Matka Torpeda
Matka Torpeda

Tag Archives:pasja

---------

Bałam się, że macierzyństwo zablokuje w pewnym stopniu moje życie. Wiadomo, otworzy oczy na wiele spraw – ważniejszych spraw – ale jednocześnie odbierze mi dotychczasowe przyjemności. Nie będę mogła w sobotni poranek, spontanicznie spakować tyłka i wyruszyć na drugi koniec Śląska po to, żeby zobaczyć wschód słońca w górach. Nie…

---------

Nikt nie ma prawa osądu co do tego jaką jestem matką. NIKT, poza moim dzieckiem. Podobno nie pasuję do wizerunku matki: mam czelność o siebie zadbać, wyjść (o zgrozo!) bez dziecka. Mało tego, pozwalam sobie na to żeby zostawić dziecko z ojcem. Jego ojcem. “Przecież On pracuje! też jest zmęczony!”…

---------

Siedzimy spokojnie. Dupy przed telewizorem, bo znów nadają M jak Zdrada. Młody między nami, pożera z namiętnością swój palec wskazujący i serdeczny, co chwila wydając z siebie westchnięcie, okraszone długim: “hyyyyyyyyym”. Zacznijmy od tego, że nie cierpię pająków. Nie wiem czy się boję, obrzydzają mnie. Człapią na tych nitkowych nóżkach,…

---------

“Któregoś dnia, obudzisz się w niedzielę obok miłości swojego życia, zrobisz kawę, jajecznicę i po prostu będzie w porządku” Dookoła nas rozwodzą się po 10 latach, dwa małżeństwa. Jesteśmy między młotami i kowadłami, a na drzwiach brakuje nam tylko tabliczki: “Terapia małżeńska prowadzona przez nie-małżeństwo”. Ciężko człowiekowi odmówić kiedy puka…

---------

Umówmy się, odkąd jestem matką – przestałam się dziwić czemukolwiek. Serio, mało rzeczy jest mnie w stanie zaskoczyć. Przywykłam, że jak będziemy wychodzić, zawsze będzie kupa. Taka po pachy. Doszło do mnie, że nawet jeśli Młody sikał przed chwilą to i tak mnie obsika. To już nawet mnie nie dziwi.…

---------

Godziny, a raczej dni i kilometry polegają na szukaniu samochodu. Jeździmy z miejsca “A” do miejsca “B” oddalonego o półtorej godziny drogi. Tysiące ogłoszeń “sprzedam auto” mieszają mi się już w oczach. Oczywiście każde auto tzw. “Igła” bo przecież “byle czego bym nie sprzedawał”. – “Paaaaaaaaaaaaaaani, córka tylko z górki…

---------

Kiedy w ósmym miesiącu ciąży, stanowczo i kategorycznie zażądałam poskładania łóżeczka, wydawało mi się, że właśnie poprosiłam Igreka o zniesienie czterech pianin z osiemnastego piętra. Oczywiście “zaraz” towarzyszyło nam od dobrych dwóch tygodni. Igrek czyli człowiek trytytka. Łojczysko wychodzi z założenia, że wszystko można naprawić trytytką. Mamy w szafie zapas…

---------

Pamiętam jak zaczęłam spotykać się z łojczyskiem. Pamiętam do dziś jedną sytuację: Wychodzę z łazienki, chcę pomalować paznokcie u nóg, o czym Igrek był poinformowany bo cały mój pierdolnik z lakierami i pilnikami leżał obok niego. Wchodzę, grzebię w pierdolniku. Przekopuje się przez 4586-ty lakier i szesnasty pilnik: – Czego…

---------

Od mojego: “noł faking łej ja go w życiu nie urodzę bo NIE dam rady” ktoś przyspieszył mi czas. Od momentu kiedy widziałam jak rośnie we mnie, oglądałam zdjęcia i rozczulałam się nad biciem jego serca – ktoś rozkruszył moje serce. Wczoraj go urodziłam, serio to było wczoraj – wczoraj…

---------

Mogłabym napisać, że zaczęło się niewinnie, że prozaicznie wręcz. Dziecko nasze jedyne, umiłowane, wycałowane – po kąpieli i ostatnim posiłku, odpada. Low battery, mnie już dzisiaj nie ma. Nauczona rytuałem: kąpiel, karmienie, sen – mogę zaplanować sobie wieczór. A przynajmniej mogłam. Ki czort, o 1-szej w nocy budzi się dziecko.…

FACEBOOK

Facebook Pagelike Widget

Statystki

  • 117
  • 1 833 967

Instagram

Instagram did not return a 200.

Archiwa