Matka Torpeda
Matka Torpeda

Co jest najważniejsze w związku?

No właśnie: co jest najważniejsze w związku? W momencie, kiedy dwoje ludzi postanawia ze sobą żyć? Wspólnie? Czasopisma się będą rozpisywać, że najważniejsza to jest miłość, wierność i uczci… a nie, to nie czasopisma. Czasopisma Ci wmówią, że musisz mieć całe życie ciało smukłej dwudziestolatki (może być w piwnicy), robić mężowi loda przed snem z uśmiechem. Znaczy miłość oralną masz mu przedstawiać na manekinie, którym jest On.

Żeby była jasność, mężczyźni też łatwo nie mają. Najlepiej to żeby byli maczo mordercy, a jednocześnie mieli w sobie duszę Mickiewicza, co to przy wodogrzmotach przysiadł. Dodawać nie muszę, że mile widziane jest, żeby dobrze zarabiał, a jednocześnie spędzał z nami jak najwięcej czasu i w ogóle nie chodził do pracy. Opiekuńczy musi być, a jednocześnie jak trzeba to niech będzie jak Boguś Linda w “Sarze”. Ciało Adonisa najlepiej, wiadomo. Bajcepsy, koniecznie twarde jak pomidorki, które kupował Jurek Kiler na straganie. A konar, to płonąć musi jak pochodnia prehistorycznych jaskiniowców.

Co jest najważniejsze w związku?

A tak całkiem poważnie, gdyby się zastanowić co jest najważniejsze w związku? Myślicie, że można zrobić jakikolwiek podział? Że jedno jest ważniejsze od drugiego, czyjeś potrzeby są ważniejsze, a czyjeś marzenia mają większą wartość? Nie można.

Chyba bym nawet powiedziała, że nie wolno. Bo najlepiej jest przyjąć, że związek to symbioza polegająca na mutualiźmie. Zboczenie po porannych fakultetach z biologii, które były o szóstej rano, sprawiły, że mam głęboką traumę psychiczno-biologiczną i w związku z tym, porównałam nas wszystkich właśnie do rybek Nemo, ale już tłumaczę:

Symbioza to zjawisko współżycia dwóch gatunków organizmów. Jeśli przynosi korzyść każdej ze stron – jest to mutualizm. Jeśli jedna strona ma korzyść, a druga szkodę to jest to komensalizm.

I ślubuję Ci miłość, wierność, cierpliwość… a nie, to nie ta impreza.

Najważniejsze chyba w tym całym kociokwiku wspólnego życia, jest to, żeby znaleźć w sobie pokłady:

Cierpliwości:

Pusty karton po mleku włożony do lodówki czeka chyba aż wydoję jakąś krowę. Ilekroć chcę sobie wlać mleka do kawy, trafiam na pusty karton. W myślach mam życzenia “Wszystkiego dobrego” dla swojej lepszej połówki. Wiadomo przecież, że kosz na śmieci jest abstrakcją wymyśloną przez kobiety, które zamiast normalnie składować w lodówce puste kartony, to wolą je wyrzucać do śmieci, nonsens. Cierpliwość wtedy wchodzi do gry i mówi: “Dobra, poczekaj, nie wkładaj mu tego w dupę. Po prostu weź głęboki oddech i policz do miliona”

Zaufania:

– Znowu przełożyłaś moje czarne spodenki – rzuca On, nerwowo przekładając ubrania w szafie
– Nic nie przekładałam – mruczę w odpowiedzi
– Słuchaj, przeszukałem całą szafkę i nie ma, a były. Na pewno. Jesteś główną podejrzaną.
– Jeśli były, jak to mówisz “na pewno”, to pewnie wciąż tam są – odpowiadam zgodnie z prawdą
– Mówię NIE MA, wszystko obszukałem!! Nie rozumiesz?

Podchodzę, wkładam rękę w szafę, wyciągam spodenki. Dokładnie te same czarne, krótkie spodenki, które były jego obiektem poszukiwań. Stalowe spojrzenie wbijam w człowieka, nawet nie mrugam:

– A no mówiłem, że są to mi wmawiasz, że nie ma – mruczy, po czym odwraca wzrok

Wiary w drugą połówkę:

“Rano wyrzucę te śmieci, obiecuję. Teraz mi się nie chce”. Więc stawiasz te śmieci, mówisz “ale nie zapomnij”, a rano po przebudzeniu widzisz SMS o treści: “Zapomniałem wziąć śmieci, wyrzucę jak wrócę” – a, że śmierdzi dwudniową rybą na całym przedpokoju to przecież kto by się przejmował. Możesz postawić je na samym środku, On może wybić sobie o nie jedynkę, ale i tak zapomni.

Chęci pomocy drugiej osobie:

– Nie idź do sklepu, już zostań. Ja pójdę – mruczy, ubierając buty
– Zapamiętasz czy Ci SMSa napisać? – pytam człowieka
– Napisz, napisz to Ci nie będę głowy zawracał jak będę w sklepie – rzuca, ubierając buty.

W efekcie zostajesz w domu, On wybywa na zakupy. Po chwili, jaką zajmuje mu dojazd do sklepu, Ty zamieniasz się w linię telefoniczną i brakuje tylko, żebyś mu odpowiadała: “Jeśli nie ma jajek, wybierz 1, jeśli jajka są jedynie w rozmiarze L, wybierz 2. Jeśli nie potrafisz robić zakupów wciśnij czerwoną słuchawkę i mnie nie wkurwiaj”. Po prostu robisz zakupy przez telefon i prowadzisz go przez alejki niczym GPS.

Samodzielności: Po jednej z kłótni, poinformowałam Igreka, że od dziś będzie sobie robił wszystko sam – prał, gotował, sprzątał. Urażona duma faceta sprawiła, że postanowił wyprać sobie sam bluzę. Swoją ulubioną bluzę, którą MUSIAŁ koniecznie ubrać i w związku z tym, postanowił wyprać jedną bluzę w pralce. Urażony podreptał do łazienki, przywitał się z pralką i zaczął debatować nad programami. Drogą dedukcji doszedł do tego, że bluza to nie firanki/delikatne ani jeansy czy odzież sportowa, więc po eliminacji, wybrał najbezpieczniejszy program tj. “odświeżanie”.
Następnie przez pół godziny siedział w łazience i obserwował jak pięknie kręci się bęben z jego bluzą w środku, jednocześnie gratulując sobie, że okiełznał tak trudną maszynę, jaką jest pralka automatyczna.

Troski:

Kilka lat temu (pamiętam jak dziś), Igrek wrócił z pracy spocony jak szczur na otwarcie kanału. Było upalne lato więc jedyne co krzyknął od progu to: “Idę do wanny!”. Krzyczę z kuchni, że ma poczekać, że pranie kończy się prać, zaraz będzie brudna woda wylewać się do wanny, ale On zamknął za sobą drzwi z łazienki, zaraz po moim “Pranie się kończy”. W efekcie po pięciu minutach dobiegło mnie soczyste: “No kurrrrrrrrwaaaaaaaaaaaaaa maaaaaaaaaaać”, a pod soczystym “rrr”, krył się spieniony żelem do mycia człowiek, na którego lał się czarny syf z węża od pralki.

Wsparcia:

Kiedyś bardzo bałam się dentysty. Nie spałam, nie jadłam, panikowałam. Aż pewnego pięknego dnia, przed wizytą, chodziłam i mówiłam, że “na bank będę miała leczenie kanałowe, na bank!”. Ale już z pomocą przyszedł mi bohater, który nie nosi peleryny. Miłość moja, moja druga lepsza połówka, co to wsparciem jest dla mnie największym. Podpora moja życiowa bez wątpienia, rzuciła: “Mam na to sposób. Po prostu łaź sobie od okna do okna i śpiewaj ‘ale jo nie bede, ale jo nie bede’ i może poskutkuje? Taki szamański rytuał?”

 

Jego wersja.

Poświęcenie kończyn górnych:

 Mizianie/głaskanie. Nie ma nic bardziej irytującego, jak ciągle powtarzający się tekst: “Pooooogłaskaj, proszęęęęęę”. Możesz głaskać godzinę, ręka może już odmawiać posłuszeństwa, możesz zaczynać odczuwać niedowład, a i tak usłyszysz: “Już koniec?! Dopiero zacząłeś mnie głaskać!”. Marzysz o temblaku na rękę, a ta dalej jęczy, że mało. Ja się nie dziwię, że w przysiędze małżeńskiej nie ma nawet słowa o głaskaniu bo to by było barbarzyństwo, a za mężczyzn, którzy głaskają “tylko chwilkę” przez godzinę to po śmierci powinna być msza w kolorze purpury. Że za męczenników.

Cierpliwość:

– Już? Gotowa?
Pięć minut później
– Mówiłaś, że jesteś gotowa, a ja dalej czekam.
Dziesięć minut:
– Idziesz czy nie? Aha, jesteś gotowa, tak? No okej.
Pół godziny później:
– Rozumiem, że nie wychodzimy? Aha no tak “już już”, już jesteś gotowa od pół godziny.

Zrozumienie kobiety przy jednoczesnym, całkowitym nie rozumieniu kobiety:

-Czemu zawsze ja psu muszę wycierać łapy po deszczu, a nie Ty? – pytam kobiety siedzącej aktualnie

– bo on Cię kocha, o zobacz jak patrzy, widzisz? Mówiłam, że Cię kocha – rzuca z kanapy

– On patrzy bo chce wejść do pokoju, a nie dlatego, że mnie kocha, a Ty się miksujesz od wycierania mu łap. O wszelkich psich wymiotach nie wspomnę.  Czy ja w tym domu jestem specjalistą od psich rzygów i ubłoconych łap?

Chęć pomocy niczym saper, który próbuje rozpracować minę:

– Słuchaj, nie wątpię w Ciebie, ale na dworze jest istna szklanka, może wyjadę Ci autem z parkingu, co? – rzucam w stronę drugiej połówki
– Dam sobie radę, bo co bo “baba za kierownicą?”. Daruj sobie – mruczy
– Czyli mogę iść do wanny tak? Poradzisz sobie z wyjazdem na tym istnym lodzie na parkingu?
– Z palcem w… sobie poradzę, czy Ty wiesz ile ja lat mam prawo jazdy?! Za kogo Ty mnie masz? Że prowadzić nie potrafię? Może mi jeszcze wytłumaczysz gdzie sprzęgło, a gdzie gaz?

Czyli zjebka za to, że człowiek chciał dobrze. Nie dalej jak dziesięć minut później, kiedy leżę w wannie telefon: “Możesz jednak zejść? Koła się kręcą w miejscu, ni chuja jednak nie wyjadę!”

Zachowanie zdrowia psychicznego, w momencie walki z wiatrakami:

– Jestem PIENKNA, nie uważasz? – rzuca, wyrywając brwi
– Uważam – rzucam, podcinając brodę
– To dlaczego mi tego nie powiedziałeś? – drąży
– Bo mnie uprzedziłaś, powiedziałbym Ci przecież, zawsze Ci mówię.
– Mamy godzinę jedenastą pięć, jak widać miałeś sporo czasu żeby mi to powiedzieć, a mimo to jakoś nie powiedziałeś… Ale wiadomo są rzeczy ważniejsze od tego, żeby skomplementować własną kobietę… Bo On czasu nie miał… – nakręca się jak katarynka i już wiesz, że masz pół godziny z głowy i z uszu.

związek

Oddawanie swojej kawy:

Jak gdzieś jesteśmy, dziwnym trafem Ona zawsze myli kawy i pije moją. Nie dość, że wydoi swoją własną to później bierze się za moją i udaje, że się wielce pomyliła. W odwecie zawsze zostawiam pusty karton po mleku w lodówce, żeby sobie losowała rano w którym jest mleko.. Coś jak gra w “kubeczki” na Krupówkach.

Świadomość, kiedy zamilknąć: 

Kluczowe w związku z kobietą. Kluczowa sprawa. Ja dopiero teraz zrozumiałem słowa Grzegorza Markowskiego, który śpiewa: “… ze sceny zejść, niepokonany”. Milczenie jest złotem, bo nie daj Bóg wejdziesz z taką w dyskusję na etapie miesiąca zwanym: “nie, nie mam kurwa żadnego okresu”, a ze sceny to Cię zrzuci wprost na ziemię, przegada Cię, dobije emocjonalnym glanem, zgasi na Tobie peta w postaci krzyków, a na końcu stwierdzi, że jej nie rozumiesz i się rozpłacze, że w domu nie ma czekolady.


Druga część wpisu czyli “Co się zmienia, kiedy zdecydujesz się zamieszkać z drugą połówką”, możecie przeczytać tu: KLIK.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

37 Responses

  1. Niby wiem, że jest sporo takich mężczyzn, ale dla mnie jest to mniej realne niż serial “Gwiezdne wrota”. Moja lepsza połowa (ćwierć wieku upłynęło tydzień temu) posiada wiele opisanych cech. Gdy jeszcze miałem komplet swoich trzech kobiet w domu, to zdarzało mi się zadawać retoryczne pytania typu “co robią w lodówce 3 zaczęte kartony mleka?”, “dlaczego córko otworzyłaś trzecią śmietanę?”. Było to całkowicie daremne i dlatego później przestałem zadawać te pytania, bardziej skupiając się na dwóch kierunkach działań: (1) dbaniu, aby nie robić zbyt dużych zapasów produktów szybkiego spożycia, (2) nie kierowaniu się własnymi preferencjami śniadaniowymi, lecz koniecznością wyjadania wszystkiego, co zostało jakiś czas temu wstawione do lodówki (zgodnie z księgową zasadą magazynową “pierwsze przyszło, pierwsze wyszło”), aby w efekcie przynajmniej trochę wolnego miejsca tam zostało. Stąd wynikają moje odpowiedzi na pytania zadawane czasem przez żonę, gdy wracamy razem z pracy (żona prowadzi) “co będziemy jedli? – masz do wyboru kiełbasę podsmażaną, bo opakowanie zostało otwarte 10 dni temu; jajecznicę na boczku, bo inaczej wyrzucimy ten boczek albo pyzy przywiezione od teściowej tydzień temu”. Ale od pewnego czasu nie zadaje tych pytań, tylko czeka, co postawię na stół. W sklepie zostawiam małżonkę przy ciuchach, a sam zgarniam spożywkę (prawie nigdy nie robię spisu produktów) i zupełnie żony nie dziwi, że na niektóre pytania moje odpowiedzi brzmią np. “nie potrzebujemy cytryn, bo mamy jeszcze 5, ani jajek, bo jest jeszcze 14”. Przed wielu laty w bloku sąsiadka przychodziła po małe pożyczki produktowe i zawsze rytuał był identyczny: “czy może pan poprosić żonę?” i po chwili słyszę pytanie od małżonki “czy i gdzie mamy cebulę?”. Chociaż powtórzyło się to 10 razy, nigdy nie przeszło sąsiadce przez myśl zapytać o to mnie. Tak jest do dziś i gdy córka nie może znaleźć kwasku cytrynowego, krzyczę ze swojego pokoju, że jest w szufladzie w słoiczku w czwartym rzędzie po lewej stronie. Ten sam typ odpowiedzi dotyczy dokumentów, ubrań, ręczników (wszystko układam na półkach, bo efektywniej od nich wykorzystuję powierzchnię), czy pozostawionej gdzieś przed chwilą książki lub telefonu. Córka lubi gotować i zostawia pobojowisko w całej kuchni. Żonę to denerwuje i strasznie psioczy, natomiast ja tego nie komentuję tylko od razu zabieram się za sprzątanie. Wiem, to niepedagogiczne, ale jest już dorosła i skoro nie nauczyła się tego chodząc do szkoły (próbowałem sam uczyć, ale nie chciałem zasłużyć na miano upierdliwego zrzędy w sytuacji, gdy mojej lepszej połówce niemal nie przeszkadzał zrobiony przez córki bałagan), to teraz nic nie wskóramy. Tak samo przy wizytach gości i świętach – zakupy, generalne sprzątanie (cotygodniowe także), przygotowanie stołu, to głównie moja działka. Przy braku spostrzegawczości moich pań, roztargnieniu, podejściu do porządku i ich braku praktycyzmu, trudno byłoby o inny podział ról. Gdy czytam powyżej o innych, nie tak przyziemnych aspektach związku, to dochodzę do wniosku, że moja wybranka także nie oczekuje wielu głasków, w tym miziania. Opisałem szczegóły, gdyż dopiero takie wpisy na blogu uświadamiają mi, że to, co uważam za oczywiste i naturalne wcale takie nie musi być.

    • Jestem w wielkim szoku i pod mega wrażeniem. Czytałam ten komentarz trzy razy. Podziwiam i pierwszy raz spotykam się z sytuacją gdzie to mężczyzna przejmuje wszelkie obowiązki.
      Pozdrawiam

  2. Świetny wpis 🙂 U mnie jest dokładnie odwrotnie. To ja zostawiam puste opakowania w lodówce, mąż się wkurza i jak pyta kto i po co znów zostawił pusty karton, to mówię, że myślałąm że coś jeszcze jest 🙂 Podobnie z szukaniem rzeczy, potrafię zadzwonić do niego do pracy i zapytać czy nie widział mojej gumki do włosów:))) zazwyczaj bezbłędnie wskazuje miejsce… tak trochę nietypowo, ale jaka to wygoda…

  3. Fajny tekst,wpisy też.Ale uwierzcie ,ja mam tak od lat 33.On jest świetny ,wspaniały,ale ciągle ale,Skarpety,gatki na podłodze,idzie do sklepu,to ja nic nie robie tylko czekam na telefon,5 rzeczy do zakupu,mam 3 telefony.Zmiana szafek w kuchni to awantura że nigdy nie można nic znaleźć..nie potrafi gotować,moje zjada z apetytem/albo talerz pusty a On twierdzi odsuwając go-nie mam apetytu/,ale słyszę ze to żle,tamto żle.Doprawiam sałatke jarzynową -drze jape -na co tyle oleju lejesz!A potem się okazuje że jest ok.On wie wszystko najlepiej,jak gotować,sprzątaćnajlepiej wszysto władować do szafy i jest ok.nie trzeba rzeczy chować do szaf.,półek,wie jak wychowywać dzieci,jestem opiekunką i on zawsze dzwonił -co robicie?byliście na spacerze?tak nie możesz robić,mówić.A opiekując się wnuczkami zawsze były jakieś wpadki.Kiedyś zostałam zwolniona z pracy bo mama stwierdziła że za często do mnie dzwoni,i ja jemu się tłumaczę!Ale tak naprawdę to wystarczy pomyśleć że jest ciężko i ściągnąć Go myślami do telefonu,ostatnie 2 lata to choroba,rzeczy ekstremalne/siusianie do kubełka,bo dojście do kibla za dalekie,zmiana ropnych opatrunków,przejęcie całego domu,Jego praca/10 god,+dojazdy/,święta,pobyty w szpitalu.Ostatnia wigilia o 17 ubierał choinke,ja już jej nie chciałąm,3 dni wcześniej wróciłam ze szpitala po kolejnej operacji,w końcu udanej.Ten wieczór spędziliśmy tylko we dwoje,zamiast opłatkiem dzieliliśmy się zwykłym chlebem.I wiecie co?Pomyślałam póżnym wieczorem że niewarto się szarpać o tzw,gówna.te puste pojemniki,bałagan,skarpety rozrzucane po podłodze.Ważne by koło Ciebie był ktoś na kogo możesz liczyć kiedy tego potrzebujesz.I oczywiście wice wersa.Ktoś kto da Ci pić,zostawi coś jeść,kto bez problemu sprzątnie po Tobie kiedy jesteś chora/chory/,kto zadzwoni w ciągu dnia.Dziewczyny życze Wam takiego faceta jak mój.Jestem zołza,nie potrafie się zmienić,a on zachowuje się czasami jak maczo,kiedy mówię kochanie i tak ja Tobą żądzę,i tak robisz co chcę mówi że nie ,ale i tak robi to co ja chcę.Uwielbia pomagać dzieciom,wnuczki są Jego wielką miłością.Niestety umarł wnuczek,dziadek na grobie małego śpiewa ,,jadą jadą misie,,kupuje Mu baloniki,różne fajne drobiazgi.Nie mam kasy,tone w długach,ale mamy siebie.2 połówki jabłka,każde zrobi wszystko wszystko dla drugiego.Wiem że zawsze,ale to zawsze mogę na niego liczyć.Kiedyś byłam młoda,ładna i szczupła,Dziś sporo lat,cera ok.ale kilogramów sporo ,Niby Mu przeszkadza,ale jest ze mną.Dziewczyny i chyba to jest ważne,teraz się kłócisz,każde ma swoje zdanie,nieraz dość głośne,ale potem jest kompromis,I to jest miłość,Wierzcie mi,Zycze wam takiego faceta jak mój,A znaliśmy się 3 miesiące zanim zdecydował/tak On/wierz,chyba weżmiemy ślub.Pozdrawiam,życie jest i tak ciężkie ,że nie warto walczyć ze sobą.Moi rodzice ciągle walczyli,awantury,kłótnie.W sumie na koniec zycia żadne nie mogło na siebie liczyć.

  4. Wpisy rewelacyjne . słoiki puste po wszystkich przetworach w lodówce , szampony już puste stoją twardo i czekają …i nigdy nic nie mogą znaleźć.
    Najlepiej to ja wzięłam .. i je chowam aby zawsze później odnaleźć , bo pogubią . Ale jak pokazuje historia dotyczy to faceta w każdym wieku . Chyba tylko niemowlę ani noworodek tak nie ma wersja męska.
    Świetnie o tym mówi kabaret NOWAKI w skeczu , małżonek szuka soli czy cukru w koszu z brudną bielizną – rewelka

    • Hahaha nie widziałam tego skeczu 😛 Ale co do tego, że dotyczy ten schemat faceta w każdym wieku – przekonałam się już nie raz 🙂
      Pozdrawiam

  5. ja to bym chętnie potrzymała jakiś karton w lodówce czy zapakowała gacie do pralki, ale niestety nie mam komu … ostatni wybrał “stare życie” i takie tam.
    ale wpis fajny!
    pozdrawiam

  6. U mnie prym w lodówce wiedzie pusty słoik po ogórkach kiszonych 🙂 Jak pytam dlaczego nie dał do mycia (znowu) skoro jest pusty, to zawsze słyszę że tam jest jeszcze czosnek i on go sobie chciał później zjeść bo to naturalny antybiotyk. Nigdy nie je 😛 Standardem jest też, ze tylko ja wiem gdzie się co w domu znajduje (chociaż mieszkamy tu 5 lat i każdą rzecz przynajmniej raz w życiu już szukał więc powinien wiedzieć) i moja odpowiedź ze “w komodzie” lub “w szafie” nie jest wystarczająca. Zawsze muszę mówić “W małej komodzie, w sypialni, w 3 szufladzie od góry, po lewej stronie”. Ja z kolei za uszami też mam mizianie, ale po włosach (Kochanie czemu mnie nie chcesz miziać, a przed ślubem to miziałeś po 2 godziny. – A bo przed ślubem to musiałem się starać 😛 )

    • Hahahaha ! Z pustymi słoikami też tak czasem ma Igrek – potem dojem. Nie dojada 😀
      Ty mnie nie strasz, że po ślubie mnie miziać przestanie 😛
      Pozdrawiam 🙂

      • hahaha no mój przestał 😀 Kiedyś jak oglądaliśmy jakieś filmy to przez cały film mnie miział, a teraz nie chce dziad wredny wcale, bo mówi że go ręka boli 😛

  7. hahaha 🙂 Puste opakowania wyrzucam z lodówki regularnie raz w tygodniu 🙂 Z resztą większość z tego co napisałaś ma miejsce też u mnie w domu! Co do wyjeżdżania samochodem, u nas to jest tak: Mąż “Patrz jak ciasno postawali, zejdę na dół i Ci wyjadę”, Ja”Przestań, dam sobie radę! Przecież mamy czujniki parkowania!”, 5 minut później dzwonię i mówię :” Kochanie wyjdź do okna bo nie wiem ile mogę jeszcze wycofać! Pomóż mi!” 🙂
    Dodam do tego jeszcze jeden dialog.
    Wrzuciłam do białego prania nową, białą koszulę męża i swoją nową, białą z małym, czerwonym sercem koszulkę. Pech chciał, że małe serce zostawiło ogromne różowe plamy na rękawach męża! Dzwonię więc do niego i ze stoickim spokojem mówię: “Kochanie, jak będziesz wracał z pracy to kup wybielacz. Tylko taki z lepszej firmy.” Mąż:” Co zrobiłaś z moją koszulą?!”, Ja:” Cholera… nic takiego, obiecuję, że nawet się nie zorientujesz, tylko kup ten wybielacz!” 🙂
    Haha, takie sytuacje podkreślają moc miłości! 🙂

  8. Byłaś w mojej lodówce 🙂 Jak powiedziałam że się puste wywala to usłyszałam “tam jeszcze chlupotało,Ty wylać nie umiesz”

  9. Zajebisty wpis!
    Podpisuje się pod tymi śmieciami, kartonami w lodówce (i pustymi talerzami)
    I w ogóle pod wszystkim..
    Kochana
    Tak bardzo cię rozumiem 🙂

  10. Hahahahahahahaha ! Usmialam sie jak norka!:D
    Z facetem zle,bez faceta jeszcze gorzej.
    Ostatnio wsadzilismy dupki do fury i jedziemy do marketu budowlanego. Pcham ten wózek,chodzę,rozglądam sie. Dodatkowo poszukuje wzrokiem mojego pięknego. Nagle z daleka za mną słyszę jak ktos się drze! “Januuuusz! JANUUUUSZKU zaczekaj”. Odwracam sie a tam biegnie mój piękny, w lapie cos trzyma,macha i wola do mnie “Janusz”. Zburaczalam i dzida z tym wozkiem do kasy ze niby Pięknego nie znam. Przylatuje do tej kasy,kasujemy a piękny do mnie -“Januszku pakujesz czy placisz?:)”. Kasjerka na mnie wzrok,ludzie tak samo a Piękny stoi i sie cieszy. Spakowalam torby,spalilam wroty i w trybie natychmiastowym udalam sie do auta:D
    Tak sie wstydu nigdy nie najadłam:D
    Iksinka caluje:*

    • Hahahahahahaahahahaha!
      To ten znowu zawsze do mnie w sklepach mówi FRUZIA – nie wiem skąd on ten przydomek podłapał, ale w sklepach zawsze “Fruzia, a pomidory bierzemy?” , “Fruzia, a mleko ?” 🙂

  11. Koooooochaaaaam 😀 Świetny wpis :d Mnie też Luby Ciągle ochrzania, że się każę miziać, ale jak go zaszantażuję “Nie pomiziasz? Będziesz chciał, żebym Cię po plecach podrapała!” to od razu rękawy podwija 😀

Pozostaw odpowiedź ~ziutka Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *