Matka Torpeda
Matka Torpeda

Zespół przymkniętego oka.

Mówi się, że szczęśliwi czasu nie liczą. To dlaczego więc każda rocznica ślubu ma swoją nazwę?  A no po to, aby te lata zacząć liczyć. 

Góry i doliny, sinusoida mentalna. Wzloty i upadki od kilku lat. Każde z nas się zmieniło, choć ciężko mi w to czasem uwierzyć bo przecież znamy się jak łyse konie. No nie, jednak mimo to, nasze osobowości uległy zmianie. Zmieniły się nasze nawyki, nasze podejścia do różnych tematów oraz nasz światopogląd.

Tysiące wypitych razem kaw, miliony niezmienionych rolek papieru i tony siarczystych, ognistych kurew lecących pod nosem w momencie domowego focha. Nie zliczę ile razy miałam ochotę tym wszystkim, przysłowiowo jebnąć. Nie zliczę też ile razy zachwycałam się nad tym, co udało nam się stworzyć.

Dopasowywanie czy docieranie charakterów, jak to ładnie ktoś nazwał, trwa od samego początku. Bo on chce jeść mięso, ja czasem warzywa. Ja biorę kąpiel we wrzątku, on puka się w głowę. Ja uwielbiam bułki, on jest chleb loversem. Oczywiście na przestrzeni lat, wiele rzeczy udało się nam wypracować, ale wiele konfliktów  pozostało do dnia dzisiejszego. Tak zwana akceptacja osoby drugiej z wadami i zaletami czyli powszechnie zwanym nierówną powierzchnią pod sufitem.

Bo tak właściwie, to co jest najważniejsze w związku? Zastanawialiście się kiedyś? Bo ja tak, a szerzej o tym, co jest najważniejsze z związku, możesz przeczytać TUTAJ.

Kompromis w związku, czyli, że niby co?

Tyle się mówi o kompromisach w związku, że za każdym razem jak słyszę słowo “kompromis” to wywracam oczy do góry. Kompromisy kompromisami, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie. No nie ma par, które w momencie kłótni czy sprzeczki, nagle dostają olśnienia i stwierdzają, że będą szukać kompromisu, zupełnie jakby mieli się właśnie wybrać na wycieczkę po Tajlandii w poszukiwaniu jakiegoś stuletniego drzewa, porośniętego takimi małymi owockami, co to się nazywają kompromisy.

Kompromis najczęściej następuje po kilku cichych dniach, które sprawiają, że temperatura uczuć w związku spada. Spada oczywiście po to, aby wzrosła nam temperatura ze skalą zwaną “ochota na seks”. Czyli tak pięknie zwany, seks na zgodę. 

Pójdę do nieba bo darowałam życie.

Wiecie, nie ma dla mnie nic bardziej irytującego niż oglądanie telewizji z kimś, kto zasypia bądź przysypia. Jak zwał tak zwał. Szykujesz pyszną kolację, może jakiś alkohol się wprosi, ewentualnie jakieś niezdrowe przekąski za pięć peelenów.

Może jakieś orzeszki bez karmelu, w soli prosto z Wieliczki? No nie ważne. Sedno takie, że dziecko zasnęło, jesteście we dwoje – dla siebie, pod siebie.  Generalnie no nastawienie jest ogromne, chęci na wspólny wieczór pod tytułem “no w końcu!” niosą za sobą pewne nadzieje. Będzie tak jak wtedy, kiedy byliście bezdzietnymi lambadziarzami, którzy zajmowali się oglądaniem filmów, uprawianiem seksu i spijaniu sobie słodkich słów z ust. No generalnie power of love!

Romantyczne wieczór we dwoje…

Romantyczny wieczór we dwoje, trafia jasny szlag już na początku drogi, kiedy jeszcze nawet nie zdążyłaś do końca ubrać butów z napisem: “Oczekiwania tego wieczoru”.

W połowie filmu, cała rozemocjonowana losem bohatera i szybkim obrotem sytuacji, prawisz więc do niego:

-Życie to jednak przewrotne jest, nie? Zobacz co Oni jej robią! O Jeeezu, myślisz, że Ona tak serio z nim? Mi się wydaje, że po prostu miała jakiś spadek  emocjo…- spoglądam w bok.

Śpi. No kurwa, bezczelnie, jawnie z łbem do tyłu wywalonym. Na popielniczkę – z otworem gębowym pootwieranym, zupełnie jakby właśnie siedział na fotelu dentystycznym. Szturcham:

– Co, co ? – rzuca, otwierając oczy z prędkością światła
– Co, co?! Śpisz! Nie oglądasz – mruczę pod nosem
– Jak nie oglądam, jak oglądam? Oko mi się przymknęło!

Zespół przymkniętego oka.

Czyli standardowy i uniwersalny tekst, wszystkich osób, które zasypiają przed telewizorem: “Nie śpię! Oko mi się przymknęło!”. Na jakieś względną godzinę filmu, temu komuś się oko przymknęło. Oczko mu się odlepiło. Temu misiu.

Oni przecież nie śpią. Oglądają tylko bardziej mrużą oczy. Albo właśnie je przymknęli. Albo mrugali akurat jak na nich spojrzałaś – ot, cała gama wymówek do spania przed telewizorem.

– On ją zabije, mówię CI. Zabije ją, a jak On ją zabije to później tamten… – wtrącam bo emocje mi biorą górę i na chwilę zmieniam się w damską wersję Szpakowskiego

Śpi. Znów na popielniczkę. Mało tego, że śpi bezczelnie to jeszcze pod nosem wydaje z siebie jakieś nieokreślone dźwięki charcząco-warczące.

– Jak jesteś śpiący to idź spać, a nie się umawiasz na oglądanie wspólnego filmu, niby romantyczny wieczór ma się szykować, a jedyne co robisz to mnie drażnisz!
– Ale o co Ci kobieto chodzi? Mówię Ci, że nie śpię. A jak mówię to mówię, tak?
– A co robisz? – pytam, unosząc jedną brew
– Oglądam uważnie cały czas! – odpowiada oburzony
– Tak, to u kogo ona przed chwilą była? No słucham – drążę
– No i kto tu zasypia?! Jak oglądałaś to powinnaś wiedzieć, a nie teraz mnie dopytujesz. Już skończ dziamdziolić i oglądaj. Tam, o tam, w telewizor się patrz! – strofuje mnie niczym sześcioletnią dziewczynkę.

Nie dalej jak pół roku później, swoim zwyczajem w sobotę wieczorem zapyta mnie:

– A może obejrzymy ten film?

– Oglądaliśmy go – odpowiem jak zawsze

– Ja nie pamiętam, więc najpewniej go sama oglądałaś.

I tak niezmiennie od kilku lat to samo. Rytuał taki sam, jak rosół w niedzielę na naszym stole.. Z tym, że rosół łagodzi obyczaje, a zespół przymkniętego oka jedyne co robi, to wkurwia. A niech w telewizji puszczą Rocky’ego, Szybkich i wściekłych czy Transportera – choćby miał zaspać do pracy, obejrzy do napisów końcowych.


Spodobał Ci się wpis? Czekam więc na Twoją reakcję, możesz go polubić lub udostępnić o tu 👉 Facebook

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

6 Responses

  1. W pełni się zgadzam… Najgorszy typ “współoglądacza” to osoba, która wybiera film sam/sama, bo akurat nie ma ochoty na ten co Ty, a po pierwszych dwóch scenach zasypia. Grrr.

  2. O jeżu… doskonale rozumiem Igreka. Ileż to razy zdarzyło mi się przymknąć oko na filmie, który sama do oglądania wybrałam…To jest jakaś choroba taka. Odziedziczyłam ją najpewniej po matce… albo po ojcu (obydwoje nie zdążyli doczekać połowy filmu, nie mówiąc już o napisach początkowych – patrz Gwiezdne Wojny… chociaż przy tym to i ja usypiam). Doskonale rozumiem, więc ja bym go usprawiedliwiła. xD

  3. Mój to nawet na meczu przymyka oko. Tylko, że to ja chce spać, a nie potrafię przy telewizorze. Wieczne szturchanie, że jak chce spać to niech wyłączy tv. Ale nie bo on przecież nie śpi, ale żadnej bramki nie widział i wynik też zaskoczeniem jest dla niego. 😂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *