Matka Torpeda
Matka Torpeda

Kobieta w ciąży,jako dobro narodowe.

Kobieta w ciąży, szczególnie w dzisiejszych czasach, jest trochę jak dobro narodowe. Zupełnie jak słodki szczeniaczek, którego każdy może głaskać bez pytania i do niego “ojojać”. Wszak taka kobieta prywatności nie potrzebuje, a już pytać ją czy można pogłaskać ciążowy brzuch, to w ogóle NONSENS i abstrakcja w jednym!

Kobieta w ciąży jako dobro narodowe.

Zabawne jest to, że jeśli jesteś sobie “nie ciążową” kobietą, to nikt Twojego brzucha nie ma ochoty dotykać. Nikt do Ciebie nie cmoka, nie ojoja i nie robi na Twój widok uroczych i rozczulających minek. A niech tylko mąż czy narzeczony, postanowi Cię zapłodnić. Niech na teście ciążowym wyjdą dwie kreski i Twój brzuch zacznie przybierać w obwodzie.

Absolutnie każdy wtedy, rości sobie prawo do tego, żeby bez pytania dotknąć Twojego rosnącego brzucha. Zupełnie, jakbyś była słupem reklamowym, z którego każdy może zerwać ogłoszenie. Bo co to takiego? Przecież to tylko brzuch! A że wcześniej Cię nikt na ulicy po nim nie macał? Szczegóły.

Prywatność to słowo, które podczas ciąży NIE istnieje.

Ja wiem, że każda z nas, między nogami posiada to samo. Zdaję sobie z tego sprawę. Żadna z nas, jeśli chodzi o okolice bikini czy biust, nie różni się od siebie specjalnie.  Każda z nas, mimo wszystko, posiada to samo, na tym samym miejscu. I to wszystko jest spoko, ale nie widzę potrzeby aby obce kobiety oglądały mnie nago.

I do tego momentu, jest to okej bo jak to? Przecież żadna kobieta nie prosi Cię, żebyś pokazała się nago. Otóż, wszystko się zmienia, kiedy w Twoim ciele zamieszka lokator. Od momentu, kiedy widać brzuch w ciąży, większość kobiet jest w stanie rzucić do Ciebie: “A rozstępy masz? Nie? TO POKAŻ!”, a żyły na piersiach masz? “POKAŻ!”.

Zupełnie, jakbyś wraz z dniem, kiedy zaszłaś w ciążę, musiała wszystkim wszystko udowadniać i wszystkim, wszystko pokazywać. Tak na wszelki wypadek, żeby zaspokoić ciekawość Grażynek.

Niewidzialna ciężarna.

Dlaczego to piszę? Ano dlatego, że po którejś już sytuacji, której byłam “bohaterką” mimo, że wcale nie chciałam – mam serdecznie dość.  Dość tego, że każdy daje sobie prawo do tego, aby przy mnie rozmawiać, zupełnie jakby mnie nie było obok. Albo, co gorsza! Zadawać  mi pytania, których normalnie nikt by mi nie zadał.

Czy jest tutaj ciężarna, która nie zna ciążowej listy przebojów? Jeśli nie, to zapraszam:

Najczęściej zadawane pytania w ciąży.


Wchodzę do lekarza w celu zbadania młodzieży, znajdującej się w moim brzuchu. Wchodzę na samolot – wiadomo z roznegliżowanym dołem. Pani gmera, wierci i kręci – ocenia sytuację. Staram się nie czuć dyskomfortu i skupić się na “zrelaksowaniu”. Toczę się z “samolotu”, a Pani doktor prosi na kozetkę bo zrobimy sobie USG.

– A w sumie niech się Pani nie ubiera tylko się położy od razu, po badaniu się Pani ubierze – rzuca moja ginekolog.

Cóż, każda z nas, która odwiedza ginekologa chyba raczej by się nie przeraziła po tych słowach. Jest to bowiem jedyny gabinet, gdzie można chodzić nago bez skrępowania. Jesteś tylko Ty i lekarka, której raczej widok nagiego, kobiecego ciała nie dziwi. Toteż kładę się roznegliżowana na kozetce i spoglądam w monitor żeby zobaczyć co tam u Syna mego.

I tak spoglądamy obie w ten monitorek, na którym miarowo bije serce, gdzieś tam przewija się rączka, gdzieś nóżka bo dzieć się już na ekranie nie mieści.

O, Pani bez spodni? A co tam Pani ma?

Nagle słychać urocze “puk puk” i do gabinetu wchodzi Pani z rejestracji. Żeby było miło, drzwi są na wprost kozetki. Czyli wchodząc pierwsze co zauważyła to moje rozłożone nogi. No nie powiem, zrobiło mi się średnio przyjemnie. Poczułam rumieniec wchodzący na lica, ale widząc, że kobieciny zbytnio to nie przejęło, olałam sprawę i ponownie zwróciłam się w kierunku monitora.

– A co to to takie piękne? O jak serduszko ładnie bije! – szczebiocze Pani rejestratorka w stronę Pani doktor
– Prawda? Się człowiek tych dzidziusiów naogląda to przynajmniej w domu mężowi łba nie suszy o kolejne – odpowiadca
– A to siusiaczek tutaj? O jaki piękny ! – szczebiotów ciąg dalszy.

– O jak rączką sobie rusza! O, o, o! Po uszku się drapie! No nie mogę – ojoja Pani z rejestracji

Czuję, że monitor to nie jedyna rzecz, która interesuje ową Panią. Spogląda na mój tatuaż, spogląda na ekran monitora, spogląda na moje – za przeproszeniem – gołe dupsko – znów na tatuaż.

Rejestratorka opuszcza gabinet, a ja udaję się na rozmowę z moją ginekolog. Po chwili wychodzę ii kroczę umówić się na kolejną wizytę:

– Przepraszam, ja bym chciała się umówić do Pani doktor X – przemawiam
– Kryśka, cho no tu na chwilę! Czy Ty wiesz jakiego Pani ma synka ładnego? No cudo piękne, a siusiak jaki ! Nic tylko siusiaka pokazuje na monitorze! No coś pięknego, mówię Ci Krysia. Takie małe chłopisko, niedługo będzie cudnie kwilił- rozczula się owa Pani

Stoję jak widły w gnoju i wewnętrznie modlę się o jak najszybszą rejestrację.

– Krysiu, a wiesz jaki Pani ma piękny tatuaż? Aż od pośladka na udo jej idzie!

Brakowało jedynie aby opowiedziała połowie przychodni, jaką mam metodę depilacji okolic bikini. 

W ciąży, słowo INTYMNOŚĆ nie istnieje.

… no chyba, że postawisz sprawę jasno i na ostrzu noża. Nie wiem, doprawdy nie wiem, dlaczego tak często ludzie traktują kobietę w ciąży tak, jakby jej prawo do prywatności czy intymności, było zbyteczne.

Należy jasno stawiać granicę. Mówić, że sobie nie życzymy aby ktoś, dotykał naszego brzucha. Mówić wprost, że poporodowe hemoroidy, to nie jest temat, który należy poruszać przy niedzielnym obiedzie.

I nie, naprawdę NIKOMU z niczego, nie musisz się tłumaczyć.


Więcej moich postów, możesz znaleźć tutaj: KLIK.


Strach przed porodem. Czy można to okiełznać? 

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

22 Responses

  1. Nie lubię takiego braku profesjonalizmu. Przez różne opowieści, dotyczące m.in. samego porodu i kwestii prywatności boję się na samą o myśl o tym, co być może przejdę za kilka lat, jak będę w ciąży.
    Aż mi się przypomniało, jak kiedyś miałam robione USG brzucha lub/i pęcherza (to dawno było), do którego spodnie i majtki musiałam mieć zsunięte dość mocno. I do gabinetu weszli rodzice z dzieckiem. Miałam kilkanaście lat, ale obecność obcych ludzi nie była dla mnie zbyt komfortowa, ani przyjemna. Pamiętam to do dziś, więc musiałam mieć lekką traumę po tym. 😀

  2. Rany Julek, ja to bym pewnie coś niemiłego tej pani powiedziała, bo nie wyobrażam sobie żeby podczas badania ktoś właził do gabinetu. Na szczęście do tej pory mi się to nie przytrafiło 🙂

  3. Nie no totalny brak wychowania. Ja nie wiem co się z tymi lekarzami dzieje, czy oni nie kumają, że pacjenci pragną trochę intymności podczas badań? Niby tajemnica obowiązuje, a czasem jest u nich jak na placu targowym.
    To ja Ci powiem, że jakieś parę lat temu chodziłam na konsultacje ginekologiczne do kliniki i tam był taki zwyczaj, że do ciasnego pomieszczenia wołano 5 pacjentek i trzeba było się tam rozebrać od pasa w dół, więc stałyśmy jak te sierotki i naciągałyśmy co mogłyśmy by zasłonić choć kawałek naszych sfer intymnych. A to jeszcze nic, bo potem pojedynczo nas wywoływano do badania i musiało się przedefilować przez takie duże pomieszczenie, w którym było kilka stanowisk, a tam pielęgniarki, lekarze i studenci. Ech byłam wtedy taka młodziutka i zastraszona. Teraz to bym kazała tym babsztylom się rozbierać i maszerować z gołym dupskiem między całym tym towarzystwem. Jakaś żenada, tak, że podziwiam Cię Iksina za Twoje opanowanie i spokój, a mówi się, że kobiecie w ciąży hormony buzują 🙂

    Pozdrawiam serdecznie i Juniora tam ugłaskaj

  4. Dzisiaj najlepszego? ;> Tatuaż – będziesz miała ciekawy poród 😀 😉 Ciekawe jakie sny miał ochroniarz 😀 Dziwne,że Junior śliczny jak Twój??? ;*

    • Najlepszego za 10 dni 😛 licząc od dzisiaj 😀

      Ja podejrzewam, że one już się tyle tatuaży na porodówkach naoglądały, że nawet uwagi nie zwrócą 😀

  5. Ja bym powiedziała “siusiaka ma po ojcu, jego też chce pani zobaczyć?”. No jestem pod wrażeniem. Twojej tolerancji. Bo ja jakbym zeszła do tej rejestracji, to bym babkę zj… z góry na dół. Z tymi z rejestracji mam na pieńku odkąd jedna nie chciała mi chorego dziecka zarejestrować, bo nie miałam jakiejś rmuły, zmuły czy czegoś takiego. Wyszłam z przychodni, zadzwoniłam, zarejestrowałam. Weszłam z powrotem i jej powiedziałam “jaka mądra jest”. No dobra, jesteś usprawiedliwiona z powodu hormonów i jako każda matka, która mięknie, jak słyszy komplementy nt swojego dziecka 🙂 A jak zaintrygowałaś ochroniarza, to na bank następnym razem wpadnie ten tatuaż obejrzeć pod byle pretekstem 🙂

    • No ja mu obejrzę, ja mu obejrzę 😛

      A co do Pań z rejestracji – o dziwo – zawsze trafiam na miłe 😀 Siusiaka ma po ojcu <3 Wygrałaś wszystko!

  6. U ginekologa na szczęście nigdy takiej przygody nie miałam, ale parę razy mi się zdarzyło u lekarza rodzinnego (ja w biustonoszu, lekarka mnie osłuchuje, a tu pani rejestratorka z kartami – i pół poczekalni podziwia moją bieliznę i walory przez otwarte drzwi…). U ginekologa natomiast ostatnio przeżyłam zaskoczenie wręcz przeciwne – w gabinecie były dostępne jednorazowe spódniczki i kapcie (więc nie latasz z gołym tyłkiem, jak akurat nie ubrałaś sukienki czy długiego swetra), proste a jakie pomysłowe. 🙂

  7. no nie mogę:D tym razem moja herbata na monitorze wylądowała… na te Panie Rejestratorki to już słów nie mam, no przepraszam bardzo a gdzie tajemnica zawodowa? a co gdybyś nie chciała rozgłaszać wszerz i wzdłuż, że to Junior będzie? dużo osób nie mówi do momentu rozwiązania, bo i zdarzają się przypadki, że dwa dni przed porodem na USG dorodny synuś, a na świat wychodzi dziewczynka 😉
    P.S. jaki to ten tatuaż masz? 😛
    buziaki 🙂

    • A wiesz co ja zauważyłam? Że u kobiet się otwiera taka “wylewność” – nagle trzeba o tym mówić bo dzidziuś, a wiadomo ciąża dobrem narodowym 😛

      P.S: A taki w czipsach znalazłam :*

  8. Gdzieś Ty była????????????
    Mój doktor,jak w czasie badania jest “puk puk” woła “nie wchodzić”.
    Swoją drogą,ta praktyka wszelakich rejestratorek,pielęgniarek że”puk puk” i od razu się ładują do środka to dla mnie lekkie chamstwo.
    To ,że one “wszystko widziały i wszystko już słyszały” nie znaczy że nam musi się podobać widownia.

    • U mnie w trakcie badania lekarze zamykają gabinet na klucz, chociaż USG jest za zasłonką.
      Koszmar, a co jakbyś nie znała płci jeszcze…

      • U mnie nigdy nie zamykają – ale jakoś przyzwyczaiłam się do tego bo nigdy, nikt tak “dogłębnie” mi się nie przyglądał 😛

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *