Matka Torpeda
Matka Torpeda

Nie każdy może być tatą.

Ojcem może być każdy, do tego potrzebny jest jedynie odpowiedni sprzęt oraz plemniki, które bez problemu trafią do celu. Aby być tatą, potrzeba już czego ważniejszego. Czegoś fundamentalnego, co zostanie w dziecku na zawsze. Jak głoszą stare prawidła: “Spłodzić to najmniejszy problem, wychować to już inna para kaloszy”.

Nie każdy może być tatą, mimo posiadania sprzętu.

Uważam, że rola ojców w naszym społeczeństwie jest lekceważona i pomijana. Zupełnie jakby  tata był rodzicem drugiej kategorii.  Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że mamy aktualnie bardzo duży odsetek samotnego macierzyństwa, a mężczyźni często biorą nogi za pas i jedyne co po nich zostaje to alimenty, ale dziś chciałabym troszkę dźgnąć patykiem ojców, którzy pozostają w związku z mamą. Chciałabym ruszyć temat każdego taty, który jest wystrzałowy, a którego żona nie potrafi docenić.

Kiedy chodziłam z bębnem maszyny losującej wielkości dyni, a do zwolnienia blokady pozostały względne dwa tygodnie, byłam święcie przekonana, że jestem przygotowana. No bo przecież na stronie szpitala była wypisana wyprawka szpitalna, domowa i poporodowa. Wszystko miałam ładnie zaznaczone ptaszkiem. Torba była spakowana więc mogłam powiedzieć, że jestem redi.

No, tyle, że jeśli chodzi o organizację osprzętu to gotowa może i byłam, ale jeśli chodzi o spotkanie z małym człowiekiem to już nie byłam gotowa prawie wcale, jak na to patrzę z perspektywy czasu. Życie polega na tym, że nastawiamy się na opcję “A”, a jeśli wychodzi nam opcja “B” to zaczynamy panicznie rozglądać się dookoła. Ja na ten przykład w pierwsze dni z noworodkiem, panicznie szukałam osoby dorosłej.

Jakiś dorosły? Jest tu ktoś dorosły?  Aha, no tak… Ja jestem już dorosła. Jestem matką. Mam dziecko. Od dzisiaj to JA jestem tą, którą ten człowiek będzie uważał za dorosłą i odpowiedzialną. Za tą, która zna odpowiedź na wszystkie pytania. Za tą, która zna leki na każdą troskę. Teraz to ja będę wchodzić cała na biało kiedy będzie miał złe sny przy gorączce.

Głównym nieporozumieniem był fakt, że przy wyjściu ze szpitala nikt nam nie dał instrukcji obsługi. Po prostu przy wyjściu ze szpitala dostaliśmy noworodka w ręce, precz do domu się go uczyć. Z perspektywy czasu wydaje mi się to śmieszne i banalnie proste, ale wiem, że początki wcale proste nie były.

Więcej na temat rodzicielstwa możesz przeczytać tutaj.

Kiedy stajesz się rodzicem?

Najłatwiej jest to dziecko zrobić. Ciężej urodzić, ale to i tak pół biedy w porównaniu z wychowaniem. Mi na ten przykład, łatwiej wychowywało się dziecko, które było w brzuchu niż dziecko, które teraz biega po mieszkaniu. Wizualizowałam sobie, że będziemy super zgraną trójcą i żadne krzyki, płacze czy napady histerii nie będą nas dotyczyć. Oczywiście wszystko to nonsens typowej kobiety w ciąży, jaką reprezentowałam ja i moje wizualizacje.

Nie wiem czy byłam rodzicem, kiedy po drugiej godzinie płaczu przy kolce, miałam dość. Kiedy próbowałam wszystkiego, a ten mały człowiek nabierał koloru bordowego i zanosił się coraz mocniej. Wtedy nie czułam się rodzicem, czułam się opiekunem, który ewidentnie nie daje rady.

Matka jest zawsze najważniejsza.

Tę krzywdzącą opinię słyszałam milion razy. Była powtarzana w moim towarzystwie dość często, mimo iż wypowiadały to kobiety, które pozostawały w związku z mężczyzną. Widziałam tatusiów, którzy starali się przebrać tę nieszczęsną kupę, ale w połowie przerywało im pełne irytacji: “Daj ja to zrobię szybciej”.

Bo robił to wolniej, mniej precyzyjnie albo z małą pewnością tego, co aktualnie robi. Być może robił to pokracznie, a odruch wymiotny wchodził mu na twarzy i usta już kilka razy, ale chciał. Chciał się nauczyć, przyzwyczaić i dojść do wprawy. Problem polega na tym, że jeśli nie ma możliwości bo ciągle jest karcony, w końcu odpuszcza wbijając sobie do głowy, że nie jest w stanie zająć się swoim dzieckiem. Z czasem przestaje o to zabiegać i odsuwa się od swojej roli.

Tak, mężczyźni też mają uczucia i też jest im przykro, że nie mogą zrobić podstawowych czynności pielęgnacyjnych przy swoim dziecku bo ciągle są krytykowani. Bo ktoś zamiast im pokazać, wciąż woli przejąć ster i grać pierwsze skrzypce, spychając tatę na bok.

Jestem tatą i nie daję sobie z tym rady. Czy to rodzaj depresji poporodowej?

Brzmi śmiesznie, prawda? Depresja poporodowa u faceta, nonsens.

No nie do końca. Wciąż matkę stawiamy nadrzędnie, ignorując całkowicie odczucia i emocje mężczyzny, który również rozpoczyna nową życiową rolę.

Jakiś czas temu, kolega Igreka z pracy został ojcem. Mimo chęci oraz starań, nie idzie mu to. Nie odnajduje się, nie potrafi i łapie z dnia na dzień większą niechęć do własnej rodziny.  Bierze wszystkie możliwe dodatkowe godziny byle by zostać w pracy i nie wracać do domu. Ciągle wypytuje kolegów  jak sobie poradzić z noworodkiem, który jest całkowicie uzależniony od drugiej osoby. Czuje, że nie spełnia się w roli ojca i nie potrafi dać żonie wsparcia w nowym okresie ich życia więc automatycznie zaczyna uciekać.

Nie oceniaj ojca po wyglądzie.

Umówmy się, jak “Seba” to od razu mówimy, że żyje z 500+,  wyznaje kulturę wpierdolu i popija sobie zimnego żuberka w wolnej chwili kiedy nie pracuje. A nie pracuje wcale. Bo takie mamy stereotypy.

Nie dalej jak kilka tygodni temu, w cudownie deszczową sobotę, kiedy po drugiej godzinie układania klocków nasze dziecko już jęczało z nudów, stwierdziliśmy, że jedziemy do bawilandii. Wiecie, miliony rozwrzeszczanych dzieciaków, ciepło jak w piekarniku i sześć tryliardów zabawek plus znudzeni starzy, czekający naiwnie aż dzieci padną ze zmęczenia.

Po pierwszej godzinie kąpieli w kolorowych piłkach, dostrzegłam jego: ewidentnego sebixa wpierdolu. Człowiek wielkości mojej szafy w przedpokoju, typu “komandor”. Łysina wypolerowana cifem z mikrocząsteczkami i trójpaskowy dres, który opinał jego bajcepsy ciężko wytrenowane na osiedlowej siłce. Był ewidentnym szefem na dzielni. Nie miałam ochoty wymienić się  z nim wzrokiem, choć naprawdę staram się stereotypy zwalczać aniżeli w nie wierzyć. Tym razem, spoglądając na trójwymiarowego Pana, bardziej je pogłębiałam.

Nagle widzę cudną blond dziewczynkę z połową związanych włosów w kucyk, a połową spływającą na koszulkę z wizerunkiem świnki Peppy. Blond cudo biegnie w stronę trójwymiarowego, który siedzi na pluszowych dziecięcych podusiach. I wiecie jak bardzo było mi wstyd i jak bardzo paliły mnie policzki, kiedy Trójwymiarowy człowiek swoimi łapami wielkości bochenka chleba zrobił pięknego kucyka i poprawił jeszcze tego, który już istniał?

Bez strachu, z pewnością siebie poprawił blond włoski, spódniczkę w grochy i bluzeczkę ze świnką Peppą, która wychodziła z paska.

Chcę być tatą, tylko pozwól mi się wykazać! Daj mi szansę!

Nasłuchałam się Ja o tym, że kobieta zawsze może liczyć tylko na siebie. Bo niby dziecko macie wspólnie, ale jednak rodzicem bardziej jest kobieta. Zawsze. Mężczyzna to niby pomoże, ale bardziej to Ci nie pomoże niż pomoże.

Powiedzieć, że ta opinia jest krzywdząca to jakby nie powiedzieć nic. Wiele kobiet zamiast uwierzyć w umiejętności partnera, od razu zaczyna organizować mu czas i mówić co i jak ma robić z dzieckiem. Kompletnie nie pozostawiając dla niego pola manewru, cienia fantazji oraz kreatywności. Brak możliwości  wykazania się, a jedynie oczekiwania aby zrealizować to, co postanowiła.

Przykro jest tego słuchać i przykro jest na to patrzeć. Przykro jest słuchać dorosłych mężczyzn, którzy czują się odsunięci od roli rodzica, a zostają spłyceni do roli tego, który ma zarobić na rodzinę. Niewątpliwie czasy się zmieniają, a ojcowie chcą brać udział w wychowaniu, w każdym szczepieniu, pobieraniu krwi, pierwszym kroku czy w momencie najgorszych kolek. Mężczyźni przestali być tak strachliwi i wycofani jak kiedyś. Niepotrzebnie karmimy się opowiadaniami starszych pokoleń, które uważa, że tylko matka potrafi, a ojciec skończył swoją robotę w momencie jak zrobił. Właśnie przez takie myślenie zrywamy w swojej głowie pierwszą nić porozumienia i zaczynamy tworzyć emocjonalną przeszkodę.

Złotym środkiem na to wszystko, oczywiście jeśli oboje rodziców tego pragnie, jest brnąć w to wychowanie dziecka RAZEM. Ręka w rękę, ramię w ramię. Wtedy naprawdę to wszystko jest dużo łatwiejsze, a związek dużo mocniej się cementuje.

Ale jak to prawo ojca? Dlaczego nie stoisz po stronie kobiet?

Stać powinno się zawsze przy tym, co jest dobre dla dziecka. Co jest dobre dla nas i naszego zdrowia psychicznego. Absolutnie rozumiem, że bywają sytuacje przykre (ojciec dziecka zostawił Was zaraz po porodzie albo po pozytywnym teście ciążowym/opuścił Was i nie szuka z Wami kontaktu etc.), natomiast w momencie jeśli mamy styczność z pełną rodziną, która psuje się w imię prawideł rodem z lat ’80, to jest to bad way.

Nim urodziłam trzyletniego, byłam święcie przekonana, że tylko ja będę w stanie się nim dobrze zająć. To będzie synuś mamusi i ja będę najlepiej wiedzieć, czego będzie potrzebował. Igrek wielokrotnie przed porodem mówił jedno i to samo zdanie: “Boję się, że z Twoją miłością zafiksujesz się i nie dasz mi się nim opiekować”. Reagowałam śmiechem, ale tak naprawdę bałam się tego samego.

Wspólny poród był pięknym początkiem relacji, która została po dziś dzień. Relacji, którą obserwuję z największą przyjemnością i namiętnością. Relacji, za którą byłam krytykowana: “Jak można zostawiać takie maleństwo tacie bo się jedzie na zakupy?!”

TATA POTRAFI bo TATA KOCHA TAK SAMO JAK MAMA!

I to, że dziecko zostaje z tatą jest oczywiste i normalne. Żadna to anomalia. Tata zajmie się tym dzieckiem z taką samą miłością jak Ty. Olać precyzję, jak raz dziecko zrobi obok pampersa, a nie w pampersa to się świat nie zawali. Pomyśl sobie, jakim pięknym uśmiechem obdaruje wtedy tatę.

Bo TRZEBA dać możliwość budować tej dwójce swoją relację. Tę nić, którą będą rozumieć tylko Oni. Trzeba pozwolić im na to aby się poznali na SWOICH zasadach, nie na Twoich. Osoby poszkodowane przez mężczyzn mocno wspieram, ale zdania nie zmienię bo mam świetnego ojca dla mojego syna. Tatę, który zostawał od pierwszych dni z dzieckiem sam. Tatę, który wypychał mnie z domu, a sam ogarniał “kupę po pachy”. Tatę, który w momencie kolek był dla mnie najmocniejszym wsparciem.

Ale co w tym dziwnego? Przecież skoro zrobił, to od tego jest!

Niestety, realia oraz badania pokazują, że tak nie jest. A z drugiej strony, olejmy dziś statystykę: Czy naprawdę chciałabyś, żeby Twój mąż/partner opiekował się Waszym dzieckiem bo trzeba? Bo wypada? Tak na autopilocie? Bez budowania z dzieckiem więzi?

Nie spłycajmy mężczyzny do roli reproduktora. Jeśli w Waszym życiu własnie pojawiło się albo ma się pojawić dziecko, daj szansę wykazać się tacie. Być może będzie przebierał dłużej, być może dziecko trzy razy dostanie zatwardzenia od zbyt mocnego mleka. Być może wielokrotnie będzie miało źle założone rajstopki, ale powiedz… czym to wszystko jest wobec tego, jak piękną i trwałą relację zbudują na lata? 


Tekst nie miał na celu nikogo obrazić/urazić/wyszydzić ani wyśmiać. Jeśli poczułeś/łaś się dotknięty, zapewne nie to miałam na myśli. Jest to jedynie moje spojrzenie na dany temat. Cieszę się, że poświęciłeś/łaś mi swój czas i dotarłeś aż do końca. Mam nadzieję, że znalazłaś/łeś coś dla siebie. Spodobał Ci się wpis? Zareaguj! Czekam na Twój komentarz poniżej. 

Więcej moich tekstów, znajdziesz tutaj: MATKA TORPEDA

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

12 Responses

  1. ano… bo tym wszystkim tatusiom się wydaje, że będą mieli coś do powiedzenia przy wyborach życiowych córuni… tłumaczę mężowi, że ma się modlić, by na ślub go raczyła zaprosić, ale się oburza i wyjaśnia, że JEGO córunia, aniołek wcielony, z pewnością spyta tatusia o radę… absolutnie to widzę 😉

  2. Jedyne co mogę dodać w ramach wyciskania łez, to widok mojego męża gdy urodziła nam się pierwsza córka… i łzy w jego oczach gdy dwa miesiące temu urodził nam się syn 🙂 Uwierzcie lub nie, ale to jest prawdziwy tata, tatuś, ojciec – który trzymając dziecko łzawi z radości 🙂

  3. A propos biegania z kocem na głowie i piekarnika. Przykro powiedzieć, ale musi, po prostu musi się walnąć i dotknąć rączką gorącego. Oczywiście w sposób kontrolowany, czyli błyskawicznie porcja rosołowa z zamrażarki do czoła albo lodowata woda na oparzoną rączkę przez kilka minut. Dzieci muszą poznać granicę. Czasem niestety boleśnie. Ale to tylko raz i pamiętają na całe życie. Młoda miała fazę na gniazdka elektryczne, szajba totalna, wpychała wszystko, co weszło. W końcu miałam dość interwencji, opowiedziałam, że tam siedzi prąd i jak coś znowu wsadzi, to ją kopnie. Wchodzę do kuchni, wpycha kredkę, walnęłam z całej siły pięścią w małe dupsko i podeszłam do szafki. Takiego szoku nie widziałam. Wielkie oczy “mamo kopnął mnie!!!!” Palę głupa “co się stało?” “No prąd mnie kopnął!!!” Wieczorem przy kąpieli lekki wyrzut sumienia, ale tylko przez moment jak zobaczyłam siniaka na maleńkiej dupince. Prawie do końca podstawówki jak już uczyłam ją prasować prosiła “ale to żelazko to Ty mi włącz” 🙂 Z racji praktyk na różnych oddziałach miałam schizę na oparzenia. Gotowałam tylko na tylnych palnikach, jak smażyłam Młoda miała zakaz wejścia do malutkiej kuchni. Rozcięcie można szybko zszyć, złamanie wsadzić w gips, ale oparzenia wrzątkiem to straszny długi ból, przeszczepy z sztucznej skóry i paskudne blizny na całe życie. A bycie ojcem? 23 czerwca wieczorem Młoda otrzymała od flamy tatusia smsa ” jakby co, to przypominam, że dzisiaj jest dzień ojca”. Pytam “nie zadzwonisz? “. “Zadzwonię jak będzie dzień dawcy nasienia”. Od kilku miesięcy pełnoletnia, nie wtrącam się w decyzję. Widocznie karma wraca….

    • U nas jak na razie nauczki nie ma żadnej. Siniak jeden schodzi to drugiego nabije więc po prostu mam mniejsze “zawały serca” w momencie jego uderzeń.

      Co do Twojej córki – podsumowała większość “tatusiów”, którzy o dzieciach pamiętają tylko wtedy jak mają alimenty wysłać 😉

  4. Napis na kubku
    “Każdy facet może być ojcem-tylko prawdziwy mężczyzna zostaje TATĄ”.
    Na środku sklepu łza mi się zakręciła tak mocno,że na Dzień Ojca wybraliśmy inny kubek bo inaczej przy każdej kawie bym ryczała 😀

    A tak w sumie-nikt na początku się nie odnajduje.Bądźmy szczerzy-każdy myśli że będzie cud miód i malinki,dzidzia zawsze uśmiechnięta,kupa pachnąca różami,przespane noce i zero stresu.Taki wał.
    Potem nie ma wcale łatwiej.Bieganie za małym człowieczkiem ,który za punkt honoru obstawił poparzenia wszelakie,połamanie kończyn na schodach,zjedzenie tego czego się nie je.
    Jak w zdrowiu dotrwacie do szkoły to zaczynają się schody.A po co,a na co,a komu to potrzebne.Przez milion godzin ucz,tłumacz,pomagaj kiedy masz ochotę zabić nauczyciela 😀

    Wiesz,ja mam czasem wrażenie,że moja rola ogranicza się do karmienia,opierania,sprawdzania zeszytów i opierdzielania.Bo jak nie pogonisz to meble przykleją się do siebie,kurz i papierki z cukierków są niczym mur chiński.Kończysz pranie i w tym momencie dzieć lezie z ramionami pełnymi czegoś kolorowego.Jeszcze masz nadzieję że to tylko spacer ale ewidentnie prze do łazienki.Słabym głosem pytasz” co robisz?” i słyszysz –“no przecież pranie niosę”.Ja wolę nawet nie wiedzieć,gdzie toto się kamuflowało.
    Teraz jesteśmy na etapie “mydło woda to mój wróg”.Dzieć po kilku godzinach na rowerze,pot mu po dupie do pięt spływa i słyszę-“ale ja się dziś nie kąpię”.I zaczynam- wątpić czy ja naprawdę go nie nauczyłam higieny????????????????
    Ćwiczymy też głuchotę nabytą-jak nie rykniesz to cie nie słyszą.
    Ale kiedy obcy ludzie chwalą,że grzeczny narybek,że mądry,że ach i och to chyba nie najgorzej nam wychodzi to całe wychowywanie?
    I choć to jeszcze pewny odległy czas,ale mam nadzieję,że nie puścimy w świat pasożytów.

    Ty miałaś przykład Mięśnia z sercem.Ja odwrotnie- mamusia jak z reklamy a zainteresowania dzieckiem żadnego.

    • Ja jestem na etapie biegania i szukania co raz to nowych przeszkód. Nie waż się mu zabronić czegokolwiek bo i tak będzie próbował do skutku. Rozgrzany piekarnik, gorąca kawa. Bieg do stolika z potykaniem się, zakładanie koca na głowę i bieg przez mieszkanie. Możesz sobie mówić, grozić, prosić – na nic 😛

  5. Uwielbiam takie widoki. Uwielbiam przekonywać się, że pozory mylą, właśnie w taki sposób:)

    Trzeba doceniać panów, bo kobieta ma przynajmniej 9 miesięcy, podczas których już czuje się mamą. Oni, natomiast, zostają wrzucani na głęboką wodę i na początku próbują po prostu nie utonąć. Potem coraz dłużej utrzymują się na powierzchni, a potem mogą popisywać się swoim superstylem:)
    Pozwolisz, że na zakończenie poprawię trochę twój tytuł – tekstem z lodówki. To znaczy z magnesu na lodówkę:)
    “Każdy może być ojcem, ale nie każdy może być tatusiem”.

    • Wiem właśnie, ale zorientowałam się dopiero po opublikowaniu 😛

      To jest fakt. Facetom często się w głowie nie mieści z czym będą musieli się zmierzyć. Tak samo wierzą w wyidealizowany obraz dziecka, a potem przychodzi rzeczywistość 😉

  6. Jestes niesamowita! Czytam Cie od niedawna, sama nie mam dzieci, baaa! Tak jak napisalas, moze ja siebie widze w roli matki, ale ojciec tez jest jednak potrzebny najlepiej taki, zeby mial leb na karku i troche przy tym dziecku pomogl. Swietny wpis, Sebix mnie rozwalil 😂 Pisz czesciej!
    Pozdrawiam ❤️

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *