Matka Torpeda
Matka Torpeda

Nie każdemu na starość chce się pić.

“Jak ja byłam w Twoim wieku…” usłyszała pewnie nie jedna bądź nie jeden z Was przy rodzinnym stole. Wszak macierzyństwo czy bezpłodność przestało już dawno być tematem tabu, szczególnie dla osób, których w ogóle nie powinno to interesować.

Nie każdemu na starość chce się pić. Czyli: czy granica wścibstwa istnieje?

Posiadanie dziecka było i jest (według mnie) jedną z najintymniejszych spraw. Nie każdy z nas ma te same cele czy priorytety w życiu. Nie każdy potrafi się zdecydować na posiadanie dzieci. I wreszcie: nie każdy chce je mieć. Nie każdego wzruszają błękitne oczka i małe paluszki. A jeszcze inni pragną tej małej główki tak bardzo, że naprawdę aż ciężko to objąć rozumem.

Niestety nie każdy rozumie łzy kobiety, która znowu zobaczyła jedną kreskę. Nie każdy zrozumie płacz mężczyzny, który wiezie zakrwawioną żonę na izbę przyjęć. Oboje milczą, bo wiedzą, że ich upragnione dziecko właśnie obumiera. Nie każdy jest w stanie dźwignąć takie emocje. Nie każdy jest w stanie być wtedy wsparciem, ale każdy jak jeden mąż przy niedzielnym obiedzie jest w stanie rzucić: “Ty to chyba ślepakami strzelasz, że my dalej dziadkami nie jesteśmy”. Młodzi ludzie zagryzają wargi, duszą w sobie ból i wściekłość, bo przecież “to rodzice”. Przeżywają więc swoją wewnętrzną tragedię, sami próbując jednocześnie odepchnąć ataki od siebie.

Wścibskie pytania o dziecko: jak reagować?

Dobrze by było na te pytania nie reagować wcale jednak emocje robią swoje. Wychodzą i grają pierwsze skrzypce, a nasz rozmówca zaczyna się rozkręcać, bo widzi, że świetnie  Ci na tych emocjach. Zagrał. Bo właśnie tutaj on we własnej osobie, wujek Zbyszek, którego widzisz dwa razy do roku, bo na świętach u ciotki Krysi, to właśnie On zapragnął Ci się wziąć i wpierdolić między Twoją macicę, a penisa Twojego męża. On swoim detektywistycznym wąsem postanowił rozegrać przy rodzinnym stole fakt Twojego braku potomstwa. Postanowił niczym inspektor gadżet rodem z PRLu, zapytać: “Ten Twój to trafić nie umi? Tyle po ślubie, a w jajach to mu chyba wiatr hula skoro Ty wciąż bez brzucha”.

Pamiętaj: życie nie powinno przypominać trudnej pracy domowej.

Wiele kobiet, które z całego serca pragną zostać matkami, dowiaduje się, że mają raka i ciąża jest OSTATNIĄ rzeczą, która może mieć aktualnie miejsce w ich życiu.

Wiele kobiet ma za sobą kilka, a nawet kilkanaście poronień, które za każdym razem bolą tak samo, a może i mocniej.

Wiele kobiet stara się o kredyt ,aby móc zapisać się na in vitro, bo tylko to jest dla nich ostatnią deską ratunku.

Wiele kobiet leży plackiem do 24 tygodnia ciąży, a później wstaje siku i dostaje krwotoku.

Wiele kobiet w ostatnim miesiącu ciąży na ostatniej wizycie ginekologicznej słyszy, że lekarzowi jest przykro, ale nie ma akcji bicia serca. Następnie wypisuje kwit na szpital.

Wiele kobiet na porodówce słyszy ciszę. Przeraźliwą ciszę, która oznacza najgorszą rzecz dla matki.

Wiele kobiet rodząc dziecko dostaje ogromnej depresji, która pchnie je do targnięcia się na swoje życie bądź życie dziecka.

Wiele kobiet wyrzuca swoje dzieci w reklamówkach do śmietników. Bo wcale tego macierzyństwa nie chciały. Bo depresja weszła za mocno, a do pomocy nie było nikogo.

Do gadania wszyscy byli pierwsi. Bez ogródek, bez wstydu. Do pomocy już często nie ma nikogo.

Siedząc przy stole, otoczona ludźmi, którzy Cię atakują mentalnie czujesz się jak uczennica odrabiająca matematykę, której nie rozumie. Ma ochotę wstać i się popłakać, ale siedzi ze spuszczoną głową. Bo cała klasa rozumie tylko ona sama nie.  Tutaj sytuacja jest podobna. Z tym że masz 30 lat i sama decydujesz o miejscu, w którym chcesz być i jakimi ludźmi chcesz się w życiu otaczać.

Dziecko jest jak aktualizacja systemu w telefonie. Nie każdy musi to robić, nie każdy powinien to robić i nie każdy chce to robić.

Wspominałam wielokrotnie, że  Matka Torpeda kiedyś w ogóle nie chciała być matką. Byłam pozbawiona instynktu macierzyńskiego, a małe paluszki nie wzruszały mnie w ogóle. Nie zliczę, jak wiele razy słyszałam “Jak możesz nie pragnąć dziecka?!?!!” – zupełnie jakbym właśnie oznajmiła, że zabiłam rodzinę i powkładałam ją do weków w piwnicy, a ja tylko oznajmiłam, że nie pragnę być matką. Bardziej cenię sobie coś innego.

Moja decyzja uległa zmianie w momencie poznania Igreka. Po kilku latach razem zaczęłam przychylniej patrzeć na te małe główki. Myślałam sobie, że w sumie zmienianie kupy nie może być aż takie straszne, a wstawanie w nocy wcale nie musi być koniecznością. Aż w końcu nadszedł etap, kiedy płakałam na reklamach pampersów i wzruszałam się, widząc każdego noworodka. Instynkt przywalił mi z partyzantki, a każda moja próba wstania na kolana kończyła się kolejnym kopem instynktu. Doszło do mnie, że pięknie wykorzystaliśmy ten czas we dwójkę: wypady w góry z samego rana, spanie do południa w weekendy, imprezy małe i duże. To wszystko było fajne, ale jednak serce już ciągnęło w stronę małego człowieka, który prawdopodobnie stanie się spójnikiem między mną, a Igrekiem.

Dziecko to nie jest nowa bluzka czy nowa para spodni, żeby miało komuś pasować.

Nie jestem typem człowieka, który przy rodzinnym stole lubi opowiadać o swojej owulacji, dniach płodnych, o tym, kiedy ma dostać okres czy o tym, że zaczyna starać się o dziecko. Natomiast większość osób uwielbiała zadawać nam pytania: “To kiedy WY?” , “pasowałoby Wam”. Otóż jeśli wśród Was jest ktoś, kto KIEDYKOLWIEK powiedział tak jakiejś parze, to mam dla Was informację z ostatniej chwili, która być może odmieni Wasze życie:

Dziecko to nie jest nowa bluzka czy nowa para spodni, żeby miało komuś pasować.

Kiedy po raz enty, słuchaliśmy: “Na co Wy czekacie?”, na końcu języka miałam odpowiedź: “Aż zrobię się w środku mokra niczym lasy tropikalne podczas zajebistego ostrego deszczu”, ale powstrzymywałam się, widząc wujka Zbyszka, który z pewnością nie ma pojęcia, że istnieją inne lasy niż las bukowy, który jest za jego stodołą.

Nie daj Bóg, jeśli dobry Bóg istnieje, że powiesz przy stole, że Wy dzieci nie chcecie i macie takie marzenie, aby zostać bezdzietnymi lambadziarzami po samą starość i zamontujecie sobie dystrybutory wody przy sypialnianych łóżkach, w razie, gdyby nikt Wam nie mógł podać tej przysłowiowej szklanki wody na starość. Uwaga, podaję  kolejną drastyczną informację,która może odmienić Wasze życie:

Nie każdemu na starość chce się pić.

Oczywiście NIE MOŻLIWYM jest, dla większości osób, że ktoś dzieci po prostu nie chce. W kobiecie nie obudził się instynkt czy tam para zdecydowała, że wolą żyć we dwójkę. Szczerze, współczuję im kiedy tłumaczą się rodzinie. Bo rodzina nie odpuści. Przecież każdy, musi dorzucić swoje pięć groszy, zwane mądrościami życia i pouczać innych o tym, jak mają żyć. Jak mają przeżyć swoje własne życie.

Czy prawo do realizowania własnych marzeń to grzech?

… pytała mnie wielokrotnie. Jako dorosła kobieta, realizowała się zawodowo, zwiedzała świat i kończyła doktorat. Czy to jest zabronione, że bardziej od śmierdzących pampersów interesuje ją struktura wody na Grenlandii? Czy zabronionym jest, aby zamiast wakacji w Kołobrzegu z dziećmi, wyjechać na Bali, aby uprawiać tam jogę? No nie jest, jeśli się na to wszystko ma chęci i pieniądze. Problem polega na tym, że dorosła kobieta zrywa kontakt z rodziną, bo ma dość obwiniania jej o egoizm i niszczenie zdrowia rodzicom. Gdyby ktoś miał problem z łączeniem kropek: rodzice chcą wnuków, Ona nie chce dzieci – powstaje konflikt interesów, który rodzice przypłacają zdrowiem. Bo jej macica to dobro wspólne, rodzinne. Wszyscy matkę palcami wytykają, bo córka głupia gęś doktoraty na Grenlandii robi, zamiast jak Bozia przykazała urodzić trójkę i zostać na wsi na gospodarce.

“Byście w końcu powiedzieli, że będzie Was więcej”

… usłyszała znów. Pół roku wcześniej od lekarza usłyszała: “Nie ma szans na dziecko. Bardzo mi przykro”. Ale na to nie wpadnie nikt, kto zadaje pytania o dziecko. Bo żeby na to wpaść trzeba myśleć, a myślenie jak wiemy – nie jest dla wszystkich.
Moja Grażyna nim urodziła swoje pierwsze dziecko, poroniła dwa razy. Kiedy starała się o drugie dziecko, poroniła pięć razy. Była kłębkiem żalu, nerwów i płaczu. Wspierali się z mężem, próbowali się nie załamać i walczyć, a w międzyczasie odpowiadali na kolejne wścibskie pytania o treści: “Jedno zrobiłeś, drugiego brak – sprzęt Ci się zepsuł?”. Tak łatwo jest komuś wbić szpilkę, tak łatwo pytać, a tak trudno postarać się zrozumieć.

W dzisiejszych czasach jest to mocno nagłaśniany problem, a mimo to – ludzie wciąż to robią. Małżeństwa walczą o dzieci, walczą z bezpłodnością, zaciągają kredyty, żeby spełnić swoje marzenie o posiadaniu dziecka, a zamiast wsparcia – muszą wysłuchiwać komentarzy znajomych czy rodziny. Wysłuchiwać komentarzy osób, których w ogóle nie powinno to obchodzić.
Często po spotkaniach rodzinnych wracają do pustego mieszkania i płaczą, bo takie durne pytania i dogadywania, sprawiają, że czują się bezużyteczni. Wszak ciocia Krysia nie bez powodu na głos mówi iż: “Kobieta bez dziecka jest jak wydmuszka”. Przecież nie będzie się przejmować Twoją depresją, no daj spokój.

“Zrobilibyście drugie, jedno to tak smutno. Parka by się przydała!”

Czyli kolejna informacja, która może odmienić Wasze myślenie:

Dzieci to nie są papużki. Serio, nie muszą żyć w parkach. I nie wolno ich trzymać w klatkach.

Wchodzimy z Igrekiem na imprezę rodzinną nieco spóźnieni. Młody od wejścia zaczyna jeść rosół, a ja przeczesuję ręką włosy:

– Torpedko, jak Ty pięknie wyglądasz. Jakoś inaczej, rumieńce piękne na policzkach – rzuca Ciotka, uśmiechając się rubasznie w stronę talerza wypełnionego rosołem
– No jakoś tak faktycznie inaczej wyglądasz, nie masz tam co w środku? – rzuca wujek, który widuje mnie trzy razy do roku
– Miała, dosłownie przed chwilą. Dlatego się właśnie spóźniliśmy bo lubimy adrenalinę więc uprawiamy seks zawsze kiedy mamy jakieś rodzinne wyjście.

No co, skoro każdy może pytać o moją macicę to może czas abym Ja zaczęła głośno mówić o tym kiedy i jak uprawiam seks? O dziwo, od tamtej pory już nikt nas nie zapytał o drugie dziecko 👌


Jeśli uważasz, że wpis wart był przeczytania, będzie mi bardzo miło, jeśli go udostępnisz bądź na niego zareagujesz. Bądź wykażesz jakąś reakcję, o tutaj.

Udostępnij ten wpis...Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on LinkedIn
Linkedin

21 Responses

  1. Ludzie kompletnie nie maja wyczucia. My mam jedno dziecko cudem, drugie po prostu fuksem, trzeciemu i czwartemu nie dane bylo sie urodzic. 🙁 I kiedy niezamezna ciotka mojego meza, przy Wielkanocnym stole oswiadczyla, ze “my to powinnismy miec wiecej dzieci, duuuzo dzieci!” (w sensie, ze mieszkamy na emigracji i nasza dwojka taka samiutka jest) mialam ochote cisnac w nia swieconym jajkiem. Szkoda, ze tego nie zrobilam. Nalezalo jej sie. 😉

  2. Bardzo dobry post i dla mnie bardzo na czasie. Mam prawie 40 lat, ale swoja druga polowke spotkalam dopiero 3 lata temu. I teraz bedzie walka, a szanse z racji wieku niewielkie. Jak byl czas to nie bylo z kim, a teraz nie wiadomo czy sie uda.

  3. Skrajny debilizm.
    Jakoś inaczej nazwać się nie da.Wśród znajomych zdarzały się różne historie.
    I koleżanka co zaszła,donosiła ale z powodu nie wykrytych jakiś tam wad rodziców dzieci rodziły się poważnie upośledzone.Ile możesz razy chować swoje dzieci? Ona wytrzymała dwa pogrzeby-potem adoptowali.I dopiero wtedy ktoś im powiedział ,że rodzonych dzieci nie będą mieli.
    Druga,co nie mogła donosić ciąży.Ile poronień,łez i blizn na sercu,duszy i umyśle to tylko ona wie.Bo nie o każdej ciąży informowała nawet męża-żeby się nie łudził.
    I wspaniałe małżeństwo,którym “bozia poskąpiła”.
    I małżeństwo ,które nie udźwignęło tego że kobieta bezpłodna.
    I inne,gdzie była zdrada żeby był potomek bo pan nie mógł.A zdrada tylko dlatego,żeby teściowi udowodnić że ona może,że to jego syn nie stanął na wysokości.
    Przykładów,kiedy zostaje się rodzicem choć to powinno być prawnie zakazane wszystkie pewnie znacie po kilka albo i kilkanaście.

    Ja syna rodziłam mając 29 lat.Późno? Za wcześnie? Nie wiem,po prostu wtedy czułam że to teraz.Kiedy sobie zrobisz dzidziusia?- Jak znajdę w sklepie odpowiedniej wielkości formę.

    Robienie dzidziusia jest tak samo zajmujące jak i uprawianie seksu,tylko nigdzie nie znalazłam informacji na jakim toto podłożu,czy w doniczce czy pod folią trzeba.Jak i czym nawozić i kiedy zbiory.Czy to się uprawia jak pszenicę czy bardziej jak jabłka?

    Uważam,że jeśli główna zainteresowana( o ile nie jest mi przyjaciółką najbliższą że wiem że mogę pytać szczerze o każdej porze) sama nie porusza tematu to nie ma co drążyć.A i w rozmowie należy unikać zbyt głębokich pytań.

    • Trzy razy czytałam Twój komentarz i wciąż nie wiem jak na niego odpowiedzieć po tym, jak przeczytałam te wszystkie “sytuacje”. Nigdy nie pytam, nie komentuję wyborów, nie dociekam. Mam dziecko – ktoś nie musi. Nie miałam dziecka – nie uważałam, że muszę mieć bo wszyscy mają.
      Nigdy nie zapomnę jak koleżanka wylewała tony łez, że to trzecie poronienie, a koleżanki z pracy wciąż dopytywały “I jak i jak?!” MASAKRA.

      • Ja o tym,że koleżanka bez problemów zachodzi tylko nie może utrzymać dowiedziałam się od osób trzecich.Wiesz,takie spotkanie przypadkowe po latach,obowiązkowe pytanie “Co u Ciebie” i zaraz hit”a słyszałaś,że A. donosić nie może?”Nie słyszałam,słyszeć nie chciałam,potem głupio się czułam jak wspomnianą spotkałam.Nigdy jej osobiście nie zapytałam.Ja poroniłam raz-wiem jak to boli.
        O problemach genetycznych kumpela zaczęła rozmawiać przy kawie już po adopcji-widać dopiero wtedy poczuła potrzebę wygadania się.
        Nigdy nikogo nie wypytywałam-bo i sama bym nie chciała żeby mnie ktoś pytał.Jak ktoś chce to gada sam i z tym z kim chce.
        Jeden woli psy,inny koty a trzeci hoduje pająki.Tak samo z dziećmi-nie każdy musi je lubić i chcieć.Nie ma nic gorszego niż zaciążyć i rodzić bo “babcia tak chciała by wnuka”.
        Pierwsze jak wiesz miałam mając 29 lat,drugie -36. Od koleżanki (matki 4-ga),usłyszałam”powaliło cie? w tym wieku?”Wkurzyła mnie i jej odpowiedziałam,że nie każdy rozkładał nogi w podstawówce,zafundował każdemu innego ojca i koniec końców został z przychówkiem sam na zapomogach z mopsu.Nie odzywała się ponad rok.Potem przysłała list “Przepraszam.Należało mi się”. Ale znajomość już nie wróciła na stare tory.

  4. Dokładnie! Każdy musi znaleźć odpowiednia drogę. Za mnie.. Poniekąd zadecydował los, przypadek niepewność antykoncepcji. Całe życie będę powtarzać, że na mamę się nie nadaję, ale najwyraźniej miałam nią być. Kręci mnie podróżowanie i doktoraty, ale muszę godzić to z pieluchą. Jednak jak mu ktoś mówi, że na pewno za kilka lat przejdzie, że będę chciała drugie.. To mnie szlag trafia. 🙂

    Dobrze mu powiedziałaś!

    • Ja kiedyś nie chciałam mieć dzieci. I mimo upływu lat, moja decyzja nie ulegała zmianie. Dopiero jak poznałam Igreka to mi się odmieniło. Uważam, że każdy decyduje za siebie, a nie pod presją otoczenia 🙂 A w Twoim przypadku, los pewnie wiedział co robi :*

  5. Oo jak w punkt!
    Nie uwierzysz (a może i tak) ale ja, mając 22 lata jestem nękana ciągle właśnie takimi pytaniami. No ludzie! Dopiero co człowiek od rodziców się wyprowadził, ślubu też nie planuje z moim lubym jak na razie a i tak wszyscy dookola naciskają. “Bo Twoje koleżanki to już i po dwójce mają”, “Ale jak to dzieci koło 30? Za stara będziesz”, “To jest najlepszy czas na rodzenie. Do roboty!”, “Jak nie dzieci, to może chociaż weźcie ślub?”
    O dantejskie sceny! Co ja mam ochotę zrobić z tymi co te pytania rzucają w eter!

  6. Ciężki temat ruszylas Iksina, ale masz w 100% rację. U nas pomimo tego, że praktycznie cała rodzina już wie, iż dzieci mieć nie możemy, dalej padają pytania lub życzenia z tym związane. I o ile teraz już się z tym pogodzilam i odpowiadam ludziom tak, że im szczęki opadają, o tyle na początku było cholernie ciężko i za każdym razem kończyło się to dla mnie płaczem. A najgorsze z najgorszych jest hasło “przestańcie o tym myśleć, a zobaczysz że się uda”… Nie kurwa…. Nie uda się… Ludzie zwyczajnie nie mają wyczucia jeśli chodzi o tak delikatne sprawy.

    • Moja koleżanka mówiła to samo co Ty. Niestety, ale nie ma szans na dziecko, w ogóle. Mimo badań, kilku metod zapładniania – wciąż słucha “uda się zobaczysz” powiedziała, że nie ma nic gorszego niż te słowa. Ludziom się wydaje, że w każdym przypadku jeśli chodzi o dziecko to wszyscy mogą, a Ci co mówią, że nie mogą to są nie poważni. Idiotyczne podejście do życia :/

  7. Nic dodac, nic ujac. Trafilas w sedno!
    Historia mojego zycia. Ponad 6 lat staran o potomka (bezskutecznie), pytania rodziny i znajomych puszczalam mimo uszu. Ilez mozna wysluchiwac tego samego? W koncu zdecydowalismy sie na in vitro i dzieki niemu mamy sliczna coreczke 🙂 No ale jak juz mamy jedno dziecko to teraz trzeba przeciez (obowiazkowo) postarac sie o rodzenstwo, prawda? Jestem ciekawa jakby zareagowali gdybym im powiedziala ze i owszem staramy sie, ale poki co na koncie sa juz 2 poronienia 🙁 Naprawde jestem ciekawa reakcji osoby, ktora tak glupo rzecze.
    A Twoja riposta piekna! Brawo 🙂

    • Serio?! In vitro?! Nie spodziewałam się, że mam tutaj takich czytelników. Moje gratulacje, że się udało! Znajoma jest po kilku próbach in vitro oraz inseminacji i niestety zero efektów 🙁 Zawsze szuka osób, którym naprawdę się udało, szuka promyka w tych wszystkich zabiegach, ale go jakoś nie widzi 🙁

      • Dzieki 🙂 Szczerze mowiac bylam pewna ze za pierwszym razem sie nie uda. Nawet bylam gotowa na negatywny wynik testu. Pamietam jak wczoraj: test mialam zrobic 2 tygodnie po procedurze, mial to byc poniedzialek, ale moj niecierpliwy maz obudzil mnie w niedziele rano i kazal zrobic test. Wiec na spiocha poczlapalam do toalety (maz za mna), zrobilam test (maz mi go zabral i poszedl do pokoju obok) i wrocilam do lozka. Po 5 minutach przchodzi z bananem na twarzy, dzierzac wielkiego, bialego misia i test 🙂 Teraz ten mis jest ozdoba pokoju corci 🙂
        U siebie na blogu wszystko opisalam. O przygotowaniach, diecie itp. Jezeli Twoja znajoma chcialaby poczytac bloga lub sie ze mna skontaktowac to serdecznie zapraszam 🙂 Bede trzymac kciuki zeby i jej sie udalo!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *