Matka Torpeda
Matka Torpeda

Czyj to domek ?

Gdybyście sięgnęli pamięcią wstecz, to kiedy dowiedzieliście się kim był, dajmy na to Vincent van Gogh? Daję sobie głowę uciąć, bo przecież, że nie ucho, że dowiedzieliście się gdzieś w ostatniej klasie szkoły podstawowej. Jednym uchem Wam wleciało, a drugim wyleciało. Tylko no właśnie, tylko te ucho nieszczęsne w pamięci zostało.

“Czyj to domek?” To opowieść o chłopcu, który przypadkowo trafił do czyjegoś domu. Obiecał sobie, że nie wyjdzie z niego. Dopóki nie dowie się, kto tam mieszka. Co podpowiadała mu wyobraźnia i czy rozwiązał zagadkę?

czyj to domek?

Pokaż dziecku sztukę trochę wcześniej, trochę inaczej…

Bo większość z nas, dowiadywała się o znanych nazwiskach gdzieś na lekcji sztuki w podstawówce. Ale często, nie wynosiliśmy z tych lekcji nic, poza zadaniem domowym i faktem, że  Vincent van Gogh, to ten co sobie ucho odciął, a Chopin to ten koleś ze śmieszą fryzurą.

A teraz wyobraźcie sobie, że jako rodzic czyli osoba dorosła i świadoma, zamiast czytać dziecku setny raz bajkę o trzech świnkach, czytasz mu bajkę zabierającą dziecko w podróż po świecie sztuki. Pewnie większość z Was zareaguje słowem: „No super, już widzę jak mój syn chce słuchać o sztuce”.

Nauka przez zabawę.

Dzieci chłoną nasze zachowanie jak gąbka. Dzieci nas naśladują, a jednocześnie kochają swoją odrębność i walczą o autonomię. Wszystko, czego nauczyłam mojego syna – uczyłam przez zabawę. Kolory, liczenie do dziesięciu, nazwy poszczególnych warzyw czy owoców. Dzięki temu, syn miał radochę, a jednocześnie nabywał nowe umiejętności. Dlatego jeśli mam okazję, nauczyć go czegoś innego, czegoś, czego być może liźnie dopiero w podstawówce, a ja mogę mu to podsunąć metodą prób i błędów podczas zabawy to, czemu nie? Jestem rodzicem, więc jestem również od tego aby pokazać mojemu dziecku to, co jest piękne i co zachwyca cały świat. To zupełnie tak, jak z piosenką Louisa Armstronga “What a Wonderful World”, słuchając jej za każdym razem, zachwycam się na nowo światem, zupełnie, jakbym dopiero pierwszy raz otworzyła oczy. I jeśli mam możliwość aby pokazać synowi inny wymiar czucia oraz przeżywania, to będę to robić. Będę próbować.

Jak wiecie i jak nie trudno zgadnąć, uwielbiam czytać i pisać. Kocham poezję Szymborskiej oraz jako jedna z nielicznych, zachwycałam się Zbrodnią i karą, Dostojewskiego. Byłabym szczęśliwa, gdyby mój syn, załapał ode mnie choć kroplę tej miłości, a jeśli jednak zdecyduje się iść w ślady ojca i będzie wolał grzebać przy samochodach, słuchając pracy silnika – też będzie dobrze…

Mamo, tato, nie chcę Twoich rad, pójdę swoją drogą!

Jeśli takie słowa kiedyś usłyszę, to najpierw włożę swoje zęby, które będą pływać w szklance, a później się zastanowię. Zastanowię się czy zrobiłam wszystko aby liznął świata. Czy dałam mu wszystko, to co chciałam dać? Czy przekazałam mu o świecie wszystko to, co chciałam mu przekazać? Jeśli kiedyś mi powie: “Mamo, nie kumam Twojego pisania. Nie umiem tego przeżywać i interpretować bo wolę słuchać świstu turbiny”

to chciałabym, żeby wiedział i pamiętał, że Vincent van Gogh to nie tylko „facet, który odciął sobie ucho”. Że kiedyś, bardzo dawno temu, mama pokazała mu taką książkę, która była strasznie fajna, a ilustracje do tej książki stworzył właśnie Vincent van Gogh. Żeby sobie Młodzież moja przypomniała, że mama kiedyś próbowała. 

chciałabym, żeby wiedział, że słynne „Słoneczniki” to tak naprawdę „Martwa natura: wazon z piętnastoma słonecznikami”, żeby nie szedł na skróty. Żeby wybrał drogę na skróty, dopiero wtedy, kiedy pozna całą drogę i stwierdzi, że woli pójść szybciej bo go to nie zachwyca.

chciałabym, żeby pamiętał, że mama kiedyś tłumaczyła mu, że obraz jednej pary butów to tak naprawdę nasza wewnętrzna interpretacja, a o jej słuszności nie dowiemy się nigdy. I, że jedynka z języka polskiego za złą interpretację to wcale nie jest zła ocena. Bo każdy ma inną duszę, każdy interpretuje wszystko inaczej. Każdy z nas, patrząc w obraz “jednej pary butów” Vincenta Van Gogha, z pewnością pomyśli coś innego i przypisze temu inną symbolikę. I to jest dobre, fajnie i potrzebne.

chciałabym, po prostu stworzyć, choć nie, chciałabym po prostu ulepić człowieka myślącego. Chłonącego. Próbującego. Odkrywającego świat, nawet jeśli niektóre dziedziny świata mu się po prostu nie spodobają. Chciałabym, żeby mimo wszystko próbował i chciał.

Książka z serii „Malarze dzieciom” czyli Czyj to domek? autorstwa Agnieszki Starok.

czyj to domek

To opowieść w której tłem są obrazy Vincenta van Gogha. Idealna pozycja, na pierwsze spotkanie dziecka ze sztuką. Dziecko może zacząć identyfikować się z bohaterami, wyrabiać w sobie poczucie estetyki bądź wysłuchać historii i zachwycić się obrazami. Książka, skierowana jest dla dzieci w wieku 2-7 lat.

Vincent van Gogh czyli co nam rodzicom, przypomina Agnieszka Starok z wydawnictwa Tekturka?

Nie wiem co przypomni Wam, ale mi przypomniała, że Vincent, był jednym z najbardziej niedocenianych malarzy za życia. Aktualnie, jego prace należą do najdroższych prac malarskich na świecie. Czy jest w ogóle ktoś, kto nie kojarzy tego nazwiska? Kojarzą wszyscy, a jakże! Szkoda tylko, że wciąż kojarzą go z obciętym uchem, a nie z fantastycznymi dziełami, które stworzył.

Mojego Syna, Agnieszka Starok, zabrała w świat dzieł najwybitniejszego malarza. Dzięki pomyśle Agnieszki, na stworzenie historii dla dzieci, ilustrowanej dziełami wybitnego malarza, miałam okazję pokazać synowi już teraz, coś, co być może utkwi mu w pamięci i zostanie z nim na zawsze. Mam nadzieję, że dzięki tej książce i uśmiechowi, który nam towarzyszył, mój syn, będąc kiedyś w szkole, rzuci hasłem, że Vincent van Gogh to nie tylko Pan od obciętego ucha.

Ale czy moje dziecko tego naprawdę potrzebuje?

Na to pytanie, musi odpowiedzieć sobie każdy rodzic. Każdy pewnie odpowie inaczej. Dla jednych to będzie strata pieniędzy i czasu bo przecież „ktoś o Vincencie wspomni w szkole, przez minutę”, a dla drugich będzie to idealna okazja, żeby spróbować pokazać dziecku coś innego. Coś, co być może zachwyci tego małego człowieka.

Tak jak kiedyś powiedziałam, wchodzę w akcje pod którymi faktycznie mogę się podpisać. A jeśli w grę wchodzi sztuka i rozwój mojego syna poprzez zabawę, to nie ma dla mnie nic lepszego. I do takich książek mam zamiar wracać, tak jak do ulubionych bajek mojego syna. Po to, żeby znów zapytać: „Hej, a jak myślisz? Czyj to domek?”

czyj to domek

Ja się podpisuję, ja polecam, ja czytam. A jeśli macie ochotę spróbować, to ponownie Wydawnictwo Tekturka, na hasło: matkatorpeda, daje Wam 10% rabatu na wszystkie książki

Pamiętajmy, że dziecko lubiące czytanie książek, to dorosły lubiący myśleć.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

2 Responses

  1. Bardzo mnie zaciekawiłaś! Myślę, że to super pomysł na prezent dla dziecka (przynajmniej mam pewność, że książeczka się nie powtórzy).
    Dzięki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *