Matka Torpeda
Matka Torpeda

Poradnik: jak zostać typowym Januszem na wakacjach.

“Typowy Janusz”  czyli powszechnie wszystkim znany typ. Generalnie memy o Januszu to są klasyką polskiego internetu i nie wiem czy jest ktoś, kto w ogóle nigdy żadnego mema z Januszem w roli głównej nie widział. 

Poradnik: jak zostać typowym Januszem na wakacjach.

Tekst napisałam będąc w Budapeszcie i obserwując ten typ osobowości. Możecie to potraktować z przymrużeniem oka, ale większość tych sytuacji wydarzyła się naprawdę.  Najgorsze jest to, że człowiek w internecie się z tego podśmiewa, przytakuje na memy z wąsatym Panem, a jak już spotka taką personę na żywo to nagle nie może się nadziwić, że tacy ludzie naprawdę istnieją. Że oto nagle przed nami, stoi uosobienie, wszystkich tych internetowych podśmiechujek. 

Jestem sobie Polak mały, mam skarpety i sandały.

Jak powszechnie wiadomo, Typowy Janusz ma swój szanujący się zestaw. Co, jak co, ale kilka poniższych warunków spełniać musi: 

– Sandały, a jakże. No jak bez sandałów? Nie da się bez.
– Skarpety po kolana. Najlepiej z froty. Bo jak to sandały bez skarpet? Toż to profanacja!
– Reklamówka z biedry albo nie daj Bóg, z nieistniejącego od 2007 roku, sklepu “PLUS”. Reklamówkę może zastąpić tzw. “męska szaszetka” 
– Wąs na którym zostają kawałki salcesonu oraz ogórka małosolnego. Bo jak wiadomo barber to wciąż dla niektórych wymysł szatana
– Wiecznie niezadowolona bądź podejrzliwa mina.

typowy janusz

Polak wiecznie niezadowolony.

Generalnie panuje o polakach takie przekonanie, że zawsze jesteśmy niezadowoleni. Kłóciłam się z tym, jakoś mi to nie pasowało, ale faktycznie wyjeżdżając za granicę, doszło do mnie, że coś w tym jest.

Żarcie w hotelu za drogie/niedobre/nie polskie/nie takie jak ma być. Hotel jakiś taki nijaki, a w internetach to polecali, ludzie w ogóle gustu nie mają. Łóżko niewygodne, w pokoju zimno przez wymysł szatana zwany klimatyzacją. Pokrętła od klimatyzacji nie rusza bo jeszcze “co zepsuje i bedzie”. 

“Oliwki?! Grażynka, przecie to wygląda jak bobki od zajęcy, co to My z nich pasztet na święta robim.”

Oczywiście każde swoje niezadowolenie, głośno manifestuje. Wszyscy powinni być świadomi przeszkód, jakie mu stanęły na drodze do wypoczynku, który mu się należy. 

Typowy Janusz szanuje jedynie swoją żonę Grażynkę, kaszankę, polską wódkę i kiełbę z gryla.

Odkładał cały rok na all inclusive albo skorzystał z last minute – nie istotne. Wybrał się co prawda za granicę, ale w swojej podręcznej jednorazówce, ma zapas konserw z biedronki, ogórki małosolne i salceson. Nie będzie jadł zagranicznego żarcia bo z pewnością go po tym “pogoni”, a on za kibel na plaży nie będzie płacił.

Nie nęci go kosztowanie smaków zagranicznych bo: “bułek się nakupi, salceson mamy w torbie i od razu człowiek się poczuje jak w domu.” Do bułki wiadomo, ogór małosolny, które mu umałosolniła jego umiłowana, ślubna Grażynka. Tak więc, nie ma tutaj mowy o tym, aby poznać miłego Koreańczyka napotkanego w windzie, a już co gorsza zjeść z nim na śniadanie oliwki i zagryźć to arbuzem. To takie nie polskie, a wiadomo przecież, że od Janusza to nic bardziej polskiego nie znajdziesz. W dodatku w hotelowym barku, mają jedynie niskoprocentowy alkohol, co już jest szczytem wakacyjnego absurdu. Na hasło obsługi hotelowej “może wody?”, usłyszysz, że w wodzie to się ryby pierdolo.

Typowy Janusz: Pozwiedzać to sobie można Licheń albo Częstochowę, a nie stare miasto. Przecież w każdym mieście znajdziesz jakieś stare miasto.

Za namową żony Grażynki umiłowanej od 20 lat, która mu umałosalnia jego ulubione ogórki,  spaceruje uliczkami. Zwiedza rynek, stare miasto i pobliskie plaże. Niezadowolony Janusz w swoim nieodłącznym zestawie do “zwiedzania” ma zawsze loda świderka, który mu kapie na flanelową koszulę, całkiem nową, co to sobie zaraz po ślubie kupił.

Tak w ogóle, to On nie po to, zapłacił tyle pieniędzy za wczasy, żeby teraz chodzić i oglądać zawalające się budynki. Żadne szlaki architektury do szczęścia mu potrzebne nie są, rejs promem również. No chyba, że na promie podają lane piwo, wtedy to już inna rozmowa.

Typowy Janusz: jedz bo zapłacone!

Nieśmiało od siebie dodam, że jest to mój hit, bezapelacyjnie. Ilekroć to słyszę albo zauważam to nawet nie kryję śmiechu. I nie, nie chodzi tutaj o pakowanie jedzenia na wynos.
Typowy Janusz w hotelowej restauracji zje wszystko, choćby miał to zaraz zwrócić na stół. Zapłacił to je. Nie daj Bóg, żona Grażyna, umiłowana od tylu lat, zostawi jedzenie na talerzu. Janusz albo wciśnie między swój obiad albo poprosi o zapakowanie. 

No chyba, że mu powiedzą, że za opakowanie trzeba zapłacić. Wtedy wciśnie. Bo wielki piwny brzuch Janusz to nigdy nie jest efekt piwska. Zawsze to wina żony Grażynki, która nie dojada i On rozumiecie, musi to po niej z tego talerza sprzątać.

Z hotelowego pokoju zabiera mydełka, szamponiki, chusteczki nawilżane, a także czepki na głowę. Wszystko dlatego, że zapłacone, wiadomo. Aha, klapki kąpielowe również bierze – przywiezie szwagrowi jako pamiątkę z wakacji.

Stereotypy o Polakach nie biorą się znikąd.

Od zawsze walczyłam ze stereotypami dotyczącymi Polaków. Nie każdy łysy to od razu bandzior. Nie każdy Polak to alkoholik. Nie każde niemieckie auto znajdzie się na Polskich drogach. Nie no dobra, jednak z tym ostatnim to mnie poniosło.

O tyle o ile w Polsce nie zwracam uwagi na takich ludzi bo jest ich mnóstwo, tak za granicą rzucają się w oczy. Szczególnie jeśli mieszkasz z nimi w jednym hotelu, wjeżdżasz jedną windą i w hotelowym holu słyszysz ciągle jego pretensje kierowane w stronę obsługi.

Bo najdłużej musi czekać na jedzenie, a zapłacone. Bo kawa za mała, jak na jego potrzeby. Alkohol za słaby, w Polsce mamy mocniejszy. Zupełnie jakby tylko On był pępkiem świata, któremu każdy musi dogadzać. Tylko On przecież zapłacił za pobyt w hotelu, cała reszta gości ma za darmo.

Polacy sami pracują na stereotypy o sobie.

Bo czy naprawdę nie możemy zacząć cieszyć się życiem? Akceptować inność, różnorodność oraz inne kultury czy religie? Czy naprawdę musimy wciąż reprezentować sobą ograniczenie umysłowe mówiące, że tylko to, co znamy jest dobre?

Osobiście uważam, że Polacy tylko dlatego prezentują często takie zachowanie bo nie akceptują sami siebie i przede wszystkim sami siebie nie lubią. A brak akceptacji swojej osoby wiąże się z kompleksami, które przerzucamy w formie niezadowolenia na innych ludzi.

Wystarczy zacząć akceptować tę osobę, którą mamy w środku. Wewnętrzne “Ja”, a wszystko nagle nabierze innego wymiaru. Nagle zorientujemy się jak piękna jest architektura innego kraju, jak piękny może być zachód słońca nad innym morzem i jak fajnie jest się pośmiać z człowiekiem, który mówi do nas w innym języku.


Wpis ma charakter humorystyczny. Nie miał na celu nikogo urazić ani obrazić. Mam więc nadzieję, że tak go odebrałeś/łaś. Jeśli masz coś do dodania, śmiało zapraszam Cię do reagowania w komentarzach.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

22 Responses

  1. Rozbawiłaś mnie do łez! Zwłaszcza z tym zapłaconym 😉 nie raz widziałam jak ktoś pakuje plaster sera i piątkę z chleba w serwetki bo ze śniadania zostało 😉 ” a resztki z obiadu prosze zapakować to dla psa będzie”… taaaa dla psa 🙂 w tym roku Janusza jeszcze nie spotkałam bo odpoczywamy z dala od ludzi ale w swoim życiu już się naoglądałam 🙂 a japonki i skarpety to hit tych wakacji!!! A co! 🙂

    • Monika, nie żeby coś tego, ale ja też często dla psa biorę. Boże – jestem Typową Grażyną? :DDD
      Japonki i skarpety?! JAK?! ja się pytam – JAK!

  2. Iksina, a nie możecie zorganizować sobie takiego wyjazdu indywidualnie?
    My tak jeździmy do Turcji. Jedzenie jest tanie, przejazd superluksusowymi autokarami praktycznie darmo (700km za ok. 65PLN), ludzie niesamowicie życzliwi, ciepli, no i co najważniejsze, poznajesz kraj od środka a nie z perspektywy hotelowego okna.
    Na szczęście NIGDY jeszcze nie spotkaliśmy legendarnych Janusza i Haliny 😀
    Buziam cieplutko

  3. Iksina…
    po pierwsze – pisz że częściej no! Ileż można czekać:D Twoje posty są dla mnie taką odskocznią od życia codziennego, nieraz jak siedzę w pracy/w domu/w poczekalni i widzę – jest nowy post – to mam te 5 min tylko dla siebie, choćby świat się walił, ja się wyłączam i czytam .Chwila relaxu każdemu się należy!
    Po drugie….tak to już jest z tymi Januszami.Nieraz spotykamy ludzi o których zawsze myślało się, że istnieją tylko na filmach/w kreskówkach/ Tak groteskowi że aż! I człowiek aż się zastanawia na poważnie, jak można być takim…no takim śmiesznym ze swoim myśleniem! A jednak!

    Buziaki :*
    PS. z tym pisaniem – nie bierz do siebie, ja rozumiem że każdy zapracowany, zalatany i wogóle! Tak sobię tylko marudzę;) Pozdrawiam!

    • Ogromnie dziękuję za miłe słowa 😉
      Do tej pory mijałam ogrom “Typowych”, ale nie zwracałam na to uwagi. Teraz zderzyłam się z rzeczywistością 😛

      Całuję, wpadaj częściej ;*

  4. Oooooooo,istnieje,istnieje.
    Wersja damska też 😀
    A powiem Ci na uszko,że Typowemu nie tylko pod palmami słoneczko przypieka,wystarczy że wystawi swoje ogromne brzuszysko w “hawajskich majtasach” poza własne podwórko.Bo 200 metrów od domu to już pies inaczej szczeka,inna baba w spożywczaku,ulubionego piwa nie ma w lodówce – a uj z tym ,że ten sikacz nie jest w ŻADNEJ lodówce,pani “Marysia” jemu chłodziła SPECJALNIE.
    Normalnie nic,tylko zaprosić takiego na grilla i podać zeszłoroczne kiełbaski z takim ślicznym zielonym blaskiem 😀

    • Daj spokój czasami to nie dogodzisz choćby nie wiem co. Rozumiem, że coś nie przypasuje, ale żeby łazić i każdemu to pokazywać?
      Normalnie miałam ochotę już podejść i powiedzieć “jedź Pan do domu w cholerę jak jest tak źle!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *