Matka Torpeda
Matka Torpeda

Co jest najważniejsze w związku?

Co jest najważniejsze w związku? Generalnie pytanie powinno brzmieć: Co tak naprawdę jest najważniejsze w związku? Co faktycznie ma znaczenie kiedy dwoje ludzi postanawia zamieszkać pod wspólnym dachem? Co realnie na nas wpływa kiedy postanawiamy wspólnie rozpocząć drogę życiową z partnerem/partnerką? Co ma znaczenie po wielu wspólnie spędzonych latach?21

Co jest najważniejsze w związku?

Jeśli chodzi o to, co jest najważniejsze w związku to odpowiedź zależy od tego czym się w życiu kierujesz. Czasopisma będą Ci wmawiać, że najważniejsza to jest miłość, wierność i uczci… a nie, to nie czasopisma. Czasopisma Ci wmówią, że musisz mieć całe życie ciało smukłej dwudziestolatki aby partner Cię nie zostawił i uprawiać akty oralne przed snem tylko po to aby Cię przypadkiem nie zdradził.

Żeby była jasność: uważam, że mężczyźni też łatwo nie mają. Wymaga się od nich skrajnych cech charakteru i to 24h. Bo powinien być taki trochę maczo morderca, ale z serduszkiem jakiegoś poety. Bo żeby do ściany przycisnął przy seksie jak trzeba i żeby wiedział, że kilka drobinek cukru dobrze zrobi zupie pomidorowej. A no i zarobki na miarę XXI wieku. Żeby dużo zarabiał, ale też żeby za dużo nie pracował – wiadomo!  Opiekuńczy musi być, a jednocześnie jak trzeba to niech będzie jak Boguś Linda w “Sarze”. Ciało to Adonisa najlepiej. Bajcepsy, koniecznie twarde jak pomidorki, które kupował Jurek Kiler na straganie. A konar, to płonąć musi jak pochodnia prehistorycznych jaskiniowców.

Co jest najważniejsze w związku? Symbioza!

A tak całkiem poważnie, gdyby się zastanowić co jest najważniejsze w związku? Myślicie, że można zrobić jakikolwiek podział? Że jedno jest ważniejsze od drugiego, czyjeś potrzeby są ważniejsze, a czyjeś marzenia mają większą wartość? No nie wydaje mi się.

Chyba bym nawet powiedziała, że nie wolno. Bo najlepiej jest przyjąć, że związek to symbioza polegająca na mutualiźmie. Zboczenie po porannych fakultetach z biologii, które były o szóstej rano, sprawiły, że mam głęboką traumę psychiczno-biologiczną i w związku z tym, porównałam nas wszystkich właśnie do rybek Nemo, ale już tłumaczę:

Symbioza to zjawisko współżycia dwóch gatunków organizmów. Jeśli przynosi korzyść każdej ze stron – jest to mutualizm. Jeśli jedna strona ma korzyść, a druga szkodę to jest to komensalizm.

Co jest ważne w związku: jej wersja.

Najważniejsze chyba w tym całym kociokwiku wspólnego życia jest to aby znaleźć w sobie pokłady:

Cierpliwości:

Pusty karton po mleku włożony do lodówki czeka chyba aż wydoję jakąś krowę i go uzupełnię. Tyle wspólnych lat, a ten człowiek dalej pcha puste kartony w lodówkę. Swoją drogą: marketingowcy wymyślili wylewającą się whiskey z lodówki, ale narzędzia uzupełniającego kartony mlekiem to już nie łaska.

Wiadomo przecież, że kosz na śmieci jest abstrakcją wymyśloną przez kobiety, które zamiast normalnie składować w lodówce puste kartony to wolą je wyrzucać do śmieci. Wariatki jedne. I kiedy wstajesz rano zaspana, czas gra na Twoją niekorzyść i robiąc sobie kawę odkrywasz, że zamiast mleka masz tam puściuteńki karton – cierpliwość w związku zaczyna grać pierwsze skrzypce. Bo to właśnie dzięki niej Twój partner nie popierdziela z pustym kartonem w dupie, tak jak obiecujesz mu to za każdym razem. Dzięki cierpliwości bierzesz głęboki wdech i liczysz do miliona.

Zaufania:

– Siedzisz na pilocie – rzuca Igrek
– Nie, nie siedzę – mruczę
– Siedzisz na pewno bo przed chwilą tu leżał pilot – nurtuje uparcie
– Ty rozumiesz co ja mówię do Ciebie czy polskiego w szkole nie miałeś? NIE SIEDZĘ NA PILOCIE!
– Wstań – rzuca komendą zupełnie jakbym była w wojsku
– S-słucham? – pytam zdziwiona unosząc brew
– Wstań z tyłkiem to się okaże czy siedzisz na pilocie!
Typowe zaufanie w związku kończy się wraz z zniknięciem pilota do TV.

Wiary w drugą połówkę:

“Rano wyrzucę te śmieci bo teraz mi się nie chce”- słyszysz niczym starą piosenkę z ulubionej płyty. Ale stawiasz te śmieci przy drzwiach i prosisz krótko: “tylko nie zapomnij bo wali rybą”.

Po przebudzeniu już czujesz, że śmieci swego położenia nie zmieniły i jedyne, co jest pewne to fakt, że nie są na śmietniku. Przednie zęby by sobie o nie powybijał, ale i tak by zapomniał. Jedyne pokłady wiary w tego człowieka sprawiają, że stawiasz je kolejny raz i kolejny raz wierzysz w to, że może tym razem je do cholery wyniesie.

Cierpliwości razy milion:

– Nie idź do sklepu, już zostań. Ja pójdę – mruczy, ubierając buty
– Zapamiętasz czy Ci SMSa napisać? – pytam człowieka
– Napisz, napisz to Ci nie będę głowy zawracał jak będę w sklepie – rzuca, ubierając buty.

W efekcie zostajesz w domu, a ten On wybywa na zakupy. Po chwili jaką zajmuje mu dojazd do sklepu, Ty zamieniasz się w gorącą linię telefoniczną i brakuje tylko, żebyś mu odpowiadała:

“Jeśli nie ma jajek, wybierz 1, jeśli jajka są jedynie w rozmiarze L, wybierz 2. Jeśli nie potrafisz robić zakupów wciśnij czerwoną słuchawkę i mnie nie wkurwiaj”.

Po prostu robisz zakupy przez telefon i prowadzisz go przez alejki niczym GPS. Do tego jest potrzebna cierpliwość na poziomie milion i wyćwiczone gałki oczne bo podczas rozmowy telefonicznej będziesz nimi wywracać co kilka sekund.

Co jest najważniejsze w związku? Jego wersja.

Świadomość poświęcenia własnych kończyn dla dobra jednostki.

 Mizianie i głaskanie. Nie ma nic bardziej irytującego, jak ciągle powtarzający się tekst: “Pooooogłaskaj, proszęęęęęę. No pomiziaj chwilę” gdzie “chwila” to tak naprawdę minimum godzina. Możesz głaskać kilka godzin, do ręki przestanie dopływać Ci krew, zrobi się biała i lodowata, możesz mieć postępujący niedowład, a i tak na końcu usłyszysz: “Już tak? Koniec? Dopiero co mnie zacząłeś głaskać! Nie przesadzaj, że już Cię ręka boli!”

Za mężczyzn, którzy głaskają ciągle swoje kobiety to po śmierci powinna być msza w kolorze purpury. Że za męczenników.

Udawanie, że się nie zna człowiek na zegarku:

– Już? Gotowa?
Pięć minut później
– Mówiłaś, że jesteś gotowa, a ja dalej czekam.
Dziesięć minut:
– Idziesz czy nie? Aha, jesteś gotowa, tak? No okej to ja czekam.
Pół godziny później:
– Rozumiem, że nie wychodzimy? Aha no tak “już już”, już jesteś gotowa od pół godziny.

Więc siedzisz w salonie jak ten kretyn cały ubrany “na wyjście” w butach aż jaśnie Pani wyjdzie bo “już już” trwa jakieś względne pięćdziesiąt minut. Ostatecznie zaczyna Ci głowa opadać do tyłu bo zmęczenie Cię dopadło. Dokładnie wtedy, kiedy przymkniesz oko usłyszysz: “Aha, to ja na Ciebie czekam, a Ty sobie śpisz, tak?!”

Zrozumienie kobiety przy jednoczesnym, całkowitym nie rozumieniu kobiety:

– Słuchaj, nie wątpię w Ciebie, ale na dworze jest istna szklanka: może wyjadę Ci autem z parkingu, co? – rzucam w stronę drugiej połówki
– Dam sobie radę. Daruj sobie- mruczy, a w oczach już widzę iskrzące się kurwiki
– Czyli mogę iść do wanny, tak? Poradzisz sobie z wyjazdem na tym istnym lodzie na parkingu?
– Z palcem w du.. sobie poradzę. Czy Ty wiesz ile ja lat mam prawo jazdy?! Za kogo Ty mnie masz? Że prowadzić nie potrafię? Może mi jeszcze wytłumaczysz gdzie sprzęgło, a gdzie gaz?

Nie dalej jak dziesięć minut później, kiedy leżę w wannie telefon: “Możesz jednak zejść? Koła się kręcą w miejscu, ni chuja jednak stąd nie wyjadę!”

Świadomość, że już zawsze będziesz oddawał jej swoją kawę: 

Jak gdzieś jesteśmy, dziwnym trafem Ona zawsze myli kawy i pije moją. Nie dość, że wydoi swoją własną to później bierze się za moją i udaje, że się wielce pomyliła. W odwecie zawsze zostawiam pusty karton po mleku w lodówce, żeby sobie losowała rano w którym jest mleko.. Coś jak gra w “kubeczki” na Krupówkach tylko, że nic nie można wygrać poza kurwicą z rana.

Świadomość, kiedy zamilknąć: 

Kluczowe w związku z kobietą. Kluczowa sprawa. Ja dopiero teraz zrozumiałem słowa Grzegorza Markowskiego, który śpiewa: “… ze sceny zejść, niepokonany”. Milczenie jest złotem, bo nie daj Bóg wejdziesz z taką w dyskusję na etapie miesiąca zwanym: “nie, nie mam kurwa żadnego okresu”, a ze sceny to Cię zrzuci wprost na ziemię, przegada Cię, dobije emocjonalnym glanem, zgasi na Tobie peta w postaci krzyków, a na końcu stwierdzi, że jej nie rozumiesz i się rozpłacze, że w domu nie ma czekolady i dlaczego tak właściwie Ty się z  nią związałeś bo przecież do tej pory jej nie podałeś powodu!

Balans i zdrowy rozsądek w przyprawie dobrego humoru: właśnie to jest najważniejsze w związku!

Ktoś chce powiedzieć, że miłość jest najważniejsza w związku? Otóż nie. Czasami miłość nie wystarcza abyśmy z kimś zostali. Czasami miłość się wygasza. Czasem się w ogóle nie pojawia. Wspólne pasje, zdrowy rozsądek, balans, udane życie seksualne czy podobne poczucie humoru to cechy, które sprawiają, że jesteśmy w związkach szczęśliwsi!

Być może miłość na początku to wszystko podsyca. Do tego dochodzi atrakcyjność seksualna, która przyciąga do siebie partnerów niczym magnes. Sztuką jest jednak, żeby posiadać ten “magnesowy dar” po latach. Być może na innej płaszczyźnie, na innym wymiarze niż na początku, ale sęk w tym żebyśmy wiedzieli dlaczego jesteśmy właśnie w tym miejscu.

Żebyśmy każdego dnia mieli wybór: zostać czy odejść. I każdego dnia wybierali to samo – pozostać przy tej osobie. Właśnie o to w tym wszystkim chodzi.

Jak uratować związek?

 

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

38 Responses

  1. Niby wiem, że jest sporo takich mężczyzn, ale dla mnie jest to mniej realne niż serial “Gwiezdne wrota”. Moja lepsza połowa (ćwierć wieku upłynęło tydzień temu) posiada wiele opisanych cech. Gdy jeszcze miałem komplet swoich trzech kobiet w domu, to zdarzało mi się zadawać retoryczne pytania typu “co robią w lodówce 3 zaczęte kartony mleka?”, “dlaczego córko otworzyłaś trzecią śmietanę?”. Było to całkowicie daremne i dlatego później przestałem zadawać te pytania, bardziej skupiając się na dwóch kierunkach działań: (1) dbaniu, aby nie robić zbyt dużych zapasów produktów szybkiego spożycia, (2) nie kierowaniu się własnymi preferencjami śniadaniowymi, lecz koniecznością wyjadania wszystkiego, co zostało jakiś czas temu wstawione do lodówki (zgodnie z księgową zasadą magazynową “pierwsze przyszło, pierwsze wyszło”), aby w efekcie przynajmniej trochę wolnego miejsca tam zostało. Stąd wynikają moje odpowiedzi na pytania zadawane czasem przez żonę, gdy wracamy razem z pracy (żona prowadzi) “co będziemy jedli? – masz do wyboru kiełbasę podsmażaną, bo opakowanie zostało otwarte 10 dni temu; jajecznicę na boczku, bo inaczej wyrzucimy ten boczek albo pyzy przywiezione od teściowej tydzień temu”. Ale od pewnego czasu nie zadaje tych pytań, tylko czeka, co postawię na stół. W sklepie zostawiam małżonkę przy ciuchach, a sam zgarniam spożywkę (prawie nigdy nie robię spisu produktów) i zupełnie żony nie dziwi, że na niektóre pytania moje odpowiedzi brzmią np. “nie potrzebujemy cytryn, bo mamy jeszcze 5, ani jajek, bo jest jeszcze 14”. Przed wielu laty w bloku sąsiadka przychodziła po małe pożyczki produktowe i zawsze rytuał był identyczny: “czy może pan poprosić żonę?” i po chwili słyszę pytanie od małżonki “czy i gdzie mamy cebulę?”. Chociaż powtórzyło się to 10 razy, nigdy nie przeszło sąsiadce przez myśl zapytać o to mnie. Tak jest do dziś i gdy córka nie może znaleźć kwasku cytrynowego, krzyczę ze swojego pokoju, że jest w szufladzie w słoiczku w czwartym rzędzie po lewej stronie. Ten sam typ odpowiedzi dotyczy dokumentów, ubrań, ręczników (wszystko układam na półkach, bo efektywniej od nich wykorzystuję powierzchnię), czy pozostawionej gdzieś przed chwilą książki lub telefonu. Córka lubi gotować i zostawia pobojowisko w całej kuchni. Żonę to denerwuje i strasznie psioczy, natomiast ja tego nie komentuję tylko od razu zabieram się za sprzątanie. Wiem, to niepedagogiczne, ale jest już dorosła i skoro nie nauczyła się tego chodząc do szkoły (próbowałem sam uczyć, ale nie chciałem zasłużyć na miano upierdliwego zrzędy w sytuacji, gdy mojej lepszej połówce niemal nie przeszkadzał zrobiony przez córki bałagan), to teraz nic nie wskóramy. Tak samo przy wizytach gości i świętach – zakupy, generalne sprzątanie (cotygodniowe także), przygotowanie stołu, to głównie moja działka. Przy braku spostrzegawczości moich pań, roztargnieniu, podejściu do porządku i ich braku praktycyzmu, trudno byłoby o inny podział ról. Gdy czytam powyżej o innych, nie tak przyziemnych aspektach związku, to dochodzę do wniosku, że moja wybranka także nie oczekuje wielu głasków, w tym miziania. Opisałem szczegóły, gdyż dopiero takie wpisy na blogu uświadamiają mi, że to, co uważam za oczywiste i naturalne wcale takie nie musi być.

    • Jestem w wielkim szoku i pod mega wrażeniem. Czytałam ten komentarz trzy razy. Podziwiam i pierwszy raz spotykam się z sytuacją gdzie to mężczyzna przejmuje wszelkie obowiązki.
      Pozdrawiam

    • MISTRZU!! Ja jak posprzatam w kuchni to przez minimum tydzien sa pytania : a gdzie to a gdzie tamto a czemu mi tu poprzekladales!!?? A moja ofpowoedz jest prosta Bo nie bylo posprzatane a mi sie nudzilo to to zrobilem za Ciebie 🙂

  2. Świetny wpis 🙂 U mnie jest dokładnie odwrotnie. To ja zostawiam puste opakowania w lodówce, mąż się wkurza i jak pyta kto i po co znów zostawił pusty karton, to mówię, że myślałąm że coś jeszcze jest 🙂 Podobnie z szukaniem rzeczy, potrafię zadzwonić do niego do pracy i zapytać czy nie widział mojej gumki do włosów:))) zazwyczaj bezbłędnie wskazuje miejsce… tak trochę nietypowo, ale jaka to wygoda…

  3. Fajny tekst,wpisy też.Ale uwierzcie ,ja mam tak od lat 33.On jest świetny ,wspaniały,ale ciągle ale,Skarpety,gatki na podłodze,idzie do sklepu,to ja nic nie robie tylko czekam na telefon,5 rzeczy do zakupu,mam 3 telefony.Zmiana szafek w kuchni to awantura że nigdy nie można nic znaleźć..nie potrafi gotować,moje zjada z apetytem/albo talerz pusty a On twierdzi odsuwając go-nie mam apetytu/,ale słyszę ze to żle,tamto żle.Doprawiam sałatke jarzynową -drze jape -na co tyle oleju lejesz!A potem się okazuje że jest ok.On wie wszystko najlepiej,jak gotować,sprzątaćnajlepiej wszysto władować do szafy i jest ok.nie trzeba rzeczy chować do szaf.,półek,wie jak wychowywać dzieci,jestem opiekunką i on zawsze dzwonił -co robicie?byliście na spacerze?tak nie możesz robić,mówić.A opiekując się wnuczkami zawsze były jakieś wpadki.Kiedyś zostałam zwolniona z pracy bo mama stwierdziła że za często do mnie dzwoni,i ja jemu się tłumaczę!Ale tak naprawdę to wystarczy pomyśleć że jest ciężko i ściągnąć Go myślami do telefonu,ostatnie 2 lata to choroba,rzeczy ekstremalne/siusianie do kubełka,bo dojście do kibla za dalekie,zmiana ropnych opatrunków,przejęcie całego domu,Jego praca/10 god,+dojazdy/,święta,pobyty w szpitalu.Ostatnia wigilia o 17 ubierał choinke,ja już jej nie chciałąm,3 dni wcześniej wróciłam ze szpitala po kolejnej operacji,w końcu udanej.Ten wieczór spędziliśmy tylko we dwoje,zamiast opłatkiem dzieliliśmy się zwykłym chlebem.I wiecie co?Pomyślałam póżnym wieczorem że niewarto się szarpać o tzw,gówna.te puste pojemniki,bałagan,skarpety rozrzucane po podłodze.Ważne by koło Ciebie był ktoś na kogo możesz liczyć kiedy tego potrzebujesz.I oczywiście wice wersa.Ktoś kto da Ci pić,zostawi coś jeść,kto bez problemu sprzątnie po Tobie kiedy jesteś chora/chory/,kto zadzwoni w ciągu dnia.Dziewczyny życze Wam takiego faceta jak mój.Jestem zołza,nie potrafie się zmienić,a on zachowuje się czasami jak maczo,kiedy mówię kochanie i tak ja Tobą żądzę,i tak robisz co chcę mówi że nie ,ale i tak robi to co ja chcę.Uwielbia pomagać dzieciom,wnuczki są Jego wielką miłością.Niestety umarł wnuczek,dziadek na grobie małego śpiewa ,,jadą jadą misie,,kupuje Mu baloniki,różne fajne drobiazgi.Nie mam kasy,tone w długach,ale mamy siebie.2 połówki jabłka,każde zrobi wszystko wszystko dla drugiego.Wiem że zawsze,ale to zawsze mogę na niego liczyć.Kiedyś byłam młoda,ładna i szczupła,Dziś sporo lat,cera ok.ale kilogramów sporo ,Niby Mu przeszkadza,ale jest ze mną.Dziewczyny i chyba to jest ważne,teraz się kłócisz,każde ma swoje zdanie,nieraz dość głośne,ale potem jest kompromis,I to jest miłość,Wierzcie mi,Zycze wam takiego faceta jak mój,A znaliśmy się 3 miesiące zanim zdecydował/tak On/wierz,chyba weżmiemy ślub.Pozdrawiam,życie jest i tak ciężkie ,że nie warto walczyć ze sobą.Moi rodzice ciągle walczyli,awantury,kłótnie.W sumie na koniec zycia żadne nie mogło na siebie liczyć.

  4. Wpisy rewelacyjne . słoiki puste po wszystkich przetworach w lodówce , szampony już puste stoją twardo i czekają …i nigdy nic nie mogą znaleźć.
    Najlepiej to ja wzięłam .. i je chowam aby zawsze później odnaleźć , bo pogubią . Ale jak pokazuje historia dotyczy to faceta w każdym wieku . Chyba tylko niemowlę ani noworodek tak nie ma wersja męska.
    Świetnie o tym mówi kabaret NOWAKI w skeczu , małżonek szuka soli czy cukru w koszu z brudną bielizną – rewelka

    • Hahaha nie widziałam tego skeczu 😛 Ale co do tego, że dotyczy ten schemat faceta w każdym wieku – przekonałam się już nie raz 🙂
      Pozdrawiam

  5. ja to bym chętnie potrzymała jakiś karton w lodówce czy zapakowała gacie do pralki, ale niestety nie mam komu … ostatni wybrał “stare życie” i takie tam.
    ale wpis fajny!
    pozdrawiam

  6. U mnie prym w lodówce wiedzie pusty słoik po ogórkach kiszonych 🙂 Jak pytam dlaczego nie dał do mycia (znowu) skoro jest pusty, to zawsze słyszę że tam jest jeszcze czosnek i on go sobie chciał później zjeść bo to naturalny antybiotyk. Nigdy nie je 😛 Standardem jest też, ze tylko ja wiem gdzie się co w domu znajduje (chociaż mieszkamy tu 5 lat i każdą rzecz przynajmniej raz w życiu już szukał więc powinien wiedzieć) i moja odpowiedź ze “w komodzie” lub “w szafie” nie jest wystarczająca. Zawsze muszę mówić “W małej komodzie, w sypialni, w 3 szufladzie od góry, po lewej stronie”. Ja z kolei za uszami też mam mizianie, ale po włosach (Kochanie czemu mnie nie chcesz miziać, a przed ślubem to miziałeś po 2 godziny. – A bo przed ślubem to musiałem się starać 😛 )

    • Hahahaha ! Z pustymi słoikami też tak czasem ma Igrek – potem dojem. Nie dojada 😀
      Ty mnie nie strasz, że po ślubie mnie miziać przestanie 😛
      Pozdrawiam 🙂

      • hahaha no mój przestał 😀 Kiedyś jak oglądaliśmy jakieś filmy to przez cały film mnie miział, a teraz nie chce dziad wredny wcale, bo mówi że go ręka boli 😛

  7. hahaha 🙂 Puste opakowania wyrzucam z lodówki regularnie raz w tygodniu 🙂 Z resztą większość z tego co napisałaś ma miejsce też u mnie w domu! Co do wyjeżdżania samochodem, u nas to jest tak: Mąż “Patrz jak ciasno postawali, zejdę na dół i Ci wyjadę”, Ja”Przestań, dam sobie radę! Przecież mamy czujniki parkowania!”, 5 minut później dzwonię i mówię :” Kochanie wyjdź do okna bo nie wiem ile mogę jeszcze wycofać! Pomóż mi!” 🙂
    Dodam do tego jeszcze jeden dialog.
    Wrzuciłam do białego prania nową, białą koszulę męża i swoją nową, białą z małym, czerwonym sercem koszulkę. Pech chciał, że małe serce zostawiło ogromne różowe plamy na rękawach męża! Dzwonię więc do niego i ze stoickim spokojem mówię: “Kochanie, jak będziesz wracał z pracy to kup wybielacz. Tylko taki z lepszej firmy.” Mąż:” Co zrobiłaś z moją koszulą?!”, Ja:” Cholera… nic takiego, obiecuję, że nawet się nie zorientujesz, tylko kup ten wybielacz!” 🙂
    Haha, takie sytuacje podkreślają moc miłości! 🙂

  8. Byłaś w mojej lodówce 🙂 Jak powiedziałam że się puste wywala to usłyszałam “tam jeszcze chlupotało,Ty wylać nie umiesz”

  9. Zajebisty wpis!
    Podpisuje się pod tymi śmieciami, kartonami w lodówce (i pustymi talerzami)
    I w ogóle pod wszystkim..
    Kochana
    Tak bardzo cię rozumiem 🙂

  10. Hahahahahahahaha ! Usmialam sie jak norka!:D
    Z facetem zle,bez faceta jeszcze gorzej.
    Ostatnio wsadzilismy dupki do fury i jedziemy do marketu budowlanego. Pcham ten wózek,chodzę,rozglądam sie. Dodatkowo poszukuje wzrokiem mojego pięknego. Nagle z daleka za mną słyszę jak ktos się drze! “Januuuusz! JANUUUUSZKU zaczekaj”. Odwracam sie a tam biegnie mój piękny, w lapie cos trzyma,macha i wola do mnie “Janusz”. Zburaczalam i dzida z tym wozkiem do kasy ze niby Pięknego nie znam. Przylatuje do tej kasy,kasujemy a piękny do mnie -“Januszku pakujesz czy placisz?:)”. Kasjerka na mnie wzrok,ludzie tak samo a Piękny stoi i sie cieszy. Spakowalam torby,spalilam wroty i w trybie natychmiastowym udalam sie do auta:D
    Tak sie wstydu nigdy nie najadłam:D
    Iksinka caluje:*

    • Hahahahahahaahahahaha!
      To ten znowu zawsze do mnie w sklepach mówi FRUZIA – nie wiem skąd on ten przydomek podłapał, ale w sklepach zawsze “Fruzia, a pomidory bierzemy?” , “Fruzia, a mleko ?” 🙂

  11. Koooooochaaaaam 😀 Świetny wpis :d Mnie też Luby Ciągle ochrzania, że się każę miziać, ale jak go zaszantażuję “Nie pomiziasz? Będziesz chciał, żebym Cię po plecach podrapała!” to od razu rękawy podwija 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *