Matka Torpeda
Matka Torpeda

Najpierw maskę tlenową podaj sobie, dopiero później martw się o resztę…

… bo inaczej nie pomożesz nikomu – powiedziała Regina Brett, a ja pod tymi słowami się podpisuję.

Kiedy zaczynałam pisać i tworzyłam pod inną platformą, pisałam choć nie miałam odbiorców. Pisałam i nie miałam komentarzy. Pisałam bo sprawiało mi to przyjemność. Pierwszy komentarz, który otrzymałam, był obraźliwy. Ktoś podpisał się byle jakim nickiem i kazał mi usunąć ten blog, bo takich pierdół to nikt nie będzie chciał czytać. Zostałam jeszcze mianowana człowiekiem o niskim ilorazie inteligencji (tylko trochę gorszymi słowami).

Dziesięć sekund, z pewnością tyle zajęło tej osobie, obrażenie mnie. Napisanie kilku zdań, które prawdopodobnie sprawią, że zwątpię na początku drogi. Później poleciał na innego bloga bądź portal informacyjny. Pewnie nawet nie pamięta, że kiedyś gdzieś tam kogoś obraził.

Przeczytałam wtedy jeszcze raz, te dwa wpisy, które stworzyłam. Były lekkie i śmieszne, ale poza hejtem nikt inny na nie nie zareagował. A może ten ktoś ma racje? – przeszło mi przez myśl.

I.

Kiedy już liczba fanów się zwiększyła i większą aktywność zaczęłam prowadzić na fejsie, pod moimi wpisami pojawiały się komentarze, że jestem żałosna śmiejąc się z mojego toksycznego związku. Bo mój związek jest toksyczny, a ja w dodatku się tym chwalę i to jest chore, nawet bardzo chore.
Trzysta osób się śmiało, jedna stwierdziła, że tkwię w gównie, nie potrafię z niego wyjść więc wolę to koloryzować i się z tego śmiać, zamiast zastanowić się nad własnym życiem.

W pierwszym odruchu chciałam tę osobę naprostować, wytłumaczyć, że wcale tak nie jest. Chciałam spokojnie wytłumaczyć, że się myli, a później wzięłam oddech i stwierdziłam, że to nie ma sensu.

Bo moja historia faktycznie zahacza o termin “toksyczny związek”. I nikomu nie życzę wpakowania się w coś, co niszczy Cię jak odpalona zapałka, która niszczy kartkę papieru. Ten człowiek, pisząc ten komentarz wydał “swój wyrok” na mój związek, nie wiedząc, że kilka lat wcześniej po prawdziwym toksycznym związku moja psychika była zdeptana jak pet na chodniku. Czułam się nikim, zerem, które w życiu nie zasługuje na szczęście. Zostałam tak “zaprogramowana” przez tego człowieka, że wierzyłam w to, że bez niego nigdy sobie nie poradzę, nikt mnie w życiu nie zaakceptuje bo nic nie jestem warta. Moja wiara w samą siebie nie istniała. Wierzyłam natomiast w to, że nie nadaję się do niczego i na wszystko w życiu muszę sobie zasłużyć, nawet na to, żeby ktoś ze mną rozmawiał.

Pozostawiłam ten hejt bez słowa. Już nie muszę się nikomu tłumaczyć, na całe szczęście już nie, na całe szczęście zapomniałam już jak to jest faktycznie tkwić w takim związku, ale ten jeden komentarz przypomniał mi ile drogi musiałam przejść, ile walczyć o siebie, żeby być tutaj gdzie jestem. A człowiek, który to napisał? Pewnie już o tym nie pamięta. Ja pamiętam do dziś bo uderzył w bolący element mojej przeszłości.

II.

Za ikonką “Matka Torpeda” stoi nikt inny, jak człowiek. Człowiek ze swoją własną historią, a historia tego człowieka jest przykra, niestety. Życie nałożyło mi dużo na barki w bardzo młodym wieku, musiałam dorosnąć szybciej niż moi rówieśnicy, a moją odskocznią od ciężkiego życia był ówczesny chłopak, który zniszczył mi resztę samoakceptacji i poczucia własnej wartości. Gdybym kiedykolwiek stworzyła własną autobiografię, stwierdzilibyście, że w życiu nie czytaliście smutniejszej książki. Dlatego nie idę w ślady innych blogerek i nigdy jej nie stworzę.
Odbudowanie “własnego ja” zajęło mi bardzo dużo czasu. Wiara w to, że jestem człowiekiem, który jest coś wart, wydawała mi się czymś nie możliwym do zrobienia. Byłam za to przekonana, że od życia nie należy mi się nic.

Właśnie dlatego, kiedy tworzę post o tym, żebyście kobiety wierzyły w siebie bo jesteście warte bardzo dużo – wiem, co piszę. Kiedy tworzę post o tym, że trzeba kochać siebie bo to naprawdę najważniejsze – wiem, co piszę. Po prostu moja przeszłość nie jest niczym przyjemnym, a ja w moim życiu zdecydowanie wolę teraźniejszość.

III.

Stworzyłam swoje alter ego czyli Matkę Torpedę po to, żeby pokazać innym, że można codzienność brać poczuciem humoru. Żeby pokazać, że mając swoje słabości – nie jest się człowiekiem gorszym. Żeby przestać kolorować życie i udawać jak wszystkim fantastycznie się układa – bo tak nie jest, ale nie trzeba żyć idealnie jak z obrazka, żeby żyć godnie i być ze swojego życia zadowolonym.

Często, nawet po dziś dzień, dostaję wiadomości od “zatroskanych czytelniczek”, które sugerują mi głęboko zakorzenione kompleksy przez które nie ujawniam swojej twarzy. Cytując: “Piszesz kobietom, żeby wyzbyły się kompleksów, a sama nie chcesz się ujawnić z pewnością przez swój wygląd”.
Czy się tłumaczyłam? W ogóle. Bez względu na to jak wyglądam, uważam, że to, co najcenniejsze człowiek ma w środku. To, co najgorsze – również nosimy w środku.
Bo dla mnie priorytetem nie są długie nogi, płaski brzuch tylko to, żeby pozostać człowiekiem, mimo wszystko. Żeby dobrze wychować dziecko, żeby móc rano spojrzeć sobie w lustro i nie odwracać twarzy.

I taka ciekawostka, którą zawsze chcę Wam przekazać: obojętnie jak nie wyglądam czy jestem ładna czy brzydka – i tak będzie źle. I tak ktoś mi powie, że próbuję pomóc kobietom, żeby uwierzyły w siebie, a sama wyglądam jak z obrazka.
Jeśli będę brzydka, ktoś zarzuci mi, że najpierw mam zadbać o siebie, a dopiero później o resztę. Bo tak, moi drodzy właśnie działa hejt czyli wylewanie własnych frustracji na kimś innym. Daje nam to chwilowe uczucie zadowolenia i satysfakcji, daje to również możliwość bycia “lepszym, wyższym”, ale tylko we własnym mniemaniu.

Jakie ma znaczenie to jak wyglądamy i co lubimy? Przez zakłamaną rzeczywistość, czujemy często frustrację, że sami tak nie mamy. Widząc idealne zdjęcia innych kobiet, wierzymy, że One nigdy nie mają okresu, nie robią kupy i zawsze pachną najdroższym chanel, na które nas nigdy nie będzie stać.

Przez typowego hejtera, przemawia zawsze żal. W tych ostrych słowach, ja zawsze widzę wołanie o pomoc. Bo który człowiek, zadowolony z własnego życia, będzie obrażał innych? ŻADEN, a wiecie dlaczego?

Bo najzwyczajniej w świecie szkoda mu na to czasu i dobrego humoru. Skoro mnie coś nie interesuje to tego nie czytam, skoro kogoś nie lubię to nie utrzymuję z nim kontaktu, skoro coś mnie drażni to tego unikam – nie tracę czasu i energii na bluzgi w drugą stronę.

IV.

Wyobraźcie sobie ogromną salę gimnastyczną i dwadzieścia dziewczyn, które właśnie zaczynają grać w siatkówkę. Wśród tych dwudziestu, wyróżnijcie dwie – dziewczynę A i dziewczynę B.

W trakcie zajęć, dziewczyna A próbowała odebrać piłkę, ale “B” stała jak słup soli, bojąc się, że piłka poleci w jej stronę. Więc “A” chcąc odbić, prawie połamała przez nią nogi – jak jej się wtedy wydawało.

“Weź Ty się jeszcze folią bąbelkową owiń! Staniesz jak widły w gnoju i stoisz! Jak się boisz tej piłki to chociaż schodź ludziom z drogi, do jasnej cholery!!” – rzuciła “A”, kręcąc głową.
“B” dość szybko wybiegła z sali, zanosząc się płaczem.

Po zajęciach, kiedy “A” poszła się przebrać zastała inne dziewczyny, pocieszające płaczącą B. “A” przebrała więc szybko koszulkę, rzucając na odchodnym: “Ty się przypadkiem antyperspirantem nie psikaj bo od siedzenia to się jeszcze w życiu nikt nie spocił”

Dziewczyna A, to byłam ja. A zaraz po tej sytuacji, moi rodzice zostali wezwani do szkoły. Uczyłam się dobrze, nie wdawałam się w bójki, nie byłam egzemplarzem kojarzącym się z patologią, co to, to nie. Jednak mój zadziorny charakter, pozostawiał wiele do życzenia. Rodzice słuchali ciągle jednego: “Ona idzie po trupach do celu, musi zrozumieć, że to jest złe. Musi wiedzieć, że nad słabszym trzeba się pochylić, a nie niszczyć ludzi jak kombajn. Inni ludzie mają uczucia, a Ona tego nie rozumie”.

Nie było mi tej dziewczyny w ogóle szkoda, a wręcz byłam wkurwiona, że przez jej płacz wezwali moich rodziców do szkoły. Dopiero po latach zrozumiałam swoje zachowanie – ja w ogóle nie miałam poczucia własnej wartości. W środku byłam zniszczona, moja psychika była zdeptana więc wyżywałam się na Bogu ducha winnej dziewczynie, która po prostu nie lubiła siatkówki. Znajome, prawda?

V.

Hejterzy obrażają kogoś, tylko dlatego, że mają zły dzień. Zupełnie tak, jak ja wtedy.
Obrażają za to, że ktoś inny ma odmienne zdanie/pasje/kolor sukienki/kolor włosów – zupełnie tak, jak ja wtedy.
Obrażają, bo sami są ludźmi nieszczęśliwymi, pełnymi kompleksów bez poczucia własnej wartości – zupełnie tak, jak ja wtedy.

Hejt dotyka nas wszędzie – obgadujące nas koleżanki, osiedlowe plotkary, ludzie w internecie. Każdy głupi, znajdzie dla swojego hejtu wytłumaczenie, że przecież sama się udzielasz na forum (pod forum przyjmijmy co chcemy: TV, prasę,radio,internet,blogi etc.) to mam prawo Cię skrytykować. Dają sobie prawo do tego, żeby obrażać innych za inny ubiór, kolor skóry czy kolor włosów, a jeszcze bezczelnie nazywają to “konstruktywną krytyką”. Przestajemy mieć prawo do tego, żeby robić to, co uważamy za słuszne bo ktoś inny czuje się w obowiązku nas obrazić i “uświadomić” jak bardzo jesteśmy chujowi. Wiele osób rezygnuje z rozwijania swoich pasji, właśnie przez krytykę innych osób.

VI.

Hejt jest fe, nienawiść jest zła, miłość powinna zwyciężać! Hoł hoł hoł! – chciałoby się rzecz, a ja mówię NIE.

Zmianę, zacznijmy od siebie. Dopiero później zbawiajmy i naprawiajmy świat. Podam przykład, który idealnie zobrazuje to, co chcę przekazać:

Czytasz post. Pod postem pojawiają się obrażające autora komentarze. Jest wyzywany od debili,  czy innych ciekawych epitetów. Co robi większość osób?

“Skoro piszesz takie komentarze to sam jesteś chujowy, jak się nie podoba to nara, widzę, że ortografia to jednak dla Ciebie czarna magia. Weź spierdalaj” – w odruchu szczerości, napisze tak wiele osób. Obrona?

“No, ale ja wyzywałam w dobrej wierze! Broniłam autora, który pisał mądrze!”

Nie, drodzy Państwo. Tak szerzy się hejt. I ten hejt zatrzymamy, jeśli zmianę zaczniemy od siebie. Jeśli na zło, będziemy odpowiadać dobrem – jakkolwiek patetycznie to brzmi.

To od nas samych zależy, czy wygra światło czy mrok. Czy wygra uśmiech czy ciągły, zalewający nas syf złych ludzi. Ale zanim zaczniemy zmieniać rząd, robić reformy i wyrzucać z sejmu połowę osób bo są “głupimi krowami i mają wypierdalać”, zacznijmy proszę od siebie bo to jak w większości wypowiadamy się po tragedii, która miała miejsce, idealnie świadczy, że z dobrem to nie mamy za dużo wspólnego prócz hasztagu “#muremZaOwsiakiem”.

VII.

Tak, jestem murem za Panem Jurkiem. Ale rozumiem i szanuję decyzję, którą podjął.
NIE, nie wyobrażam sobie Orkiestry bez niego, ale Pan Jurek tego nie przeczyta i nie stwierdzi “dobra, Torpeda napisała wracaj to wracam!”.

Myślę, że najbardziej pomożemy jemu/sobie, a przede wszystkim, NAM, kiedy zrozumiemy, że zmianę całego świata – zaczyna się od siebie.

 

✌️

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

28 Responses

  1. Torpeda jak Ciebie nie kochać, no jak?
    Fragment dotyczący bloga – strzał w dychę.
    Założyłam blog, to było moje marzenie. Pierwszy wpis ukazał się na głównej stronie onet.
    Nie wiedziałam, że może się tam pojawić. W szoku byłam, jak zobaczyłam ile ma odsłon. Myślałam, że to jakiś błąd. Pod postem jeden komentarz. Zrównana z ziemią, zwyczajnie usunęłam blog.

  2. Jesteś Wielka. Nie zmieniaj się,bo nawet to co przeszłaś “stworzyło Ciebie” na teraz. I nie przestawaj być sobą, i tworzyć przede wszystkim, bo jesteś w tym genialna, bo jesteś autentyczna😊

  3. Torpedo dziękuję Ci za ten wpis. Po prostu dziękuję. Ja w szkole byłam zawsze po tej stronie B, zawsze wysmiewana dla sportu. I w dorosłym życiu to się odwróciło, w ramach obrony zaczęłam być stroną A. Było tak bardzo długo. A potem pojawiły się dzieci. Jak patrzę teraz na moich synów to wiem, że nie mogę być taka. Muszę być dobra, pozbyć się starych koszmarów żeby wychowywać ich na dobrych i ciepłych ludzi, na wspaniałych partnerów i ojców. Przykład idzie z góry. Dziękuję Ci naprawdę za ten wpis, dla mnie dużo uświadomił, te kilka minut w których go czytałam sporo mi poukladalo.

  4. A najlepsze jest to,że to wszystko pod hasłem” O co Ci chodzi,przecież jestem szczery/a to chyba dobrze.” Często jest tak,że tacy ludzie nie wiedzą że robią źle bo sami tak byli od dzieciństwa traktowani. A niektórym po prostu sprawia przyjemność jak komuś dowalą. Ci bardziej odważni robią to w realu a Ci mniej w internecie. Jedyny sposób to na hejt odpowiadać dobrem, bo wtedy wytrącamy hejterowi broń z ręki. Jesteś bardzo mądrą i zabawną babką. Pozdrowionka.☺

    • Mi to sprawiało przyjemność, jeśli mam być szczera. W ogóle nie widziałam w tym swoich błędów, bo czułam się w OBOWIĄZKU, poinformowania koleżanki, że nie nadaje się do niczego. Problem polega na tym, że ja miałam lat “naście”, a teraz widzę ogrom ludzi dorosłych, którzy zachowują się podobnie i W OGÓLE nie zdają sobie sprawy z tego, że to Oni mają problem.

  5. Siedzę. Jest 3:34. W radiu leci jakaś piosenka, ale jak mnie zapytasz jaka to nie powiem. Bo od dobrych 4 minut w głowie mam siatkówkę. I nie tylko. Tak. Jestem małym wrednym stworkiem. Przy mnie Grinch jest aniołem. Walczę z tym, jest ciężko. Uderzyłaś mnie w twarz. Boli.
    A tak w ogóle Matko Torpedo, to masz przecinki nie w tych miejscach co trzeba. (Wybacz, zboczenie zawodowe) 🙂 ale to bez znaczenia, bo wpis to strzał w dziesiątkę. Trzymajta się.

    • Walcz, warto 🙂 Nie zawsze się da z tym wygrać, ale wtedy można po prostu westchnąć i nie mówić nic. Oczywiście nie mówię, żeby zrezygnować całkowicie z “własnego ja”, ale można je przyciszyć i przekierować w dobrą stronę mocy 😉 Co do przecinków, przyjęłam 😀

  6. DOBRY WIECZÓR.
    MATKATORPEDA.
    PRZECZYTAŁAM WSZYSTKO.PRZESZLAS PRZEZ BÓL I CIERPIENIE.
    SAMA PRZEZ TO PRZECHODZIŁAM.I PRZECHODZĘ. WIEM ŻE JEŚLI UPADNE. TO MUSZĘ SZYBKO PODNIEŚ SIĘ I NIEPODAC SIĘ. DZIĘKUJĘ CI ZA PIĘKNE SŁOWA.
    MIŁEGO WIECZORU DLA CIEBIE..OEAZ DOBRANOC.

  7. Jeden z najlepszych wpisów,sama myślałam o tym wczoraj,że tyle jest nienawiści,ze nie ma szans na poprawę.na tym świecie a potem pomyślałam,ze spróbuje być lepsza najpierw dla ludzi mi najbliższych,dla spotkanych przypadkowo,że nie będę z góry nastawiona bojowo tylko pozytywnie,z uśmiechem.Zacząć od drobnych rzeczy,bo świata nie zbawie to wiadomo ale lepiej dołożyć.mini pozytywną cegiełkę niż nie robić nic.Czasem drobnym gestem dla Nas nic nie znaczącym można wyrządzić wiele zła ale też i dobra. Pozdrawiam serdecznie bo to najlepszy komentarz do obecnej sytuacji,najbardziej na miejscu,najbardziej sensowny i właśnie najlepiej nawołujący do walki z nienawiścią.

  8. Przy pierwszych dwóch “rozdziałach” wiedziałam, że dodam komentarz z własną opinią. Jednak po przeczytaniu późniejszych, no cóż – do dodania nie mam już nic. Idealnie to ujęłaś i w pełni się zgadzam. Tym bardziej, że jeśli chodzi o zdeptaną samoocenę (z którą walczę do dzisiaj) i własne zachowanie ze słowną agresją (to już mi na szczęście przeszło) – mogę się z tym tekstem utożsamić. I myślę, że przeczyta to wiele osób z podobnymi uczuciami co Ja/ Ty.
    Mnie nakłoniłaś do refleksji, oby innych również 🙂
    Torpedo ! Jestem z Tobą 🙂

    • Jakkolwiek to nie zabrzmi, cieszę się, że jest ktoś, kto ma podobne doświadczenia i rozumie, co chcę przekazać. Trzymam kciuki, za zmianę na lepsze. Samoocenę również da się odbudować choć to długi i żmudny proces :*

  9. Opowiem kawał.
    Płynie krokodyl rzeką, widzi małpę siedzącą na pomoście i łowiącą ryby. Myśli, podpłynę do niej i spytam, czy biorą. Jak odpowie że biorą, to powiem, że takiej głupiej małpie to nawet ryby biorą.
    Jak odpowie że nie biorą to powiem, że takiej głupiej małpie nawet ryby nie chcą brać.
    Podpływa, pyta: -Biorą? Na to małpa spojrzała na niego i mówi:- Płyń zielone gó…no!
    Nauczyłam się podobnie reagować czego i wszystkim hejtowanym życzę.

    PS. Wiesz, że ja długo nie wiedziałam co to jest ten hejt? Surfowałam po internecie, czytałam co chciałam przeczytać i nigdy kursorem nie zjeżdżałam niżej na komentarze. Syn mnie uświadomił i od tej pory brwi mi zaczęły się przemieszczać w górę ze zdumienia, że są ludzie którzy mogą pisać podobne bzdury (i do tego rzeczywiście często wątpliwą polszczyzną). Pozdrawiam.

  10. Nasza dzielna Torpeda <3
    Tak trzymaj! Nieważne jak wyglądasz, ja Ciebie kocham za Twoje posty i osobowość! Charakter górą! 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *