Matka Torpeda
Matka Torpeda

Moja metamorfoza z Mel B. 

Dobra, kto nigdy nie słyszał o ćwiczeniach Mel B, niech pierwszy rzuci kamieniem. Kto nigdy nie zachwycał się metamorfozami z jej udziałem, niech pierwszy rzuci Adidasem. A przede wszystkim, kto nigdy nie pomyślał: „Kurde, to tylko kilka minut, przecież spokojnie dam radę” – to już w ogóle niech wstanie i wyjdzie.

Sport nie jest dla wszystkich i ja to piszę całkowicie świadomie. Świadoma praw i obowiązków wynikających z założenia dresu, uroczyście oświadczam, że WYSTĘPUJĘ ze sportów fizycznych, gdyż mój zapał zazwyczaj trwa kilka dni i ulatnia się jak kamfora.

Moja metamorfoza z Mel B.

W ostatnich dniach, zeżarłam tyle czekolady, że spokojnie nadrobiłam moje kilku letnie zaległości.
Nie lubię słodyczy. Szczerze powiedziawszy jak dla mnie mogłyby nie istnieć. Problem jednak polega na tym, że odkąd nadejszła jesień, wraz z Igrekiem ostro trenujemy… żarcie.
Takie hobby sobie znaleźliśmy na jesienne dni: leżenie-żarełko-leżenie-żarełko, never ending story. Jedyna aktywność fizyczna jaką wykonujemy to ruch ręką w celu przysunięcia żarcia bliżej.

DOŚĆ!” – powiedziało któreś z nas, będąc na czekoladowym głodzie bo Milka wyszła razem z inną czekoladą orzechową:

– Nie może tak być, nie możemy tak żreć. Zobacz, większość ludzi spędza czas aktywnie. Biega, podskakuje i je brokuły, a my? My żremy – powiedział On, węsząc za kawałkiem czekolady

– Masz rację. Być tak nie może, nie można tak żreć i kompletnie nie robić nic, choć nie ukrywam: do tej pory w ogóle mi to nie przeszkadzało – odpowiadam zgodnie z prawdą.

Zmiany miały nadejść w raz z poniedziałkiem. Zminimalizowanie kalorii, zdrowe żarło i aktywność fizyczna. Umówmy się, to już brzmiało strasznie choć jeszcze nie wiedziałam na co się rzuciłam. A rzuciłam się ewidentnie na zbyt głęboką wodę, jak na kogoś kto w ogóle nie potrafi pływać.

PONIEDZIAŁEK czyli… Mel B, czy masz Ty w ogóle rozum kobieto?

Zacznę z Mel B – pomyślałam około godziny dwunastej w południe. Babeczka jest sympatyczna, ma fajne czyczki i ogólnie prowadzi fajny, a przede wszystkim krótki trening. Odpalę ją w tv i będę eliminować tłuszcz. Wytępię dziada, ależ ja mam pałera dziś! BĘDĘ FIT! Będę jak Mel B, tylko w kolorze kremu Nivea, a nie czekoladki. Tak, tak zrobię.

Dwadzieścia minut później zaczęłam się zastanawiać dlaczego właściwie jeszcze nie zaczęłam treningu skoro syn śpi? Zamiast ćwiczyć i wziąć się do roboty, spoglądałam za okno, zastanawiając się po co komu w ogóle jesień? Kto to wymyślił i w jakim celu?

Około godziny osiemnastej, na kuper przyodziałam ledżinsy i wykorzystując do ćwiczeń puzzle piankowe syna, odpaliłam Mel B. Ależ mi świetnie szło, ależ miałam moc, ależ energia! Jestem po prostu zajebista, no nie ukrywajmy. Zero ćwiczeń, zero ruchu, a tutaj proszę: radzę sobie fantastycznie! No muszę przyznać, że sama byłam w szoku jak świetnie mi idzie…

 

… co z tego, że minęły dopiero trzy minuty ćwiczeń? Trzeba chwalić samą siebie, no umówmy się.

Mel B i jej ćwiczenia, przez które zaakceptowałam sama siebie.

Po sześciu minutach stwierdziłam, że na pewno jest gdzieś we mnie fit babeczka, ale ja chyba nie koniecznie chcę ją uwalniać. Nie każdy musi być smukły jak łania i popylać o piątej rano na jogging. Na szczęście, nie każdy. Trening brzucha z Mel B, trwał całe dziesięć minut po których nie umiałam wstać na nogi. Autentycznie wstawałam “na cztery” plus dwa bujnięcia.

“Zrób z Twoich pośladków jędrne bomby” – krzyknęła Mel B, a ja poczułam nagłą, przeogromną chęć na rurkę nadziewaną czekoladą. Nie rurko, nie tym razem – myślę sobie. Robię bomby z moich pośladków razem z Mel B, więc nie ze mną te numery Brunnerowa rurko.

Treningu pośladków niestety nie mogę opisać bo takie kurwy leciały, że chyba w życiu tyle nie wypowiedziałam. Generalnie, bliżej mi było do rurki z kremem niż jędrnych pośladków.

“Ćwiczenia to tylko 30% sukcesu, reszta to dieta” – krzyczy Mel B, a ja…

.. szybko stwierdzam, że oczywiście ma rację. Wybieram więc dla siebie dietę:

JEDNO jajko (aż żal całego wysiłku kury i jej parcia), tost (oczywiście bez niczego, rozumiecie?! TOST bez niczego! Czyli tak jakby, tost bez sensu.), kawałek pomidora. Normalnie od samego czytania czułam jak mi się zaczyna robić gorąco.

Jogurt naturalny z jagodami. No żebym się tym nie przejadła, naprawdę.

Nadziewane jabłko.  Myślę sobie, chyba za dużo tego dobrego? Po tym jogurciku to pewnie nic już nie zdołam w siebie wcisnąć.

Gotowane warzywa na parze ze szpinakiem – to niby obiad ma być? To tak jakby zrobić ziemniaki z ziemniakami na obiad.

Postanowiłam, że zrażać się nie będę. Znajdę inną dietę, coś poprzemieniam i spróbuję. Nie poddam się tak od razu. Problem jednak polegał na tym, że nigdzie nie potrafiłam znaleźć diety w której podstawą jest TO.

Dieta Twoją przyjaciółką, nigdy wrogiem, pamiętaj!

Przy artykule w którym zalecali “brukselkę w ziołach” na kolację, poczułam, że zaraz się popłaczę z głodu. Łzy się leją, pot się leje – jestem przypadkiem beznadziejnym. B-E-Z-N-A-D-Z-I-E-J-N-Y-M. I to tak właśnie drukowanymi.

Stwierdziłam, że kończę z przeglądaniem stron o tematyce redukcji tłuszczu. Weszłam więc na fejsa, a tam co? Na dzień dobry:

 

“Gdyby ktoś Ci tego dziś nie powiedział: Jesteś cudowna i zasługujesz na ciastko”

 

Mel B pyta z ekranu: Czy warto?

W drodze po ciastko dwa razy się zastanowiłam czy warto. Przecież już tyle dziś zrobiłam, całe 20 minut treningu! Potu trochę gdzieniegdzie na panele skapnęło, ciało zaczęło drżeć. I co warto tak to przekreślić na rzecz żarcia?

No miałam skubana rację, nie mogłam tego zmarnować. Mel B miała rację. Nie warto. Nie wezmę tego ciastka. Otóż, nie tym razem!

… zamiast ciastka, zrobię sobie dorodną jajeczniczkę ze szczypioreczkiem, do tego dorzucę dwa tosty na full wypasie i dopiero potem zjem ciastko.

 

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

24 Responses

  1. Ja znalazłam ją przypadkowo. i zrobiłam trening ABS. 10 min to trwało. Takie spokojne, leżałam sobie i poprawnie oddychałam. A to co się działo na drugi dzień…. Nie mogłam z łóżka wstać, nie mogłam się śmiać. Tak mnie brzuch bolał..
    Ale podobało mi się. Mel B jest mega pozytywna.
    Chyba do niej wrócę. Cóż to 10 min 😛

  2. Diety bzdety… Nie dla mnie. Moja ulubiona kolacja to piwo i czipsy.

    Na zumbie byłam ostatnio. Trzy razy. I teraz przerwa bo a to to a to tamto…

    A dupa rośnie. I żal jej nie ściska.

  3. No i to jest zdrowe podejście 😀
    Oczywiście mam na myśli jajeczniczkę a nie wygibasy na dywanie vel piankach.

    Jak już kiedyś wspomniałam-po młodej mi zostało to i owo.Nigdy Claudią czy inną Naomi nie byłam,ale ewidentnie ważyłam mniej.I góra się mieściła w kurtki wszelakie,które na razie mają za zadanie zapychanie miejsca w szafie.
    Postanowił pożegnać nadmiar siebie.
    Dieta.Tylko cholera jaka ,skoro ja naprawdę dużo nie jem.Nie jem na kg boczku zagryzając salcesonem.Wędlinę wolę drobiową,jem dużo pomidorów,ogórków,sałaty,rzodkiewek i inne zielsko pt. kiełki.Sosów nie mam zawiesistych,zupy bardziej na wywarze jarzynowym.NO i co tu cholera zmieniać???
    Wymyśliłam,że pewnie dlatego nie chudnę bo nie jem 5-u posiłków.Spróbowałam.Po dwóch dniach miałam odruch wymiotny na widok kuchni.Mam się zmuszać do jedzenia kiedy mi się nie chce? Odpada.
    Postawiłam na ruch.Z tym,że ja w ruchu jestem cały czas.Kiedy tylko pogoda pozwala omijam autobusy,tramwaje,auta nie posiadam. To po całym dniu piechtobusa mam jeszcze ćwiczyć? Żart jakiś.

    Poszłam do speca,znaczy dietetyka.I podziękowałam. Pana doktora nic nie obchodziło co ja mówię,kartkę z dietą wyrwał z takiego bloku co chyba miał z 1000 kartek. Znaczy dostałam gotowca pt “dieta 1200 kalorii”.Tak na marginesie-moje codzienne jedzenie jest na poziomie 1000 kalorii 😀

    Postanowiłam zaprzyjaźnić się z moim nadmiarem.Może jak będę dla niego miła to mu się zbrzydnie i sam się wyniesie 😀

    • No to właśnie mam takie samo podejście. Nie mam złych nawyków żywieniowych (poza ostatnim nadmiarem czekolady), ale jak widzę, że mam jeść co 3h to mi słabo.
      Poza obiadem, który u mnie zawsze jest typowo śląski czyli dużo przypraw i smażone – to nic nie muszę eliminować.

      Problem polega na tym, że już widzę moją rezygnację z mielonych, ahahahahahahahaha nie.

      • Podobno zdrowo jeść to jeść wszystko tylko w granicach rozsądku. A jak mi ktoś na starcie gada,że mi nie wolno jeść schabu (który jest najchudszym z mięs ),nie wolno mi budyniu,za dużo owoców i miliona innych rzeczy to chyba coś nie styka.
        Podobno monotonne jedzenie jest bardziej szkodliwe.A ja zdaniem pana doktora do końca życia powinnam jechać na rybie.
        Jakoś szczególnie słodkolubna nie jestem ale mam okresy że zeżarłabym całą dużą z orzechami na jedno posiedzenie.
        Ciasta nie kupuję.Wolę sama upiec bo ja daję dużo mniej cukru niż jest w przepisach.A te z cukierni to wiadomo 😀

        Poza tym doszłam do wniosku,że te całe tabele są jakimś nieporozumieniem.Bo moim zdaniem nie może mieć tyle samo w pasie i na wadze ktoś ,kto z biuście ma malutką miseczkę “a” i ktoś kto ma miseczkę “gg”.No sorry. Takie cuda to tylko barbi potrafi 😀

        • No ja niestety im bardziej się momentami zagłębiam w diety tym mi się słabo robi. Odżywiam się zdrowo, ale jak mam zjeść JEDNO jajko na śniadanie, a na drugie śniadanie jogurcik to weź wyjdź z taką dietą

          • I weź tu taką dietę dla kobiety siedzącej za biurkiem i taką samą dla tej co taszczy paleciokiem towar w hipersuper.
            I jeszcze najlepiej taką samą zafundować facetowi 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *