Matka Torpeda
Matka Torpeda

Depresja czyli “Daj mi chwilę, nic mi nie jest, potrzebuję tylko chwili”

Depresja staje się jedną z najczęściej występujących chorób. Zapominamy dość często, że może przydarzyć się każdemu z nas. Co robić kiedy dopada właśnie nas? Jak rozpoznać, że mamy do czynienia z depresją?
Jeśli orientujemy się, że przygnębienie, smutek i płacz, zaczyna za bardzo wpływać na nasze codzienne funkcjonowanie, powinien być do sygnał do szukania pomocy.

Depresja czyli “Daj mi chwilę, nic mi nie jest, potrzebuję tylko chwili”

Potrzebujesz jednej chwili, trochę ciszy i spokoju. Bo przecież jesteś po prostu zmęczona i chcesz upaść na łóżko. Żeby na chwilę ktoś zapomniał o Twoim istnieniu, tak jak Ty zapominasz o swoim. Nie wiesz kiedy się zaczęło, może wtedy jak szef kazał zrobić zestawienie, a Ty się zgodziłaś, mimo, że wzięłaś na swoje barki zbyt wiele? Ale musisz pokazać, że dasz radę, musisz udowodnić, że jesteś warta pozostania na stanowisku. Za duża jest kolejka, która czeka na Twój stołek. O bezrobociu ciągle się słyszy więc wolisz dmuchać na zimne i rezygnować ze swojego życia na rzecz pracy. W dodatku te rachunki…

A może to się zaczęło wtedy, kiedy robiłaś obiad nogami, trzymając dzieci na rękach, mówiąc teściowej, że ma wpadać, a Ty bez problemu upieczesz to ciasto? Może to wtedy, kiedy włączyłaś dzieciom bajki i poczułaś się wyrodną matką bo musiałaś ich ogłupić telewizją, żeby posprzątać kibel. Zamiast odmówić teściowej wizyty, wolałaś dać sobie po przysłowiowej dupie i ogarnąć wszystko w pięć minut.

A może wtedy, kiedy po całym dniu, czułaś się wypluta jak koń po Westernie i marzyłaś o masażu, przytuleniu się do męża i zaśnięciu, ale mąż miał wobec Ciebie zupełnie inne plany? Rzuciłaś wtedy krótkie “nie”, pod którym krył się żal, pretensja i brak siły do życia. Bo mąż i tak nie zrozumie głębi Twojego “nie”, dla niego to odmowa, która jest jednoznaczna z tym, że jesteś oschła i nie wiadomo o co Ci chodzi.

Depresja, a może zwykła chandra?

Wolisz nic nikomu nie mówić bo nie chcesz “przesadzać”. Nie chcesz powiedzieć, że nie dajesz sobie rady i powoli uchodzi z Ciebie chęć do życia bo przecież “Kiedyś kobiety pracowały i wychowywały dzieci i było dobrze”. Bo przecież “kiedyś też pracowałam, a jakoś nie zachowywałam się jak biedne dziecko, które nie ma siły”. Zewsząd słyszysz głosy koleżanek/ciotek/matek czy teściowej, że troszeczkę tragizujesz. Nie potrafisz powiedzieć głośno, że w środku coś Ci gnije, coś się psuje, że uśmiech wymuszasz, że chcesz odpocząć i złapać trochę oddechu. Bombardują Cię robokopy, opowiadające o tym, że można wychowywać piątkę dzieci, pracować w polu i jeszcze pracować na etat, a mimo wszystko nie narzekać. Więc wolisz milczeć bo czujesz się nierozumiana.

Nie masz siły. Twoja teflonowa powłoka, która okryła Twoje ciało, powoli zaczyna się niszczyć. Od pierwszego zadrapania, którym był nawał w pracy, przez drugie zadrapanie, którym było wrzeszczące cały dzień dziecko i zmierzły mąż wracający do domu. Kolejnych nawet nie liczysz, gdzieś zgubiłaś rachubę. Po prostu się porysowałaś, od małych zadrapań po całkowitą dewastację powłoki teflonowej.

Może jesteś sama z dziećmi, mąż ciągle pracuje, a Ty opiekujesz się dwójką maluchów i nawet nie masz czasu, żeby pomyśleć kim w ogóle jesteś. To, że jesteś mamą, która zamiast powrotu do pracy wybrała pozostanie z dzieckiem w domu, to wcale nie znaczy, że nie masz prawa być zmęczona i mieć gorszych dni. Zacznij też robić coś dla siebie. Więcej o tym, że warto pamiętać o sobie, a nie zadowalać wszystkich dookoła, przeczytasz we wpisie Czym Ty właściwie jesteś zmęczona?

A Może jesteś kobietą biznesu, która liczy hajs, ale za ten hajs płaci tym, co jest ważne w życiu, a czego czasem nie dostrzegamy? Może przychodzisz wieczorem do pustego mieszkania i zastanawiasz się gdzie popełniłaś błąd? Może po prostu stanęłaś na drodze przy której nie ma drogowskazu i potrzebujesz po prostu pomocnej dłoni?

Objawy depresji

Zaczyna się od niechęci. Przechodzi przez nerwowość, aż w końcu docierasz do ściany, którą chcesz przebić, ale brak Ci siły. Siła zaczęła słabnąć już przy pierwszym etapie, który zbagatelizowałaś. Stwierdziłaś, że to zwykły smutek i minie. To tylko płacz – przecież minie – mówiłaś. A kiedy zaczynasz w głowie liczyć te dni po których miało minąć, okazuje się, że nie minęło. Wręcz przeciwnie –  trwa i trwa, zadomawiając się na dobre i odbierając Ci chęć do życia.

– Za smutkiem i płaczem, czai się utrata dotychczasowych zainteresowań.
– Sukcesy w pracy mogą przestać cieszyć.
– Wszystko, co robiłaś do tej pory może przestać sprawiać Ci przyjemność. 
– Zaburzenia snu: mogłabyś spać cały dzień, a i tak czujesz się wciąż zmęczona i masz ochotę opaść na łóżko.
– Możesz też zorientować się, że budzisz się codziennie np. o czwartej nad ranem, zupełnie bez powodu i nie potrafisz zasnąć ponownie.
– Możesz zauważyć zmianę apetytu – jego wzrost bądź spadek.
– Seks z partnerem, również może okazać się czymś, co już nie sprawia Ci żadnej przyjemności bowiem Twoje libido spadło.
– Możesz również odczuwać ciągłe zmęczenie, wewnętrzny lęk bądź niepokój

… ale możesz też “na zewnątrz” pozostać sobą. Pracować, przyklejać sobie uśmiech i udawać, że jesteś duszą towarzystwa. Możesz wychodzić na spacer, wąchać pierwsze kwitnące tulipany, a w środku sypać się jak domek z kart.
Pamiętaj, jeśli sama czujesz, że coś jest nie tak i Twój smutek to nie jest już TYLKO smutek – powinien być to sygnał do szukania pomocy.

Psychika…

… szczególnie kobieca, jest najczęściej formą żartu – nie wiesz jak wygląda? To wyobraź sobie pootwieranych 452182 kart w przeglądarce i w połowie z nich leci różna muzyka. Śmieszne, dopóki ktoś nie klęknie psychicznie.

Są ludzie, którzy wytrzymują nerwowe tempo pracy – owszem.
Są kobiety, które mają piątkę dzieci i nie narzekają – owszem.
Są związki, które widzą się raz na miesiąc i nie narzekają – owszem…

… ale nie każdy jest zbudowany z tytanu. Nie każdy jest Tobą i nie każdy ma taką samą odporność psychiczną.

Psychika człowieka działa jak mały robaczek, który grzebie i wychodzi z dziurki, by potem znów powrócić w to samo miejsce. Powiedzieć Ci po cichu, że jest beznadziejnie. Dawać sygnały, które zbagatelizujesz, aż w końcu nie wstaniesz rano z łóżka bo wstawanie jest bez sensu. Dziurka robiona przez robaczka się zacznie powiększać, bo bagatelizując objawy nie wpadasz na pomysł, żeby zacząć ją zakopywać. Będziesz więc czekała aż nadejdzie noc bo dni są bez sensu. Twój związek też jest bez sensu, a dzieci tylko krzyczą, żadnej z nich radości czy pociechy. Rodzina jest bez sensu i znajomi też są bez sensu. Życie zaczyna być bez sensu.

Będziesz próbowała zrzucać to na pogodę, na przepracowanie, na zły dzień, ale jeśli skalkulujesz to wszystko, nagle się okazuje, że tych złych dni jest więcej niż dobrych. Nie pamiętasz, kiedy ostatni raz szczerze się śmiałaś. Nie pamiętasz, kiedy się z czegoś cieszyłaś – tak po prostu. Nie pamiętasz kto zgasił Ci to światło, które się w Tobie tliło.

Nie dajmy się zwariować. Nie dajmy innym ludziom prawa do osądu nas samych. To, że Twoja znajoma daje radę z uśmiechem na ustach, nie oznacza, że Ty też musisz. Nie musisz udowadniać wszystkim, że jesteś superwoman z zakręconym lokiem i dopasowaną kiecką, podczas kiedy w środku Ci się sypie wszystko jak domino i na siłę przyklejasz sobie uśmiech. Dajmy sobie prawo, do przeżywania emocji. Dajmy sobie prawo, do tego, żeby się przyznać, że jest chujowo. Że jest nam źle i potrzebujemy wsparcia.

Jak pomóc osobie z depresją?

Wszyscy jesteśmy ważni. Ważne jest, jak się czujemy, co daje nam komfort psychiczny i gdzie jest nasza bezpieczna przystań w której czujemy się najlepiej.  Pozwól sobie na słabość. Pozwól sobie na płacz.  Pozwól sobie na przeżywanie emocji bo może nawet nie zdajesz sobie sprawy z tego, jak bardzo jest to dla Ciebie ważne. 

Jeśli podejrzewasz, że masz styczność z osobą, która może mieć depresję – nie oceniaj! Jeśli czujesz się na tyle zżyty z konkretną osobą to jej pomóż, a nie dowalaj do pieca. Nie musisz uświadamiać, że masz gorzej, a dajesz radę i nie płaczesz po kątach. Po prostu porozmawiaj, wysłuchaj i postaraj się pomóc, takiej osobie.

depresja

 

Żyjemy w czasach, gdzie każdy uważa, że ma prawo do komentowania czyjegoś życia. Nie mamy prawa. Nie mamy prawa oceniać i dobijać. To, że Ty jesteś silny psychicznie, nie oznacza, że druga strona jest taka sama. Być może ona jest krucha jak szklanka, a ma na sobie już kilka rys, które sprawiają, że zaraz pęknie.

Zwracajmy uwagę, co dzieje się z naszymi bliskimi. Być może ktoś powoli płynie na psychiczne dno. Być może ktoś, szuka pomocy pisząc do Ciebie “Co słychać” – pisze od tygodnia, ale nie masz czasu odpisać. Pracujesz.

Depresja – statystki.

Depresja jest jedną z najczęściej występujących chorób. Według ekspertyz WHO, do 2030 roku będzie pierwszą z najpowszechniejszych chorób. Obecnie cierpi na nią 350 mln ludzi, z czego w Polsce aż 1,5 mln. Warto wiedzieć, że depresja dwa razy częściej dotyka kobiet niż mężczyzn. Dane Komendy Głównej Policji z 2016 roku, pokazują, że w roku 2000, liczba prób samobójczych zakończonych zgonem wynosiła: 4947 osób, natomiast w roku 2016 ta liczba to: 5405 osób.
Z czego 4638 osób to mężczyźni, a 767 osób to kobiety.
Próby samobójcze mężczyzn sześć razy częściej niż kobiet, kończą się zgonem.

Być może jakaś Twoja znajoma z pracy zgasła, ale masz to w nosie bo sama walczysz o stanowisko. Co Cię obchodzi inny człowiek? Przecież to jej problem, nie Twój. Smutne czasy nastały, gdzie zamiast serca mamy cyferki i swój nos. Znajdźmy trochę człowieka w człowieku. Postarajmy się o odruch, który powinien być naturalny.

Nie spędzajmy czasu z nosem w telefonie, rozmawiajmy z drugą połówką. Celebrujmy chwilę i wysłuchajmy męża, który chce poopowiadać o rozstawie opon. Widocznie tego potrzebuje, a my czasem naprawdę możemy tego posłuchać. Zwracajmy więcej uwagi na swoich bliskich. Bo czasami, nasza jedna rozmowa, może komuś uratować życie. Bo może ktoś prosił się o rozmowę i nikt nie odpowiadał. Może ktoś właśnie spadł na dno z którego nie potrafił wyjść, ale nikt nie miał dla niego czasu.

Depresja  przyczynia się co roku do 1 mln zgonów, tj. 3800 każdego dnia.

Nie czujmy się gorsi, tylko dlatego, że nie dajemy rady. Mamy do tego prawo. Mamy prawo być słabsi psychicznie i mieć gorszy czas. To NIE powód do wstydu. 

Depresja gdzie szukać pomocy?

Warto pamiętać, że depresja jest chorobą z którą można wygrać, ale to nie znaczy, że nigdy nie powróci. Nawrót depresji może mieć miejsce nawet po kilku latach dobrego samopoczucia. Dlatego, aby walczyć o siebie i wygrać  – trzeba sięgać po pomoc.
Do najczęstszych form leczenia depresji zaliczamy: Psychoterapię oraz leczenie farmakologiczne.

Jeśli wiesz, że potrzebujesz pomocy, ale nie potrafisz sam jej znaleźć, możesz skorzystać z linii wsparcia:

800 70 2222  jest linią całodobową i bezpłatną dla osób dzwoniących. Pod telefonem, mailem i czatem dyżurują psycholodzy Fundacji ITAKA udzielający porad.  ZAWSZE można zadzwonić, napisać maila bądź rozpocząć czat. Nie wstydźmy się szukać pomocy.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

32 Responses

  1. Torpedo A jak wyciągnąć osobę z depresji która w nią wpadła przez chorobę z której nie ma widoków na wyleczenie?Leki są,próby wyciągania z domu również ale jak rozmawiać???Bo pytanie o samopoczucie dzień w dzień kogoś kto ciagle odczuwa fizyczny ból i nijak nie idzie tejże osobie pomóc chyba mija się trochę z celem…

    • Jeśli jesteś znajomym/znajomą i nie dajesz rady wspomóc rozmową to jest moment, gdzie trzeba wdrożyć terapeutę. Nie zawsze niestety jesteśmy w stanie pomóc sami, dlatego jeśli nie dajmy rady to warto poszukać specjalisty. Są dostępni nawet również na NFZ 🙂

  2. Kochana Torpedko,tu i teraz chcę Ci bardzo podziękować za Twój czas,za te chwile poświęcone ,za odpowiedzi,za to że mogłam Ci dupe pozawracać .:********

    A przy okazji,dołączam się,jak ktoś potrzebuje wylać z siebie a nie chce znajomym osobom,bo czasem obcemu łatwiej to autorka tegoż wpisu posiada mojego maila.

  3. Urodziłam córkę w styczniu, czuje się niechciana, niepotrzebna, nie kochana. Wszystko mnie denerwuje, mogłabym usiąść w ciemnym pokoju i z niego nie wychodzić. Czuje się jakbym została sama na świecie, chociaż w sumie to mogłoby mnie nie być. Nikt by nie zauważył.
    Życie mnie chyba przerosło…

    • Wiesz, że może to być depresja poporodowa? Jeśli masz ochotę możesz napisać do mnie wiadomość bądź maila. Jeśli wolisz zostać anonimowa, zadzwoń pod numer podany we wpisie. Tylko daj sobie pomóc, walcz o siebie i nie myśl, że to co czujesz to “nic takiego”. Jesteś mamą, walcz! <3

    • Też myślę, że to może być depresja poporodowa. Wcale nie taka rzadka. I warto może skorzystać z profesjonalnej pomocy, może nawet leków. Trzeba sobie uświadomić, że czasem depresja nie wynika z problemów, ale ze zmian w organizmie (często właśnie po porodzie). A leki mają za zadanie podwyższyć poziom hormonów odpowiedzialnych za lepsze samopoczucie. A trudności i problemy tylko spotęgują obecną sytuację. Warto pójść do psychologa lub porozmawiać z kimkolwiek o tym (chociażby właśnie z Matką Torpedą, która się zaoferowała). Każdy problem ma jakąś przyczynę – jedne wynikają z głębokich problemów, trudnych sytuacji w życiu, a inne zwyczajnie ze zmian w organizmie. I na pojawienie się jednych i drugich nie mamy wpływu. Ale mamy wpływ na to, by z nimi walczyć:)

        • Ja niepotrafie rozmawiać o swoich problemach, wszystko co mnie gryzie zostawiam dla siebie od zawsze.
          Przeraża mnie fakt że ktoś mógłby sie dowiedzieć że tak naprawdę wszystko jest nie takie na jakie wygląda.

          Wolę udawać że jest ok. Tak mi lepiej.

          Wiem że to nie jest dobre, już w dzieciństwie miałam ekscesy z żyletkami gdy problemów było za dużo.

          Ale ja naprawdę niepotrafie się otworzyć, nie chce pokazać że jestem słaba.

          • Widocznie nie znalazłaś do tej pory osoby, która by Ci podała klucz do otworzenia samej siebie. Bo nikt nie biega i nie rozmawia o swoim życiu, ze wszystkimi dookoła. A jeśli nawet nie potrafisz porozmawiać z bardzo bliskimi osobami, może spróbuj właśnie z numerem podanym w moim wpisie? Albo skontaktuj się dobrym psychologiem bądź psychoterapeutą w Twojej okolicy?

            WALCZ O SIEBIE!!!!

  4. Świetny tekst. Prosty i trafiający w sedno, a jednocześnie nie uogólniający. Mam partnerkę, która walczyła z problemami psychicznymi. Sam również z nimi walczyłem. I nie wiem co trudniejsze – walka z tymi problemami, czy wspieranie drugiej osoby. Niemniej najważniejsze jest zrozumienie, co się dzieje (czy z nami, czy też z drugą osobą). Tylko wtedy można pomóc sobie wzajemnie. I powtórzę to, co napisałem już na fb – najważniejsza jest ROZMOWA. Szczera rozmowa o wszystkim to prawdziwa wartość w związku. Często trudna. Często bolesna. Ale zawsze potrzebna.

    • Chyba nic bym nie dodała i nic nie ujęła od Twojego komentarza. To jest właśnie to, że rozmowa jest najważniejsza, a z drugiej strony nawet jeśli nie potrafimy zrozumieć drugiej osoby to warto próbować. Jeśli mimo prób się nie udaje to wtedy najlepiej skontaktować ze specjalistą. Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku?

      • Ciężko powiedzieć, że jest w porządku… Moja partnerka świetnie sobie poradziła z problemami, które miała – z pomocą psychologa, ale głównie swoją siłą, wysoką samooceną i świadomością tego, co się dzieje i co należy zmienić. I jestem z niej ogromnie dumny. Ja cały czas walczę ze swoimi problemami. I żałuję, że od początku nie korzystam z pomocy psychologów w pełni, tylko za dużo próbuję sam. Dlatego też każdemu radzę korzystać z takiej pomocy – to nie jest wstyd, to nie jest oznaka słabości. To właśnie oznaka siły i świadomości, że potrzebujemy pomocy i że naprawdę chcemy coś zmienić. Niestety te moje problemy odbijają się na związku, który momentami wisiał już na włosku, który był “kończony” też wiele razy, ale oboje nie chcemy rezygnować. Przede wszystkim dlatego, że moja partnerka wierzy cały czas we mnie. Wiem jednak jedno – muszę walczyć i zmienić pewne rzeczy w sobie. Nie dla Niej. Nie dla związku. Dla siebie. Bo jeżeli zrobię to dla siebie, to motywację zawsze znajdę w sobie. Nie będę musiał jej szukać na zewnątrz. A konsekwencje… dla związku i dla Niej będą tak samo pozytywne. Dlatego NIGDY nie dokonujmy zmian, nie walczmy o siebie dla kogoś. Róbmy to dla siebie, bo i tak korzyści dla drugiej osoby będą takie same. Natomiast my zyskamy coś bardzo ważnego – motywację wypływającą z nas samych, które nie zburzą czynniki z zewnątrz, które zawsze mogą się zmienić.

        • Chyba nic bardziej mądrego i świadomego dawno nie czytałam, serio. Życzę Ci duuużo siły i wiary w siebie, życzę abyś odzyskał swoje “JA”, ktore siedzi w środku i puka sobie cichutko. Fajnie, że jesteś takim facetem, który zagląda wgłąb siebie i nie boi się tego mówić głośno. Powodzenia!

          • Dziękuję. Nawet od psychologów słyszałem, że jestem bardzo świadomy siebie i tego, co się ze mną dzieje. Bo wiele godzin poświęca się właśnie na to, aby druga osoba zrozumiała swoje problemy. A ja mimo swojej świadomości i tak jeszcze wiele dowiedziałem się z tych spotkań. I mimo, że łatwo mi się pisze – to mówić o tym było mi bardzo ciężko. Dlatego niech nikt się też nie zraża tym, że ciężko mu mówić o swoich problemach, czy o sobie. Bo prawie nikomu to łatwo nie przychodzi. A walka… walka jest trudna. Nawet mając ogromną świadomość siebie. I trzeba zaznaczyć, że nawet terapie i leki mogą nie pomóc, jeśli to człowiek nie wykona lwiej części – rozmawiając o sobie i wprowadzając powoli zmiany do życia. Bardzo często “wbrew sobie”. Bo ‘własne ja’ często broni się przed zmianami. Wszak tacy jesteśmy i teraz mamy stać się inni? Tak, mamy stać się inni. Lepsi:) By samemu ze sobą żyło się lepiej i łatwiej. I by zawalczyć o to swoje szczęście:) Mnie czeka jeszcze wiele walki ze sobą, podejrzewam, że do końca życia z pewnymi sprawami. Ale to właśnie dzięki mojej partnerce i godzinnym rozmowom do rana otworzyły mi się oczy na moje życie i na siebie. A potem już pomoc psychologów. I dlatego właśnie ROZMOWA o sobie z drugą osobą – prosto z głębi duszy, czasem pogmatwanej i schowanej w czeluściach ciemności – jest pierwszym krokiem, by sobie pomóc.

  5. Dziękuję za ten wpis. Chyba właśnie zdałam sobie sprawę, że czas się skontaktować ze specjalistą bo to nie jest tylko zły dzień/tydzień/miesiąc…

  6. Z wiadomych powodów tu a nie na fb.
    Masz zupełną rację odnośnie konstruktywnej krytyki a zwykłym zbydlęceniem.
    Ja nie jestem w stanie zrozumieć tego co siedzi w głowie takich “ludzi”. Plują jadem na wszystko i wszystkich. Nie ma dla nich żadnej świętości,żadnych granic,nic.
    Od pewnego czasu staram się omijać komentarze bo normalnie nie da się tego czytać.
    I to nie tylko jeśli zdarzy się tragedia,ktoś umiera bo był chory,bo był wypadek ale nawet jeśli coś się komuś udało,dobrze zakończyło.
    Opisywana przez Ciebie sytuacja to był wpadek.Ale nikogo z komentujących tam nie było,nie widzieli,nie słyszeli.A gdybanie nie pomoże,wręcz może zaszkodzić.Nikomu nie można zabronić własnych odczuć po takiej informacji,chwili pomyślenia “jak ja bym zachowała się “,może zabrałabym całą czeladkę ze sobą,może też bym zaufała najstarszemu że dopilnuje.
    Faktem jest że miejsce niedozwolone (jak całe mnóstwo innych akwenów a też się kąpią),że był zakaz i że niestety dzieci nie żyją.
    Obojętne co było przyczyną- ta kobieta traume będzie miała do końca życia. I teraz najbardziej czego potrzebuje to wsparcia a nie wytykania.Inaczej by sytuacja wyglądała gdyby zrobiła to z premedytacją.
    teraz pomyśleć o tym pijaku co przejechał swoją córkę i zabił na miejscu jej koleżankę.Dwie tragedie różne od siebie.Skoro tu taki hejt na matkę to co powinno czekać tego faceta?

  7. A najgorsze jest to,że raz posypane psych nigdy już nie będzie takie trwałe.To tak jak z pękniętą filiżanką.Dopóki jest cała to lej w nią jak w morze-wrzątek,zimne,letnie,do połowy,po brzeg- jak chcesz.
    Jak raz pęknie to nie znasz dnia ni godziny,choćbyś skleiła najmocniejszym klejem to już nie będzie taka wytrzymała.
    Czasem jest tak,że ktoś szuka pomocy,między bliskimi. Bo czuje że coś szwankuje,zacina się a przecież tak nie było. I słyszy “skończ się ze sobą pierdolić to zaraz poczujesz się lepiej”.I zacinasz się coraz mocniej ale już nie szukasz.Bo po co?
    Albo inaczej-znajdujesz pomoc,jakiegoś dyplomowanego “dr”i słyszysz”należy się od tego odciąć i żyć dalej”.Spoko,tylko jak?

    Przez lata nauczono się ,że o psychice się nie rozmawia,pomija jakby nie istniała.Mało do kogo tak naprawdę dociera,że depresja,przemęczenie psychiczne jest prawdziwym problemem- to nie ząb że wyrwie się i przestanie jebać.Nawet jeśli chodzi ktoś na terapie i ma ona jakieś pozytywy to wcale nie powiedziane że to takie przyklepanie problemu.Bo na twarzy uśmiech a w środku tonowy głaz.

  8. Bardzo spodobał mi się wpis. Zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś i mam nadzieję, że niektórym ludziom otworzą się oczy. Tyle że, czasami taka osoba, która podświadomie woła o pomoc, zakłada maskę i nie zawsze człowiek zauważy, że coś jest nie tak. Są też osoby, które nie chcą pomocy, które twierdzą, że na nią nie zasługują. I są przede wszystkim też osoby, które wyolbrzymią czyjś problem i pogrążą to jeszcze bardziej.

    • Bo to jest cienka linia i cienka granica. Z tą maską to masz całkowitą rację. Jest wiele osób, które nie chcą pokazać, że jest źle. Bo wszyscy dają radę. Bycie słabym jest czymś gorszym w dzisiejszych czasach. Nie można pokazać, że się nie ogarnia. A to jest chore bo chodzi o nasze zdrowie. O komfort naszego życia, psychiczny komfort.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *