Matka Torpeda
Matka Torpeda

Poradnik: jak zostać typowym Januszem na wakacjach.

Na wstępie pragnę nadmienić, że “Typowy Janusz” to styl bycia i życia, a nie uwzięcie się na imię “Janusz”. Tekst jest pisany z przymrużeniem oka, więc jeśli ktoś szuka poważnego artykułu dotyczącego zmiany osobowości to raczej pomylił blogi. Albo trafił tutaj poprzez Google, które podpowiedziało mu, że znajdzie odpowiedź na pytanie: Po co kobietom pierdoły?, odpowiedź znajdzie, a jakże, o tutaj.

Tekst napisałam będąc w Budapeszcie i obserwując ten typ osobowości. Możecie to potraktować z przymrużeniem oka, ale większość tych sytuacji wydarzyła się naprawdę. Serio. I to mnie najbardziej przeraża…

Jak powszechnie wiadomo, Typowy Janusz ma swój szanujący się zestaw. Co, jak co, ale kilka poniższych warunków spełniać musi: 
– klapki kuboty/sandały (koniecznie skórzane!)
– do butów obowiązkowo skarpety po kolana. Najlepiej z froty, wiadomo.
– reklamówka z biedry albo nie daj Bóg, z nieistniejącego od 2007 roku, sklepu “PLUS”
– wąs na którym zostają kawałki salcesonu oraz ogórka małosolnego.
– wiecznie niezadowolona mina.

typowy janusz

Po pierwsze PRIMO: Typowy Janusz zawsze jest niezadowolony.

Żarcie w hotelu za drogie/niedobre/nie polskie/nie takie jak ma być. “Kto widział, żeby na śniadanie jeść arbuza Grażynko, to siem w dupach poprzewracało?”. Poza tym, hotel jakiś taki nijaki, a niby w internetach było, że polecają. Łóżko pewnie mu dali stare, bo skrzypi. W pokoju zimno, przez tę DZIADOSKO klimatyzację, kto wymyślił takie wynalazki? Pewnie amerykanie. Pogoda bez sensu bo ciągle słońce, popadać by mogło.
“Oliwki?! Grażynka, przecie to wygląda jak bobki od zajęcy, co to My z nich pasztet na święta robim.”
Oczywiście każde swoje niezadowolenie, głośno manifestuje. Wszyscy powinni zdawać sobie sprawę z przeszkód, jakie mu stanęły na drodze do wypoczynku, który mu się należy.

PO DRUGIE PRIMO: Typowy Janusz szanuje jedynie swoją żonę Grażynkę, kaszankę, polską wódkę i kiełbę z gryla u szwagra.

Odkładał cały rok na all inclusive albo skorzystał z last minute – nie istotne. Wybrał się co prawda za granicę, ale w swojej podręcznej jednorazówce, ma zapas konserw z biedronki, ogórki małosolne i salceson. Nie będzie jadł zagranicznego żarcia bo z pewnością go po tym “pogoni”, a on za kibel na plaży nie będzie płacił, wiadomo. Nie nęci go kosztowanie smaków zagranicznych bo: “bułek się nakupi, salceson mamy w torbie i od razu człowiek się poczuje jak w domu.” Do bułki wiadomo, ogór małosolny, które mu umałosolniła jego umiłowana, ślubna Grażynka. Tak więc, nie ma tutaj mowy o tym, aby poznać miłego Koreańczyka napotkanego w windzie, a już co gorsza zjeść z nim na śniadanie oliwki i zagryźć to arbuzem. To takie nie polskie, a wiadomo przecież, że od Janusza to nic bardziej polskiego nie znajdziesz. W dodatku w hotelowym barku, mają jedynie niskoprocentowy alkohol, co już jest szczytem wakacyjnego absurdu. Na hasło obsługi hotelowej “może wody?”, usłyszysz, że w wodzie to się ryby pierdolo.

PO TRZECIE PRIMO: Pozwiedzać to sobie można Licheń albo Częstochowę, a nie stare miasto. Przecież w każdym mieście znajdziesz jakieś stare miasto.

Za namową żony Grażynki umiłowanej od 20 lat, która mu umałosalnia jego ulubione ogórki,  spaceruje uliczkami. Zwiedza rynek, stare miasto i pobliskie plaże. Niezadowolony Janusz w swoim nieodłącznym zestawie do “zwiedzania” ma zawsze loda świderka, który mu kapie na flanelową koszulę, całkiem nową, co to sobie zaraz po ślubie kupił.  A tak w ogóle, to On nie po to, zapłacił tyle pieniędzy za wczasy, żeby teraz chodzić i oglądać zawalające się budynki. Żadne szlaki architektury do szczęścia mu potrzebne nie są, rejs promem również. No chyba, że na promie podają lane piwo, wtedy to już inna rozmowa.

PO CZWARTE PRIMO: Nieodłącznym elementem Typowego Janusza jest najlepszy gatunek Żubra czyli “Żuber ino zimny”.

Kubki smakowo-alkoholowe Typowego Janusza na wakacjach są dość krytyczne. Właściciel gwiazdki Miszęli, to mu może pięty lizać. Oczywiście zaraz po tym, jak mu ściągnie sandały i skarpety. Tak ma wyrobione Janusz gardło. W kręgach się mówi, że przezwisko ma Pecefałka.  Wytrawne wina śmierdzą starym winogronem, a zagraniczna wódka to nic innego jak perfumy.

Wódka jak teściowa – musi być zimna – ma w zwyczaju rzucać Janusz, rubasznie śmiejąc się znad ogórka małosolnego, na grylu u szwagra. 

W związku z powyższym, nieodłącznym elementem Janusza jest żuberek bo przecież jak wiadomo, dobrze posiedzieć przy żubrze. Ino zimnym.

PO PIUNTE: “Bierz bo zapłacone”

Nieśmiało od siebie dodam, że jest to mój hit, bezapelacyjnie. Ilekroć to słyszę albo zauważam to nawet nie kryję śmiechu. I nie, nie chodzi tutaj o pakowanie jedzenia na wynos.
Typowy Janusz w hotelowej restauracji zje wszystko, choćby miał zaraz rzygać. Jeśli żona Grażyna nie daje rady i postanawia zostawić na talerzu trzy nitki makaronu + kawałek mięsa w sosie – Typowy Janusz prosi o zapakowanie, a na wydźwięk słowa: “Doliczymy za opakowanie”, stwierdza szybko, że On jednak to doje po żonie. Oczywiście, wychodząc z hotelu, wypomni jej, że przez jej marnotrawstwo, ma taki wielki brzuch. Bo przecież nie przez żubra. 

Z hotelowego pokoju zabiera mydełka, szamponiki, chusteczki nawilżane, a także czepki na głowę. Wszystko dlatego, że zapłacone, wiadomo. Aha, klapki kąpielowe również bierze – przywiezie szwagrowi jako pamiątkę z wakacji, co to se z Grażynko kupili.

Po SZÓSTE: Kontekting pipol, Grażynko.

Obojętnie czy mija Japończyka, Włocha czy Hiszpana – Typowy Janusz patrzy swoim groźnym wzrokiem spod wąsa i daje do zrozumienia, że nie pała sympatią do obcokrajowców. Prawdopodobnie dlatego, że tylko to, co Polskie jest dobre, jak już wcześniej wspomnieliśmy. No bo zamawia sobie normalnie Janusz, orenż dżus, a Pani z obsługi zamiast spytać jaki to mu bez pytania przynosi pomarańczowy, kiedy On chciał jabłkowy. Nie ma zamiaru również “have a nice dejować”, bo się mówi “Haj” i na tym się kończy, a poza tym, nikt Janusza nie zrozumie tak dobrze, jak jego “śfogier”, który rozpala pewnie gryla na działeczce, a nie tak jak On – kisi się w jakimś starym mieście, w dodatku nad Dunajem, a nie Dunajcem. 


Umówmy się, każdy z nas kiedyś spotkał osobę, reprezentującą mentalnie “Typowego Janusza”. Każdy z nas jednak spotkał pewnie “inny model”, który zamiast Żubra wolał “lane w plastyku”. Już nie długo, już za moment kolejne wakacje, a wraz z nimi, kolejna odsłona męskich slipek, opiętych pod brzuchem, który  ukształtował “żuber”. Ino zimny, wiadomo.

Jeśli o czym zapomniałam albo macie coś do dodania, czekam na Wasze propozycje !

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

22 Responses

  1. Rozbawiłaś mnie do łez! Zwłaszcza z tym zapłaconym 😉 nie raz widziałam jak ktoś pakuje plaster sera i piątkę z chleba w serwetki bo ze śniadania zostało 😉 ” a resztki z obiadu prosze zapakować to dla psa będzie”… taaaa dla psa 🙂 w tym roku Janusza jeszcze nie spotkałam bo odpoczywamy z dala od ludzi ale w swoim życiu już się naoglądałam 🙂 a japonki i skarpety to hit tych wakacji!!! A co! 🙂

    • Monika, nie żeby coś tego, ale ja też często dla psa biorę. Boże – jestem Typową Grażyną? :DDD
      Japonki i skarpety?! JAK?! ja się pytam – JAK!

  2. Iksina, a nie możecie zorganizować sobie takiego wyjazdu indywidualnie?
    My tak jeździmy do Turcji. Jedzenie jest tanie, przejazd superluksusowymi autokarami praktycznie darmo (700km za ok. 65PLN), ludzie niesamowicie życzliwi, ciepli, no i co najważniejsze, poznajesz kraj od środka a nie z perspektywy hotelowego okna.
    Na szczęście NIGDY jeszcze nie spotkaliśmy legendarnych Janusza i Haliny 😀
    Buziam cieplutko

  3. Iksina…
    po pierwsze – pisz że częściej no! Ileż można czekać:D Twoje posty są dla mnie taką odskocznią od życia codziennego, nieraz jak siedzę w pracy/w domu/w poczekalni i widzę – jest nowy post – to mam te 5 min tylko dla siebie, choćby świat się walił, ja się wyłączam i czytam .Chwila relaxu każdemu się należy!
    Po drugie….tak to już jest z tymi Januszami.Nieraz spotykamy ludzi o których zawsze myślało się, że istnieją tylko na filmach/w kreskówkach/ Tak groteskowi że aż! I człowiek aż się zastanawia na poważnie, jak można być takim…no takim śmiesznym ze swoim myśleniem! A jednak!

    Buziaki :*
    PS. z tym pisaniem – nie bierz do siebie, ja rozumiem że każdy zapracowany, zalatany i wogóle! Tak sobię tylko marudzę;) Pozdrawiam!

    • Ogromnie dziękuję za miłe słowa 😉
      Do tej pory mijałam ogrom “Typowych”, ale nie zwracałam na to uwagi. Teraz zderzyłam się z rzeczywistością 😛

      Całuję, wpadaj częściej ;*

  4. Oooooooo,istnieje,istnieje.
    Wersja damska też 😀
    A powiem Ci na uszko,że Typowemu nie tylko pod palmami słoneczko przypieka,wystarczy że wystawi swoje ogromne brzuszysko w “hawajskich majtasach” poza własne podwórko.Bo 200 metrów od domu to już pies inaczej szczeka,inna baba w spożywczaku,ulubionego piwa nie ma w lodówce – a uj z tym ,że ten sikacz nie jest w ŻADNEJ lodówce,pani “Marysia” jemu chłodziła SPECJALNIE.
    Normalnie nic,tylko zaprosić takiego na grilla i podać zeszłoroczne kiełbaski z takim ślicznym zielonym blaskiem 😀

    • Daj spokój czasami to nie dogodzisz choćby nie wiem co. Rozumiem, że coś nie przypasuje, ale żeby łazić i każdemu to pokazywać?
      Normalnie miałam ochotę już podejść i powiedzieć “jedź Pan do domu w cholerę jak jest tak źle!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *