Matka Torpeda
Matka Torpeda

Faceci, których spotkasz na porodówce.

Mężczyzna przy porodzie to już widok, który nikogo nie dziwi. Porody rodzinne, mają miejsce w Polsce już od 1983 roku. Świetnie sytuację mężczyzny przy porodzie opisał Lew Starowicz, który twierdzi, że:

“(…) większość Panów uczestniczących w porodach, czuje się później bardziej męskimi. Natomiast 10% Panów dostaje traumy, co wiąże się z niechęcią do partnerki bo pozostaje im w głowie obraz porodu, który kłóci się z ich zmysłem estetycznym.”

Faceci, których spotkasz na porodówce.

Pamiętam, że świeżo po porodzie, Igrek był oblegany pytaniami „I jak?!” równie często, co ja. Wszyscy się zachowywali jakby właśnie spotkali na swej drodze białego kruka, unikat wśród mężczyzn, a przecież poród z mężem, jest coraz bardziej popularny.

Poród rodzinny, czyli czy mąż przy porodzie to dobry pomysł?

Facet na porodówce, typ 1: Porodówkowy Stue.

Krocząc po korytarzu w spoconych słonikach na mojej koszuli, co chwila mijałam irytującego faceta. Umówmy się, miałam 3 centymetry rozwarcia, krzyż bolał mnie tak, jakby mi ktoś kijem bejsbolowym zajechał więc generalnie… wszystko wydawało mi się irytujące, ale ten On, to tak najbardziej.

Z wyglądu przypominał mi Stue z “Kac Vegas” bo miał identycznie przyklejony uśmiech. Mijał mnie jakieś tysiąc razy na korytarzu, co chwila ciesząc się jak łysy na widok grzebienia. Nie miałam pojęcia z czego On się do cholery tak cieszy? Po chwili jednak pomyślałam: „No tak, to nie jego boli tylko jego żonę”.

Kiedy mijałam go osiemdziesiątym szóstym kursem, przemówił:

„Niech się Pani nie martwi! Da Pani radę, nawet będąc samotną mamą! Poród jest świetny! My już prawie kończymy!” – rzucił i pobiegł w stronę sali z napisem „4”, w ręku dzierżąc kubek kawy.

Kurs osiemdziesiąty ósmy:

I jak tam? U nas klasycznie! Zgodnie z tym, co pisali w książkach o porodzie! – rzuca z uśmiechem, porodówkowy Stue

Żona owego Pana, rodziła boks obok. Z sali „4” do boksu, przenosili ją na rękach bo biedna nie dała rady już przejść na własnych nogach. Pamiętam dokładnie, jak bardzo przeraził mnie widok jej zwisającego ciała. Mój wzrok z jej bladego ciała, przeniósł się wprost na… uśmiechniętego porodówkowego Stue, który był jej mężem. No dramat – pomyślałam, bo myślałam wtedy dość zwięźle.

7 centymetrów. Dasz radę dziewczyno! Jesteś dzielna!Pamiętaj, siódmy minie to już jest końcówka, wtedy już masz metę na wyciągnięcie ręki! – krzyczy położna
Przepraszam, ale wydaje mi się, że moja żona o tym wie. Czytaliśmy o tym w poradnikach ciążowych. A tak w ogóle Proszę Panią, przeglądam spis witamin jakie dziecko ma dostać po porodzie. Ja się tutaj na to nie zgadzam, ale to Pani przypomnę później. O 7 centymetrze czytaliśmy w książce, kochanie pamiętasz? Rób to, co radzili przy tym kryzysie? Pamiętasz? Mazakiem na żółto zaznaczałaś – dobiega nas z boksu obok.

Za chwilę krzyk i wołanie o pomoc:

Robimy nacięcie dziewczyno bo inaczej może być źle – spokojnym głosem mówi położna.
Absolutnie. Nie zgadzam się żeby moja żona miała nacinane krocze. To w ogóle nie wchodzi w grę. Agnieszko, nacięcie to ostateczność. Absolutnie wybij to sobie z głowy. Pamiętasz co czytaliśmy? To nie jest koniecznością – rzuca poważnie

Ja chcę znieczulenie błagam Was – dobiega głos z boksu obok
Absolutnie! Proszę jej nic nie podawać ona jest w tym krytycznym momencie, w którym już bredzi. Żadnego znieczulenia, żadnych witamin i nacięcia. Ma być naturalnie. Tak sobie WYMARZYLIŚMY. Agnieszko, psujesz plan. Napisaliśmy plan porodu i tego się będziemy trzymać, jasne?

Nagle jazgot porodówkowego Stue, przerywa stanowczym głosem położna:

Panie, idź Pan mi stąd. Tu jest porodówka. Kobiecie się pomaga jeśli sobie tego życzy, a Pan ma tutaj gówno do powiedzenia. I może mnie Pan zaskarżyć, może mnie Pan straszyć sądem MAM TO W DUPIE. Proszę albo stać cicho albo stąd wyjść. Jak Pan będzie rodził dziecko wtedy Pan sobie może decydować o kroczu i znieczuleniu. Proszę sobie poczytać o zaklinowaniu dziecka, niedotlenieniu mózgowym i całej reszcie, która dzieje się w momencie jak główka nie chce przejść. A teraz proszę mi zejść z oczu i wrócić jak już Pan będzie musiał urodzić dziecko – podsumowała położna.

Facet na porodówce, typ 2: Czasoumilacz.

Kroczę korytarzem, a słonikom na piżamie pot już leci nawet z czterech liter. Stawiam więc sobie kroczek za kroczkiem, kiedy z ostatniej sali na korytarzu, z impetem wychodzi blond niewiasta:

– Nienawidzę Cię, rozumiesz?! Ja bym Ci takiego bólu w życiu nie zadała! Kurwa zejdź mi z oczu, jak Ty mnie wkurwiasz!!!!! – krzyczy blondyna, targając za sobą stojak z kroplówką
– Kochanie przepraszam, przecież nie wiedziałem, że to tak będzie wyglądać. Pomyśl, że jeszcze trochę i zobaczymy nasze dziecko. Skąd mogłem wiedzieć, że Ciebie tak to będzie boleć? – rzuca przerażony mąż, którego stereotypowo nazwałabym łysym dresem, jeśli mijałabym go na ulicy. Ale owy Pan, udowodnił swoim zachowaniem bardzo szybko, że pozory mylą.

Postura szafy typu Komander, głowa polerowana cifem, a twarz zupełnie jakby z kroniki kryminalnej. Moje rozmyślania przerywa głos blondyny:

– No halo mamo? Ani mnie kurwa nie denerwuj. Czekaj – aaaaaaaaaaaaaaaa kurwa!!!!!!!!!!!!!!! – nie, nic nie idzie do przodu, czekaj – aaaaaaaaaaaaaa kurwaaaaaaaaaaaaa! – no już, mów dalej.

– Madzia, Madziulku Ty mój, dasz radę. Wiesz, że gdybym mógł wziąłbym ten ból na siebie, ale nie mogę. Słoneczko moje, Boże kochany, jak mam Ci pomóc? – rzuca, głaszcząc po głowie żonę

Jak to słyszałam, to moje serce rozkruszyło się na milion kawałeczków. Takiej troski potrzebuje każda kobieta trafiająca na salę z napisem: „Porodówka”.

Igreka nie było, ja dreptałam sama i umierałam z bólu., nie mogąc się doczekać aż w końcu moja łajza przyjdzie, a blondyna w ogóle nie doceniała troski swojego partnera. Irytowała mnie. Tak, jak każdy, kogo spotkałam na porodówce.

Niemniej ten typ męża na porodówce, to taki trochę cicho ciemny. Usuwa się w kąt, udaje, że go nie ma, a kiedy słyszy zwierzęcy krzyk bólu – stawia się przy żonie i zaczyna ją głaskać. Motywacja i wsparcie idą w parze, a grymas bólu żony, można zobaczyć również w oczach męża.

Facet na porodówce, typ 3: Jestem, ale mnie nie ma.

Chyba najczęstszy typ mężczyzn, których można spotkać na porodówce. On przyszedł bo żona mówiła, że teraz wszyscy rodzą razem. Przyszedł, w milczeniu odganiając myśli mówiące: „Nie chcesz tego”. Nie miał nic do powiedzenia, żona stwierdziła, że skoro potrafił zrobić, to teraz ma być również przy tym, jak dziecko będą wyciągać. Przez 15 następnych lat będzie mu wypominać, że zwymiotował bądź zemdlał.

Zanim mężczyzna zdecyduje się na udział w porodzie, powinien dobrze to przemyśleć” – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską Radosław Jerzy Utnik, psycholog i seksuolog. “Czym innym jest obecność w szpitalu, a czym innym oglądanie fizjologii porodu, dalekiej od powabu seksualnego. Okołoporodowy uraz psychiczny u mężczyzny związany z ekspozycją na silne, nieprzyjemne bodźce związane z seksualnością kobiety może skutkować późniejszymi problemami w sypialni” – dodaje. Taka sytuacja zdarza się czasami nawet u doświadczonych położników, którzy uczestniczą w porodzie swojej żony. (fragment wypowiedzi Radosława Jerzego Utnika)

Facet na porodówce, typ  4: Porodówkowy Sztrasburger.

– Jak już Pani tam szyje, to może jej Pani te górne wargi też zaszyje, co? – rzucił Igrek do lekarki, trzymając Młodego, który miał dopiero dziesięć minut życia.

 

Strach przed porodem. Czy można to okiełznać? 

 

Powyższy wpis należy traktować oczywiście z przymrużeniem oka. Mam nadzieję, że jeśli jesteś przed porodem, to choć trochę poprawiłam Ci humor, pokazując, że nie taki poród straszny jak go malują. A jeśli jesteś po porodzie, czekam na Twoje „typy mężczyzn przy porodzie” w komentarzach!

 

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

14 Responses

  1. Nie spodziewałam się takiego zakończenia, ale jest ono genialne jak cała Wasza trójca <3 😀
    PS Kiedy kolejne spotkanie na szczycie dwóch patologicznych rodzin? 😛

  2. Jak to pozory potrafią mylić 😉 No żartowniś to pojechał po bandzie 😀 I brawa dla położnej,taki mąrala się znalazł…

  3. Hahahahahahahahahhahaha,ostatnie najlepsze 😀
    A tak na pół serio-jak facet coś tam bełkota bez sensu to zawsze można powiedzieć”on nie rodził-on się nie zna.Pieprzy bez sensu jak zupę mleczną”.
    A co jak wkurza teściowa? Wszak baba,też rodziła to powinna wiedzieć jak się człek wtedy czuje.
    Ja w szpitalu,czekam aż się potomstw zdecyduje na eksmisję a tu co chwila pika mi tel i es od teściowe ” No i jak tam? Jest już coś?Coś się dzieje?”Po dwóch dniach kazałam mężowi coś z tym zrobić bo już nawet nie miałam ochoty odpisywać do niej.
    Mąż opierniczył mamusię i ta tak się obraziła,że jak już dostała wiadomość że potomstwo oddycha naszym luftem to nie napisała ani słowa a dziecię zobaczyła ponad pół roku później.
    Zresztą obrażona jest po dziś dzień 😀

  4. nie wiem, czy będe w stanie robic notatki z porodówki, ale Twoje pokażę mężowi – żeby mi przypadkiem znieczulenia nie zabronił, czy coś 😉 słyszałam też o weterynarzu, który tak się przejął, że zaczął przejmowac kontrolę i tłumaczyć rodzącej żonie, że krowy robią to lepiej – więc go lekarz pogonił, tłumacząc, że żona to nie krowa i niech wróci, jak się ogarnie 🙂

  5. Litości!!! Iksina, jak można? Tyle czasu nic? My tu wszystkie czekamy, zaglądamy, kombinujemy co się dzieje…no, ale wróciłaś z tych wakacji…
    nie zostawiaj nas samych, bez Ciebie internet to bezdenna pustka.
    pozdrawiam ciepło 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *