijak mają się do prawdziwego życia. Małżeństwa będące ze sobą na siłę, związki, które jedyne co robią to unieszczęśliwiają oraz partnerzy, którzy na siebie patrzeć nie mogą. Naprawdę to jest lepsze niż rozstanie? Niż danie sobie szansy na nowe życie?

Jaki ma sens i w imię czego, takie osoby tkwią razem skoro jedyne co do siebie czują to obojętność? Dlaczego lubimy męczyć sami siebie, zamiast zawalczyć o nowe, lepsze jutro?

Szkoda wspólnie spędzonych lat…

… powie osiem na dziesięć Grażynek, a potem wróci do męża, który pije piwo na kanapie. Usiądzie obok i będzie udawała, że tak po prostu musi być.”Moja prababka tak żyła, moja babka tak żyła, matka tak żyła to i ja tak będę żyła. Życia przecież nie zmienię”

Szkoda jest wspólnych lat. Szkoda jest wspomnień. Szkoda wszystkiego, do czego się doszło przez te wszystkie lata. Szkoda jest rodziców, którym trzeba powiedzieć, a którzy pewnie będą się martwić, że związek dobiegł końca. Szkoda, że nie wyszło. Szkoda dzieci. Szkoda sąsiadów, kredytu i listonosza. Ale samej siebie to Ci nie szkoda?

Grażynka weszła w moje życie z buta, dosłownie. Poznałyśmy się przypadkiem, a już po wymianie kilku zdań wiedziałam, że nadajemy na tych samych falach. 22 lata. Tyle jej zajęło zrozumienie, że bycie nieszczęśliwą to nie wyrok tylko jej własna decyzja, na którą sama siebie skazała.

Jak sama mówi: Nie miała odwagi, nie miała siły. Szkoda jej było matki, która bardzo lubiła zięcia. Szkoda jej było wspólnego mieszkania, kredytu i wszystkiego, co zebrali przez te wszystkie lata. Związek nie dodawał skrzydeł, był banalny – praca, obiad, leżenie przed Tv, kolacja i spać. I tak 22 lata. Dzisiaj mając lat pięćdziesiąt, czuje, że żyje. Że urodziła się na nowo.

Drugie życie po rozwodzie. Nowe życie.

„To nie jest tak, że ja nie wiem ile mam lat. Wiem, że mam pięćdziesiątkę, i co z tego? Zrobiłam prawo jazdy na motor, wyjeżdżam w góry kiedy mam ochotę, realizuję swoje pasje, mam czas na czytanie, cieszy mnie ciepła herbata w schronisku. Wiesz, musiałam chyba dojrzeć do tego, że do szczęścia w życiu nie jest mi potrzebny ktoś, kto jest obok tylko teoretycznie. Do szczęścia najbardziej potrzebna jestem sama sobie”

W związku Grażynki nie było przemocy ani alkoholizmu więc wszyscy pukali się w głowę, kiedy oznajmiła, że się rozwodzi. “Bo jak to tak? dlaczego? Jaki właściwie jest powód? Wstyd! Baba pięćdziesiąt lat i jej się rozwodów zachciało, zgłupiała na starość” – opinie bolały najbardziej, wielokrotnie się zastanawiała czy robi dobrze – czy aby na pewno idzie w dobrą stronę, odcinając się od dotychczasowego życia.

Prawdziwy problem mamy wtedy, kiedy kierujemy się zdaniem czy opinią innych ludzi. A inni ludzie widzą tylko urywki naszego życia. Widzą nas przez chwilę na spacerze, sekundę w sklepie czy minutę w oknie. Nie widzą pustki, która wypełnia mieszkanie mimo, że jesteśmy w związku małżeńskim od 22 lat. Nie widzą łez, które wylewam bo od pół roku mąż nie uprawiał ze mną seksu. Nie wiedzą jak bardzo boli to, kiedy budzisz się i zasypiasz obok człowieka, któremu jesteś obojętna.

Samotność w związku.

Dopiero świadomość tego, że ludzie zawsze będą myśleli swoje, a ja chcę żyć z uśmiechem, a nie depresją – dopiero to, pozwoliło mi wrzucić pierwszy bieg i ruszyć do przodu zamiast ciągle stać w miejscu.

Kiedy ją poznałam, myślałam, że ma względne 37 lat. Blond „czub” na głowie, pięknie podkreślał niebieskie oczy, które zdobiły długie rzęsy. I ten uśmiech, który w ogóle nie schodził z buzi:

Dlaczego mi to Pani powiedziała? To wszystko? – pytam, na koniec swojej wizyty
– Bo jestem z siebie dumna i najchętniej wykrzyczała bym całemu światu, że warto walczyć. Uwierzyłam w siebie w wieku pięćdziesięciu lat. Myślałam, że mnie nic w życiu już nie czeka, a to wszystko czekało za rogiem. Tyle Młodych dziewczyn, stoi na „rozstaju” bo zastanawiają się, co ludzie powiedzą. Najważniejsze, to żyć w zgodzie ze sobą. Bo żaden facet, nigdy nie wypełni pustki, która tkwi w nas samych. Napiszesz to? Napisz. Może któraś, skorzysta z „babcinej” rady, babci, która w sobotę wsiada na motor i gna w kolejne góry.

*Tekst, został opublikowany za zgodą autorki.

 

Pozycja na misjonarza.

 

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

3 Responses

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *