Matka Torpeda
Matka Torpeda

Nie wiesz co zrobić ze swoim życiem? Potrzebujesz wskazówki? To daj dwa Polskie złote!

Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie zerknął w rubrykę “Horoskop” w jakiejś gazecie. Niech rzuci kamieniem i ten, kto nigdy, przeglądając na znanych portalach wiadomości, nie zjechał paluchem na ikonkę swojego znaku zodiaku. No nie wiem jak Wy, ale ja nie rzucę…

Nie wiesz co zrobić ze swoim życiem? Potrzebujesz wskazówki? To daj dwa Polskie złote….

… albo w formie kupna gazety, gdzie wróżka Hiacynta, wywróży Ci srogi hajs i deszcz, który wschodzi spod znaku Lamparta, przyczajonego jak Tygrys i ukrytego jak Smok. Najprościej tak napisać bo przecież kto z nas zna się na wszystkich wychodzących znaków i zachodzących gwiazd pod postacią Lampartów i Kuguarzyc? No nikt. Więc Hiacynta idzie w to jak w dym, dzięki czemu ma stały etat i kasę, która co miesiąc pozwala jej przeżyć. A ludzie?

Ludzie łykają jak młode pelikany.

Słowo daję, czasem mam ochotę zrobić “facepalm” życia, widząc jak ludzie kierują się w swoim życiu horoskopami. Przecież to całe przepowiadanie przyszłości to jest jak przepowiadanie pogody:

“Dzisiaj jest duża szansa, że spotkasz miłość swojego życia. Uważaj na Byka (logiczne, że kurwa każdy zna jakiegoś byka), może mieć w stosunku do Ciebie złe nastawienie, ale może będzie dobre bo w ostatniej chwili zmieni zdanie?

Miłość: Miej oczy szeroko otwarte, może to dziś jest ten dzień?

Praca: Przyłóż się trochę bardziej, jeśli liczysz na awans”

A pogoda?

“Dziś chmury będą deszczowe, nie wykluczone, że spadnie deszcz. Gdzieniegdzie może pojawić się słońce, ale weźmy parasol. Miejscami zagrzmi i miejscami zawieje”.

Czyli co się dowiedziałeś? Kompletnie nic. Albo se parasol weź ze sobą albo se nie bierz. Się zdecyduj czy chcesz zmoknąć czy nie chcesz, proste prawda?

Czy horoskopy w ogóle się sprawdzają?

Kiedyś oglądałam jakiś dokument w którym mężczyzna wypowiadał się, jak robił za “wróżkę Matyldę”, która pomagała ludziom. Taki był skubany w tym dobry, że wykosił wszystkie koleżanki. Nie miał kompletnie pojęcia o tym co pisze, ale pisał. Pisał bo przecież każdy czeka na miłość, duże pieniądze i każdy chce być zdrowy. Więc wokół tego lawirował i dlatego też, jego działalność wykroczyła  poza rubrykę w gazecie.

Na początku 2015 roku, kupiłam gazetę z Biedronki, kropkę tivi. Był styczeń więc zamiast horoskopu tygodniowego, był horoskop całoroczny rozwalony chyba na tryliony kartek. No co, ja sobie nie przeczytam? Już bez przesady, że człowiek sobie nie przeczyta. Przecież w to nie wierzę, tak sobie zerknę, żeby zresetować mózg. I co przeczytałam?

“W tym roku czeka Cię strata bliskiej osoby, a mój związek będzie przechodził kryzys, możliwe również rozstanie. Na przełomie lata i jesieni, powiększenie rodziny”. 

Oczywiście, że tego nie wzięłam do siebie. Strata bliskiej osoby miała dopiero miejsce, ledwo weszłam w nowy rok, a znowu ktoś ma umrzeć? No się nie zapowiada, nie będę o tym nawet myśleć. Kryzys w związku? Się też nie zapowiada, biorąc pod uwagę, że mamy ostatnio wręcz idyllę i sielankę. Rozwijamy swoją pasję, niczego nam nie brakuje. Nie miałam na co narzekać więc olałam Biedronkowską wróżkę. No bo, kto by wierzył w horoskopy?  

“Przyjedź proszę, właśnie czekamy na pogotowie”…

… usłyszałam o piątej nad ranem w słuchawce. Jeszcze w momencie, kiedy ubierałam spodnie, myślałam, że to mi się śni. Że to jakiś zły sen, tylko, że bardzo realny. Idąc w deszczu, paliłam papierosa za papierosem. Dwa dni później, zmarła moja babcia. Okaz zdrowia, rozmawiałam z nią dzień przed jej śmiercią. To nie był sen. To był jeden z najgorszych momentów rzeczywistości, gdzie człowiek musi zmierzyć się z tym, co nieuniknione i z tym, z czym nie wygra. Czy pomyślałam wtedy o horoskopie? Ja wtedy nie myślałam o niczym.

Wrzesień 2015, przyniósł mi pozytywny test ciążowy. Kilka miesięcy później, targana hormonami ciążowymi, z wierzgającym dzieckiem w brzuchu, wystawiłam Igrekowi walizki za drzwi, dziękując za wspólne lata związku. Moja ciąża, była okresem gdzie rozstawałam się z nim cztery razy, a raz na tyle poważnie, że kazałam mu się wyprowadzić. Twardo, postanowiłam dziecko wychować sama. Naprawdę nie znałam wtedy ani jednego powodu, dla którego ja byłam w związku. Dziś z perspektywy czasu wiem, że oboje przetrawialiśmy informację o ciąży. Każde na swój sposób. Jednak ja uważałam, że tylko moje zdanie jest najsłuszniejsze na świecie, a dyktowały mną oczywiście hormony…

Bo jak dobrze wiemy, kobiety nie mają wad, one mają hormony. O czym pisałam w tekście tutaj

I Ty możesz zostać wróżką Grażynką!

Powyższa historia do dziś przyprawia mnie o ciarki, ale horoskopów nie czytam i w horoskopy nie wierzę. Ilekroć ktoś mi mówi, że mu się te badziewie sprawdziło, wywracam oczy w stronę nieba. Może podświadomie chcemy, żeby to się sprawdziło? I sobie to wmawiamy? – przeczytałam kiedyś, na jednej ze stron internetowych, poświęconej właśnie ezoteryce. 

Gdybyśmy sobie to wmawiali, już dawno byłabym obrzydliwie bogata i leżała sobie pod wielkim liściem palmy, którą wachlowałby Jason Stathan. A tymczasem, spoglądam za okno i widzę jedynie kałuże deszczu, Passata sąsiada i smutną sąsiadkę, która dopala czerwonego, grubego papierocha.

Nie zapominaj jednak o wróżkach! Wróżka to prawdę Ci powie…

… zwróciła się kiedyś w stronę mojej koleżanki, pewna starsza kobieta w Kazimierzu Dolnym. Szłyśmy we dwie deptakiem, pijąc granitę i łapiąc promienie słońca. Starsza Pani, ubrana była w dziwne koce, a na głowie miała starą chustę. Twarz, pomarszczona niczym kartka zgniecionego papieru, a z oczu biło coś dziwnego. Jak słowo daję, spojrzenie starszej kobiety mroziło.

Mamy XXI wiek, kto by wierzył we wróżki czy w stare cyganki? Oczywiście, że nikt… poza moją koleżanką oczywiście:

– Żartujesz? Przestań, chodź! Ja też Ci później powróżę z lampki wina – rzucam, przekonana, że koleżanka świruje

– Ja chcę! Chcę spróbować to tylko kilka złotych! – rzuca, po czym idzie w stronę starszej Pani, która posyła mi niezbyt ciepły wzrok.

Wróżka przepowiedziała mojej koleżance przystojnego bruneta z wypchanym portfelem. I jakież było nasze zdziwienie, kiedy siedząc godzinę później w uroczej knajpce, okazało się, że koleżanka nie ma portfela bo ktoś jej ukradł, a za wino zapłacił przystojny kelner….

… chyba nie muszę dodawać, że był blondynem?

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

10 Responses

  1. Byłam u kobiety, która wróżyła z kart tarota. Dlaczego? Bo chciałam sprawdzić jak to jest i cóż mi ona może powiedzieć.
    Na podstawie mojej daty urodzenia powiedziała mi jaka jestem.
    Patrząc na dłonie opowiadała mi o tym co mnie już w życiu spotkało(!)
    A stawiając karty opowiedziała mi o moich bliskich.
    Miałam gęsią skórkę. Wszystko co powiedziała z przeszłości się zgodziło, no i skąd ona mogła wiedzieć? A co do przyszłości… żyję i czas pokaże czy mówiła prawdę.

      • Nawet spoko. Zaznaczyła, że milionerką nie będę (nie wierze jej 😂), ale nie będę narzekać na brak pieniędzy. Będzie dom wybudowany (obecnie załatwiamy pozwolenia), bedą dzieci. Mówiła, że mąż lubi szybką jazdę i musi uważać bo może mieć wypadek. Duże kosztu związane z samochodem (chce kupić RS). No i mówiła, że będzie miał problemy z nogami a miesiąc później grając w piłkę naciągnął sobie mięśnia w udzie i 6 tyg był na zwolnieniu.
        I powiem szczerze, że z dystansem podchodzę do wróżek, horoskopów itp ale to jak ona mówiła rozkładając te karty, to było…. No jakby książkę o mnie czytała.

  2. Ja w horoskopy raczej nie wierzę choć kiedyś wysłałam sms z zapytaniem do jakiegoś harleja.Dostałam odp. Już szczegółów nie pamiętam,ale było coś tam,że w niedługim czasie bobas.No i w niedługim bobas był.I to tyle co się sprawdziło.
    Osobiście wolę takie co to piszą jakim się jest jak coś patronuje.
    Tu o dziwo- lata,lata temu-co to jeszcze jako bajtel latałam po sztandach odpustowych- pomiędzy balonami ,pierniczkami i pistoletami na kapiszony ( wtedy,gdy na odpustach nie sprzedawano jeszcze stringów) wydałam ostatnie piniądze na “horoskop. I tam kropka w kropkę pisało że mój znak jest najwredniejszy,pamiętliwy,krzywd nie odpuszcza nawet po milionie lat ale jako przyjaciel jest wierny,szczery i oddany.Jak kocha to kocha i odda nerkę,wątrobę i pół ostatniego schabowego.
    Do dziś jakoś ciężko mi się z tym nie zgodzić 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *