Matka Torpeda
Matka Torpeda

Chore dziecko vs praca. Czyli dlaczego chore dziecko powinno zostać w domu.

Opieka nad chorym dzieckiem, powinna się zacząć już w momencie, kiedy widzimy pierwsze objawy infekcji. Osobiście, wyznaję taką dziwną, prehistoryczną i zacofaną zasadę: jeśli moje dziecko ma wysoką gorączkę, kaszel bądź inny objawy choroby – zostaję z nim w domu. Nie biegam po okolicznych Antkach czy Zosiach. Nie zabieram dziecka do centrum handlowego i nie ciągam za rękę, żeby iść w odwiedziny do znajomych. Jeśli rozwija się jakakolwiek choroba wirusowa, to nie jestem aż tak dobroduszna, żeby rozdzielać te wirusy na inne dzieci.

Może i Bozia kazała się dzielić, ale z pewnością nie miała w domyśle zapalenia oskrzeli czy zapalenia krtani.

Chore dziecko vs praca. Czyli dlaczego chore dziecko powinno zostać w domu.


Chorobowe na dziecko, czyli innymi słowy L4 na dziecko to wciąż w naszym kraju abstrakcja. Rodzice często boją się powiedzieć, że znów muszą iść na zwolnienie lekarskie. Że znów dziecko zachorowało, a z przedszkola mamy 45 nieodebranych połączeń.

Rok temu, pisząc ten post, połykałam łzy. Piekące łzy powstrzymywałam również w aptece. Myśli leciały przez głowę jak Pendolino, które ktoś podpiął do nitro. Spoglądałam na półki wypełnione lekami i myślałam o wszystkim, a w głowie od ściany do ściany, biło się jedno pytanie: “Jak długo jeszcze?”.
Czułam się jakby ktoś mi zarzucił na barki pięćdziesiąt kilogramów żelaza, ciężko mi było oddychać i myśleć.
Jako dorosła kobieta, miałam ochotę usiąść na środku tej apteki i zacząć płakać. W dłoni kurczowo ściskałam portfel, a wnętrze policzka delikatnie przygryzałam żeby nie wybuchnąć płaczem.

Naprawdę w tamtym czasie, żyłam jak na karuzeli, która się zacięła. Zupełnie jakbym wrzuciła piątkę, a ta piątka starczyła na kilka miesięcy kręcenia. Jeśli stoisz z boku karuzeli i obserwujesz, to strach osób siedzących w krzesełkach wydaje Ci się przesadny. Bo nie czujesz wiercenia w żołądku, nie czujesz adrenaliny ani strachu kiedy karuzela jest u góry. Ty widząc to wszystko, uśmiechasz się szeroko bo stoisz na dole i jesteś na stabilnej pozycji.

Mój syn od kilku miesięcy łapał infekcję za infekcją. Tak,  sezon jesienno-zimowy wszedł z buta i generalnie  większość dzieci choruje.  Ale miałam serdecznie dość tego, że wydaję miliony monet na leki dla dziecka, tysiące monet na prywatne wizyty, dziecko zdrowieje, a wtedy pojawiają się Oni. Rodzice zawsze „zdrowych” dzieci.

Opieka nad chorym dzieckiem, czy to takie trudne?

Opieka nad chorym dzieckiem to jak dla mnie, przede wszystkim, zapewnienie komfortu psychicznego temu małemu człowiekowi. Wysyłanie malucha do przedszkola w sytuacji kiedy ma biegunkę to jedna z najgłupszych rzeczy, jakie może zrobić rodzic. Podanie leku na gorączkę i wysłanie malca do placówki, również do najmądrzejszych decyzji nie należy. Jakiekolwiek objawy infekcji u dziecka, ZAWSZE powinny nas skłonić do pozostawienia malucha w domu oraz zadecydowaniu czy wymaga interwencji lekarza czy też nie. Przede wszystkim, w trosce o jego dobro, lepiej zapewnić mu opiekę w domu. Drugorzędna sprawa to troska o zdrowie innych dzieci.

Żaden rodzic nie jest idealny. Nikt z nas nie wie, czy obrał sobie słuszny kurs wychowawczy w swojej ścieżce zwanej rodzicielstwem. Nikt z nas nie ma tej pewności, ale warto czasem spojrzeć szerzej niż poza horyzont. Warto czasem użyć wyobraźni, szczególnie jeśli nasze dziecko płacze, że boli go brzuch albo jest osłabione gorączką. NIE – środek przeciwgorączkowy nie leczy, nie jest wyznacznikiem tego, że dziecko może już pójść z nami na zakupy do Biedronki.

L4 na dziecko? Nie w tym kraju.

Chory maluch, przede wszystkim, potrzebuje spokoju i odpoczynku. Pozostania w domu, całusa od mamy, przytulenia od taty. Potrzebuje swojej ulubionej herbatki, misia i kołderki. Bolący brzuszek/ostry kaszel czy gorączka, sprawia, że dziecko nie jest sobą. Najprościej jest zamienić się z nim na chwilę, mentalnie, miejscami:

Przypomnij sobie, jak sam/sama, byłaś dzieckiem i złapała Cię jakakolwiek infekcja – przeziębienie, grypa czy jelitówka, której temat szerzej rozwinęłam o tutaj. Ostatnim, czego potrzebował Twój osłabiony organizm było pójście do szkoły.

Potrzebowałaś/potrzebowałeś mamy, która przyniesie syrop. Mamy, która poda herbatkę i ciepłej kołdry, która ukoi gorączkowe dreszcze. Wyobrażasz sobie wtedy biegać po szkolnym korytarzu? Albo odpowiadać przy tablicy, jeśli w żołądku masz rewolucję? Wątpię.

A teraz, przedszkola i żłobki pełne są chorych dzieci bo…

opieka nad chorym dzieckiem

„Jakie L4?! Przecież to tylko zapalenie krtani!”

Dominuje wszędobylskie: „Nic mu nie jest”, „Ona jest zdrowa” i słynne: “ten katar to alergiczny”.  Kaszel/gorączka/biegunka/bóle brzucha – wybrać dowolne, resztę skreślić. Cała gama objawów w przedszkolnej sali, a całą gamą objawów dysponuje Krzyś albo inny Jasio, który cały dzień płacze i chce do mamy.

Krzyś całą noc kaszlał, ale mama nie miała z kim go zostawić, więc posłała go do przedszkola. Logiczne, prawda? Szkoda, że jedynie dla mamy Krzysia.

Nie każdy z nas dysponuje babcią, która chętnie zajmie się wnukiem. Nie każdy szef jest na tyle wyrozumiały, żeby nie zwolnić nas po L4, ale na szali staje zdrowie TWOJEGO dziecka. Naprawdę odstawienie osłabionej pociechy, przedszkolance pod drzwi to jest to, co uważasz za słuszne? Posłanie osłabionego dziecka do przedszkola czy zabieranie go na zakupy, to jest dobry pomysł?

Droga mamo, drogi tato, źle się czuję, jestem chory…

Nie stawiajcie sami diagnozy. Słowa „nic mu/jej nie jest” to najgorsze, co można powiedzieć kiedy dziecko łapie infekcję. Poza Waszym dzieckiem, które narażacie na stres – narażacie również resztę dzieci w przedszkolu na zachorowanie.

Nie ma wytłumaczenia, dla którego można by wysyłać chorą pociechę do przedszkola.

Nie ma wytłumaczenia, dla którego można by zabierać osłabione i chore dziecko do centrum handlowego.

Czy naprawdę tak wiele wysiłku kosztuje to, aby poinformować, że Wasze dziecko kaszle jak oszalałe? Albo, że wymiotowało całą noc i nie wiesz co mu jest, ale na wszelki wypadek przełóżmy spotkanie? Naprawdę nie można w sobie znaleźć odrobiny wyobraźni?

Oczywiście, że zarazki mamy wszędzie. Na klamkach, telefonach i rzeczach codziennego użytku. Moje dziecko wychowuje się z psem więc tych zarazków prawdopodobnie ma milion razy więcej. Nie kładę nacisku na wychowywanie go w sterylnej czystości czy przesadnej paniki o zarazki, ale jasny szlag mnie trafia, kiedy ledwo wychodzimy z antybiotyku, a ktoś “zapomina” mi powiedzieć, że jego dziecko jest chore.
I jako dorosła kobieta rozumiem, że wszędzie są skupiska wirusów i bakterii.
Nie owijam go w folię  ani  nie zamykam w złotej klatce z powłoczką antywirusową więc logiczne, że ma styczność z tym wszystkim co lata, ale jeśli ktoś do mnie przychodzi i po godzinie mnie informuje, że jego dziecko całą noc wymiotowało i miało gorączkę to mam ochotę rzucić: “Fajnie, że wpadłaś. Szkoda tylko, że mózg zostawiłaś w domu”.

Pamiętajmy proszę, że lepiej odwołać spotkanie niż zarazić kolejną rodzinę grypą jelitową.
Pamiętajmy, że nie każde dziecko jest równie odporne co Twoje i nie każde przechodzi choroby wirusowe szybko i bez powikłań.
Pamiętajmy, że będąc rodzicami musimy mieć choć odrobinę wyobraźni, odrobinę.

„Niech się hartuje!” ja muszę iść do pracy.

… powie 8/10 matek, które chore dziecko targają po promocjach w Biedronce, obskoczą jeszcze Rossmana i wskoczą do Lidla, albo odstawią chore dziecko do przedszkola, a same pojadą do pracy.

No bo cóż, może to ostre zapalenie jamy ustnej, a może po prostu lekkie owrzodzenie? A może jednak mejbeeeliiin? „Niech się przecież napiją z jednej butelki, już nie bądźmy takie nowoczesne i nie uciekajmy przed tymi zarazkami! Kiedyś to się piło z jednej butelki na placu i wszyscy żyliśmy, HE HE „– możesz słyszeć z ust rodzicielki, która chodząc z chorym dzieckiem w odwiedziny, nazywa to HARTOWANIEM.

Za kilka dni, wychodzisz z receptą na robiony antybiotyk plus fiolet do smarowania buzi dla swojego dziecka. Bo w przedszkolu chory Krzyś, stwierdził, że fajnie napić się z butelki Twojego syna.

„A co Ci miałam mówić? Wszystko dobrze jest! całą noc nam wymiotował i gorączki dostał, ale to przecież nie ma o czym mówić bo już mu przeszło”

Czyli według tej teorii zarazki ustają razem z wymiotami i oczywiście dziecko nie zaraża. A 24 godziny w porywach do 48 godzin później, rzygasz Ty, mąż i dwójka Waszych dzieci oraz babcia, która dostała rykoszetem przynosząc Wam rosołek. No i dziadek. Bo z babcią mieszka, wiadomo.

Ja wiem, że wszystkie chcemy jak najlepiej dla naszych dzieci, ale miejmy trochę wyobraźni. Nie lekceważmy objawów choroby. Jeśli dla Ciebie kaszel to drobnostka i do lekarza z dzieckiem nie masz zamiaru iść – spoko, Twój wybór. Ale nie biegaj z tym dzieckiem w odwiedziny do znajomych ani po wszelkich okolicznych sklepach. I na Boga, pozwól dziecku zostać w domu, zamiast wysyłać go do przedszkola!

chore dziecko

 

„Przesadzasz…”

… usłyszała moja koleżanka jakieś dwa tygodnie temu, kiedy w odwiedziny zwaliła jej się matka z kaszlącym dzieckiem. Kiedy już usiadła na kanapie, stwierdziła, że : “to tylko kaszel, nie idzie do lekarza bo nic dziecku nie jest. Przecież nie będę latać z każdym kaszlnięciem!”. Efektem tego spotkania był SOR dla syna mojej koleżanki. Noworodka, któremu to spotkanie zaowocowało sterydami i pobytem w szpitalu. 

Czy to było potrzebne? Czy to było niezbędne? Czy nie można było zadzwonić, uprzedzić albo powiedzieć wprost?

Najlepsze na odporność dla dzieci.

Histeria u dziecka. Co robić? Kiedy uciekać?


 

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

34 Responses

  1. Normalnie jakbym czytała o sobie rok wstecz… 6latka z zerówki przynosiła wszystko co się dało. W domu 3 miesięczne wówczas niemowlę. Chorowalysmy od września do kwietnia. Tydzień w zerowce i dwa tygodnie w domu. W Grudniu córka byla az 2 godziny w przedszkolu (zdrowa już, za zgodą pediatry) na jasełkach, w których brała udział. Na lekarzy, badania i w aptece zostawiłam fortunę. Rachunkami i ulotkami z leków mogłabym sobie mieszkanie wytapetowac. W pewnym momencie do mojego domu nie mial prawa wejsc nikt kto nawet zwyczajnie kichnął. W dupie miałam tłumaczenia, ze alergia itp. Informowałam, ze nie wpuszcze za próg a jadac gdzieś potrafiłam wejść i wyjść. Nie uważam, ze dzieci powinny przebywac w sterylnych warunkach. Niech maja kontakt z bakteriami i zarazkami. Organizm jakos musi się uodpornic. Ale widelec w oko wybilabym mamusi, ktora stoi w przedszkolnej szatni z dzieckiem, ktoremu zielony spik wisi do kolan a ona wmawia wszystkim dookoła, ze to przecież jest alergia (inie wiesz czy masz sie smiac, plakac czy od razu strzelic w cymbal…) Jako rodzice powinnismy reagować natychmiast i zglaszac do wychowawcy grupy lub dyrekcji placówki (maja prawo zazadac od rodziców zaświadczenia od lekarza, ze dziecko jest zdrowe)

    • Nic nie dodałabym do Twojego komentarza. Uważam dokładnie tak samo bo podobne mam niestety doświadczenia z tamtej jesieni. Już miałam w dupie co kto pomyśli – nie przychodziłam albo unikałam kontaktu z ludźmi, którzy mieli “TYLKO KATAR”. Z początku się tłumaczyłam, później olałam bo to walka z wiatrakami. Nie chcę myśleć co przyniesie ta jesień…

  2. Ja z tych co zostawiają dzieci w domu. Teraz druga córka zaczęła chodzić do przedszkola i wczoraj w nocy już kaszel. No i dopóki kaszel to siedzi w domu. Jednak zdaje sobie sprawę, że niektóre z nas nie mają babci pod ręką, mają szefa, który jak słyszy l4 to ma ochotę wypisać zwolnienie dyscyplinarne najlepiej. Rozumiem niekiedy nie ma wyjścia ale jak jest urlop do wykorzystania czy można zabrać pracę do domu to po co osłabione dziecko ma iść, męczyć się i dodatkowo zarażać inne dzieci niekiedy fundując im pobyt w szpitalu? Tego to ja nie zrozumiem…

  3. Jeszcze przypomniałam sobie rozmowę z przedszkolanką mojego syna, że była mamusia która przyprowadzała chore dziecko do przedszkola wraz z lekarstwami i karteczką jak podawać . No co zrobić głupota ludzka nie zna granic . Pozdrawiam ,wytrzymaj te choroby , na pocieszenie Ci powiem następne będą w zerówce przerabiałam to , oj przerabiałam.

  4. Witaj, przeczytałam wczoraj Twój wpis i aż mną trzęsie . Dziecko 3 miesiące (teraz już prawie 17,ale głupota ludzka zostaje w głowie) odwiedza mnie koleżanka z córką 5lat zasmarkana , kaszle że mnie płuca bolą tłumaczenie koleżanki dziś się zaczęło , mała cały czas dotyka miękką jeszcze główkę mojego dziecka , nie słyszy że tak nie wolno , matka też . Dziecko 1.5 roku zapalenie oskrzeli , temperatura było Boże Narodzenie mówię teściowi że chory nie przyjedziemy a On złota rada ,, zawiń go w kocyk i przyjedźcie no jasny gwint,nie pojechaliśmy.Często przed odwiedzinami dzwoniłam czy wszyscy zdrowi , tak zdrowi , a na miejscu okazało się że katar , kaszel i inne paskudztwa , ale to ja byłam przewrażliwiona . I jeszcze ciąża 5mies zagrożona od pierwszych dni , przychodzi mama mieszkałyśmy w jednym domu , więc o ciąży wiedziała i opowieści że ma grypę źle się czuje , po tygodniu ja mam grypę na szlag by to trafił . Chorzy siedzimy w domu nie odwiedzamy dzieci ani ciężarnych koniec i kropka .

    • Niestety, ale do niektórych ludzi to jak do ściany, ewidentnie. Szkoda tylko, że przez to cierpią osoby postronne i dzieci. Nie wiem czy to aż tak ciężko mieć odrobinę wyobraźni, jakie mogą być konsekwencje tego co robimy? Kiepsko, że niektórzy dorośli to gorzej jak dzieci.

  5. Wiesz,tak wczoraj wieczorkiem jeszcze myślałam o Twoim wpisie.
    I niestety doszłam do wniosku,że “to tylko katar” to nasza-znaczy dorosłych-wina.
    I gonitwy szczurów za pieniędzmi,całego tego szitu,życia na wzór japońsko-chiński.Bo tam zapierniczają do roboty nawet z zawałem.
    Kiedyś u nas było tak,że człowiek chory szedł na L4 bo to jego święte prawo. A potem się zaczęło,że skoro “tylko” przeziębienie,”tylko” grypa to się bierze leki bez recepty i zapiernicza do firmy,bo na L4 to znaczy że leser,kombinator,pewnie jakiś remont jest w domu. A po latach szok że zapalenie mięśnia sercowego właśnie z niewyleczonych przeziębień.
    Też taka głupia byłam,z gorączką na kasie siedziałam,cudem manka nie zrobiłam.Kierowniczka sama mnie zawiozła do przychodni. Od tego czasu stwierdziłam że po to jest lekarz żeby on decydował.I wisi mi co kto o tym myśli-to jest moje zdrowie,i chciałabym emerytury dożyć a nie doleżeć.

    A skoro ktoś nie szanuje własnego zdrowia to nie ma bata żeby szanował cudze,nawet dziecka rodzonego.

    • Ostatnio na podobny temat rozmawialiśmy z Igrekiem, który sobie mocne przeziębienie wyleczył w dwa dni i poszedł do pracy. Dzięki temu, bujał się jeszcze dwa tygodnie po lekarzach bo mu nic nie pomagało jak choroba wróciła ze zdwojoną siłą. Ale taka jest prawda, takie mamy czasy, że z “byle czym” do roboty :/

      • W zeszłym roku u nas było to samo.Leki na grypę i ojciec rodziny do roboty,bo jak wspomniałam o lekarzu to usłyszałam że co Ty,że jak,nie ma szans.Że nawet jakiś tam kierownik powiedział żeby nie brali L4 bo jak ktoś ma np.złamaną nogę to do pracy może przyjść i przekładać papiery w biurze. No paranoja.

  6. Mamy 2 koty więc moja córka ma kontakt z bakteriami. Ile to razy wody się napiła z ich miski bądź chrupka zjadła to nie zlizliczę, ale jak jest chora to nigdzie z nią nie chodzę, spotkania ze znajomymi przekładam i oczekuję tego samego od znajomych. Jak idzie do opiekunki, a ma lekki katar, to proszę żeby dała mi znać jak tylko gorzej się poczuje to zwolnię się z pracy i ją odbiorę. Mieszkamy w UK i tu jest inne podejście do różnych spraw, często ludzie patrzą się na mnie jak na wariatkę gdyż widzą jak ubieram córkę (odpowiednio do pogody bądź na tak zwaną ‘cebulkę’), ale mnie to nie rusza.
    Zdrówka życzę!

      • A weź. Niektórzy ludzie to bezmózgowcy. Zima, pizga jak w kieleckim na dworcu i widzisz niemowlaka bez czapeczki z jedną skarpetką i bez kurtki/kombinezonu tylko w portach i sweterku to nóż się w kieszeni otwiera. A rodzice ubrani w grube kurtki. Inna sytuacja: dziewczynka w sukience bez rajtuzek, w kaloszach i kurtce jesiennej/wiosennej (rozpietej) lub chłopczyk w portach 3/4, klapkach i kurtce jesiennej obowiązkowo rozpietej. A latem można zauważyć dzieci wchodzące w kozakach i grubych swetrach. Paranoja!

          • Wiesz, gdybym tego na własne oczy nie widziała to bym pomyślała że ktoś ma niezłą wyobraźnię, ale tutaj to norma. Najgorsze jest to, że dzieciaki mają przyzwolenie od rodziców na taki ubiór. Raz o mało co w lodówkę w sklepie nie wlazłam jak zobaczyłam dziewczynkę mniej więcej 6-7 lat w pantoflach na obcasie, bluzeczka odkrywająca pępek i do tego miniówka, a obok szła jej mama ubrana normalnie, znaczy bluzka, jeansy i adidasy.

  7. Jak ja to dobrze znam… nie mam noworodka ale 1.5 rocznego syna i 3 letnią córkę co chodzi do przedszkola i wszystko przynosi… jednak najbardziej mnie wkurwila kolezanka, ktorej corka przyszla do mojej 9 latki cwiczyc uklad na MINI PLAYBACK SHOW… gdzie sie dowiedzialam ze rano nie byla w szkole bo miala biegunke… BIEGUNKE kurwa rano a popoludniu poslala corke do mnie no bo beda cwiczyc uklad!!! Jakby tego kurwa przelozyc nie szlo.. moja 3 latka przechodzi jelitowki strasznie!!! A 4 dni wczesniej wlasnie skonczyla swoje męki z jelitowka!!! I znow miała to samo…

    • I w takiej sytuacji człowiek ma ochotę zadzwonić albo się spotkac i powiedzieć co się myśli. Z drugiej strony, człowiek już wie, że jest po ptakach. Przez jej bezmyślność Twoja córka ma kilka dni wyjęte z życiorysu, albo co gorsza – wszyscy będziecie mieli wyjęte.
      Identyczną miałam sytuację właśnie z Młodym. Bo przecież to nic takiego więc mi nie wspomniała o jelitówce. To, że to jest żałosne i wkurwiające to jakby nie powiedzieć nic :/

  8. Oj tak… w samo sedno niestety 🙁 ja mam ciotkę, która wyemigrowała z całą rodziną do Szwecji. Tam to raj! „U Was to na wszystko antybiotyki! Wasze dzieci to ciagle chorują… a u NAS w Szwecji antybiotyk to ostateczność, dzieci gole biegają na mrozie i zdrowe…” Pewnie, bo My tu w tej zacofanej Polsce to lubimy dawać leki małym dzieciom, nie spać po nocy i dzwonić na pogotowie, bo dziecko tak kaszle, że się dusi i nie wiesz cyz dojedziesz do szpitala, zwłaszcza że w drugim pokoju drugie dziecko śpi… rzygać mi się chce jak słucham tego tylu tekstów. Naprawdę któregoś razu nie wytrzymam i komus w końcu przyłożę.
    Zdrówka!

    • Ja też ostatnio mam coraz mniej cierpliwości do podobnych tekstów. Nie dość, że dziecko choruje, nie dość, że masz już dość to jeszcze ktoś Ci wpląta swoje mądrości z dupy, za przeproszeniem.

      • Otóż to! Nie dość, że nie pomogą to jeszcze z równowagi wyprowadzą. U mnie starsza przynosi choroby z przedszkola a młodsza 3 dni później też chora. Ledwo skończymy 2 tyg choroby, pójdzie do przedszkola i po 3 dniach znowu się zaczyna… ale to oczywiście moja wina, bo przecież nudzę się niemiłosiernie i uwielbiam być uziemiona z chorymi dziećmi w domu. Także ten… też należę do zacnego grona matek, które pierwsze pytanie jakie zadają przed zaplanowaniem czegokolwiek to czy wszyscy zdrowi??? Smutne to, ale jak nie można liczyć na inteligencję innych to trzeba samemu myśleć za wszystkich.

  9. Święte słowa, Torpedo. Wyznaję podobne wartości, co Ty. I wielokrotnie usłyszałam “przesadzasz”. I to nawet nie od koleżanek, ale od swoich rodziców- kiedy przed ich wizytą kolejny raz pytałam zy wszyscy zdrowi, a jak zobaczę, że ktoś ma choćby katar to nie wpuszczę do domu.
    “Przesadzasz” usłyszałam, jak na wyjazd do dziadków najpierw pakowałam inhalator i sterydy, po n-tym zapaleniu krtani.
    Nie wiedziałam, że osiwieć można już przy tak małym dziecku, kiedy telefon dzwoni, a ja z sercem w gardle patrzę tylko czy na wyświetlaczu nie pojawia się “żłobek”, bo to nigdy nie oznacza nic dobrego. Kiedy w nocy sprawdzasz czy nie jest zbyt ciepły. Kiedy zaczyna się “zwykły” katar, od którego zawsze zaczynają się u nas choroby.
    Z utęsknieniem czekam na wiosnę… Trzymajcie się ciepło, już niedługo powinno się to skończyć☺

    • Ooo witaj, mam tak samo jak Ty. Na wyjazd pakuję inhalator i sterydy bo drogi oddechowe to mi się śnią po nocach. Zapas syropów i soli fizjologicznej zawsze w pogotowiu. I o przesadzaniu może mówić jedynie ktoś, kto aktualnie nie ma takiej sytuacji. Bo tak jak piszesz wychodzisz z jednego, zaraz drugie.
      Ja ostatnio już opadłam z sił, kiedy wyszedł z zapalenia oskrzeli cytując pediatrę “dość złego”, a za chwilę wrócił i usłyszałam “brzydko osłuchowo” i ktoś Ci powie, że przesadzasz z inhalatorem 🙂 Zdrowiejcie! :*

    • Mam podobnie. Odkąd moja córka poszła do żłobka to tylko patrze6 na to czy nie zadzwoni nikt z placówki, że znowu chora. I ręce opadają jak wychowawczyni prosi o pozostawienie dziecka w domu, bo smarka, kicha, kaszle i widać gołym okiem, że chore, a to pojawia się dnia następnego dnia i z tyłu głowy , Boże, żeby moje dziecko znowu nie złapało czegoś. Standardowo co 2 tygodnie mamy tydzień chorób. Ciezko patrzeć na to jak dziecko cierpi i nie być w stanie mu pomóc, tylko non stop faszerować lekami i modlić się w duchu, żeby temperatura spadła i Mała przespała choć godzinę! O szlag mnie trafia jak idę do pracy, jestem nauczycielem w przedszkolu, i rodzice przeprowadzają dziecko z katatem po pas, kaszle, który przywodzi na myśl zepsutego malucha, zapaleniem spojówek, chorobą bostońską i bagatelizuje, bo jak wychodziliśmy z domu to było ok. Pewnie w przedszkolu coś z powietrzem jest nie tak, albo po drodze coś złapało!
      Ręce opadają!

  10. Aż mi się serce ścisnęło.
    Ja nie chodzę z chorym dziećmi,nie przyjmuję zasmaranych. Bo każdy inaczej reaguje na zarazki- jeden będzie smarkał tydzień a inny wyląduje pod tlenem.
    Taka sytuacja -poszłam z Młodą na zakupy.Tam na pasażu matka,babcia,dziewczynka ok 6lat.
    Dziecko oczy zapuchnięte z gorączki,nos niczym ten od Rudolfa,kaszel że mało płuc nie wypluła.Atak kaszlu skończył się wymiotywaniem do najbliższego kosza-tylko tam zdążyła. Mamusia poczekała aż dziecko skończy,wytarła buzię( troskliwy miś normalnie),po czym zabrała dziewczynkę za rękę i pomaszerowała…………….prosto na salę sklepową.
    Ja wyszłam bez zakupów.Obserwowałam to wszystko z odległości,szczerze-bałam się z Młodą przejść obok bo zarazki to normalnie chyba w promieniu 10m latały.
    Poza tym wiesz,dorosły jak chory to ledwo żyje a co dopiero małe dziecko,które nie rozumie co się z nim dzieje,dlaczego oczka nie chcą patrzeć,nóżki biegać,i najchętniej gdzieś by się przykleiło i popłakało.
    Owszem,nie trzymam syna w domu i zabraniam chodzić do szkoły bo kichnął 7 razy z rzędu. Ale jak nie potrafi oddychać,oczy szkliste to dla jego dobra zostaje w łóżku- bo lepiej stracić 3 dni niż potem 2 tygodnie z antybiotykami.
    Tym bardziej nie czarujmy się,żaden antybiotyk nie jest obojętny dla organizmu.

    Ktoś kiedyś powiedział że kaszel i katar to nie choroba.Szkoda że zapomniał dodać,że nie leczone wywołują choroby bardzo poważne.

    Dużo zdrówka dla Małego Bohatera,dużo sił dla Was.
    Ps. A ja się zastanawiałam czemu nie piszesz.Ale usprawiedliwiona jesteś:)

    • Miałam kiedyś podobną sytuację w centrum handlowym, ale bez wymiotów. Byłam w centrum handlowym, a dokładniej w sklepie z odzieżą dziecięcą i obok mnie stała dziewczynka gdzieś 4/5 lat. Oczy szkliste i ten kaszel, Boże kochany to jeden z tych kaszli gdzie człowieka aż płuca bolą. A mamusia? Wyjebane, dosłownie. Sobie spaceruje, przegląda i zagląda. Nie chcę oceniać bo może i sytuacji nie znam, nie chcę wytykać palcami, ale na Boga – z dzieckiem w takim stanie sobie pójść na zakupy? To jest paranoja i tego jest coraz więcej. WIększość rodziców wychodzi z założenia, że do sklepu to muszą i mogą z dzieckiem pojechać. I tutaj się z Tobą zgodzę, najbardziej szkoda dzieci.

      • Wiesz,ja jestem w stanie zrozumieć ,że naprawdę nie masz jak zostawić dziecka,że musisz do tego sklepu ale kurwa mać były DWIE,to któraś mogła zostać z tym biednym dzieckiem.
        Jak Młody miał kilka miesięcy to złapałam ospę,oczywiście Młodego wysypało też,choć do końca wyglądało że nie złapał.Komórki już wtedy były ale rachunki zajebiście wysokie jak góry,za smsy to można było się wieszać. Zakupy robiła mi sąsiadka,jak coś potrzebowałam to wieszałam kartkę na drzwiach,ona potem kupowała,dzwoniła do drzwi i uciekała żeby w domu nie zarazić swojego dziecka.I dało się.Tylko odrobina dobrej woli i zdrowego rozsądku.

        Syn koleżanki miał bardzo niską odporność,łapał wszystko,tabletki non stop. Nie wyobrażam sobie,że idę do niej z kichającym dzieckiem i świadomie go narażam.
        Ale teraz takie czasy-co nie zabronione to dozwolone,zwolnienie z myślenia.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *